26.08.2023, 17:21 ✶
Sam również nie bywałem za często na meczach Quidditcha. Uważałem to za stratę czasu, ale czasami po prostu trzeba było się pokazać, zaprezentować, że się ma kasę i styl, że się jest na bieżąco. Jeśli jednakże miałem wybierać wśród dyscyplin sportowych, preferowałem wyścigi i polowania, ale też nie miewałem czasu by jakoś na bieżąco śledzić informacje. Głównie to, co wypisywano w prasie i z towarzyskich rozmów.
Wziąłem ze stołu butelkę wina, nalewając nam kulturalne ilości do kieliszków. Przyznać musiałem, że zrobi nam się lepiej po butelce czy dwóch. Zawsze tak miałem z Vesperą. Było tak, jakby wino zawierało w sobie jakąś magię, a nie tylko zgniłe, sfermentowane owoce, które sobie poleżały w jakiejś ciemnej, być może nieco zatęchłej piwnicy. Szkoda, że pola pod Londynem średnio nadawały się na plantacje winogrona. Może pokusiłbym się o niewielki biznes, bardziej w celach własnych konsumpcji.
Przerwałem czym prędzej rozważania i upiłem łyk wina, gdyż nie chciałem analizować w głowie własnego dzieciństwa. Życzyłem sobie, aby moje dzieci zachowały je na dłużej, na znacznie dłużej niż ja mogłem. Z takim towarzystwem w domu, bywało ciężko.
Westchnąłem mimowolnie, po czym odstawiłem kieliszek. Bawiłem się nim nieco podczas wspominania o reszcie dzieciaków.
- Conven ma pięć lat i aktualnie kopiuje starszego brata... Jest nieco bardziej wycofany, ostrożny. Ramsesowi bliżej do niegrzecznych pomysłów - przyznałem, tak właściwie teraz się nad tym głębiej zastanawiając. Nigdy tak na to nie patrzyłem, a jednak była w tym jakaś zależność. - Przynajmniej najstarszy jakoś organizuje im czas, aczkolwiek też ma naukę... Guwernera - dodałem nagle olśniony, bo to w sumie było uzupełnienie jej wcześniejszego pytania. Trzeba było przygotować dzieci do nauki w Hogwarcie. Nie mogły przecież być niedoedukowane jak te... mugolskie.
Zacisnąłem wargi i pokręciłem głową, bo Avelina nie zniosłaby takich myśli w mojej głowie, krytycznych względem mugoli, ale szybko zniknęły te nieprzyjemne emocje z mojej głowy, bo przypomniało mi się o najmłodszej księżniczce. Nowy narybek. Nie ukrywałem, że byłem dumny z posiadania córki. Chyba nawet bardziej niż z synów, co było zaskakujące. Pierworodny powinien być najważniejszy, ale może miałem to po Ojcu? On również protegował Vesperę.
- I od niedawna mam córkę... Beatrice. Powiem ci szczerze, że ten czas leci, że nie jestem w stanie określić, czy ma już rok. Po powrocie zweryfikuję to w dokumentach, bo aż wstyd - zauważyłem, śmiejąc się zakłopotany. Z drugiej strony, gdyby miała roczek, to małżonka mówiłaby mi o organizacji urodzin, a może sama z tym zaspała? Niebywałe. - Jest przeurocza. Żebyś widziała jej śmiech... Czasami coś we mnie pęka w środku, kiedy na nią patrzę, na nich wszystkich. Z chęcią zatrzymałbym czas by nie musiały dorosnąć - odparłem, biorąc poprawkę na to całe zło, które wisiało w powietrzu. Na zawody miłosne. Problemy. Ciężką pracę. Urodzenie. Działania Voldemorta...
Zerknąłem ponownie na Avelinę. Nie mogłem jej powiedzieć, że jestem w klubie jego przyjaciół, ale pragnąłem się jej zwierzyć, że mam w związku z tym obawy. Otworzyłem usta, ale się zawahałem. W końcu jednak pękłem.
- Powiem ci, że się obawiam... Tyle się teraz pisze o... - przerwałem, rozglądając się wokół. Ściszyłem głos. - O Sama-wiesz-kim i jego poplecznikach. Miewałem na stole sekcyjnym ich ofiary. Obawiam się, że nadejdzie dzień kiedy ktoś będzie oczekiwał ode mnie zrobienia czegoś złego i że... że będę musiał chronić rodzinę... za wszelką cenę - wyznałem, nie patrząc na nią. Wlepiłem wzrok w kieliszek. W końcu zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, co mogliby im zrobić. Niektórzy mieli odchyły, byli bardziej psychiczni niż ja. Ja ze swoimi problemami byłem przy nich niczym baranek, ale wpadłem między wrony. Będę musiał krakać tak jak one.
- Chciałbym im znaleźć bezpieczny azyl, ale to niemożliwe - podsumowałem ze smutkiem, ponownie obdarzając ją spojrzeniem. Jednocześnie pragnąłem mieć ją na oku, podziwiać, a jednocześnie była we mnie jakaś myśl, która kazała mi umykać spojrzeniem co chwila. Jak gdyby Avelina mogła wyssać mi duszę... O co się nie martwiłem, bardziej obawiając się tego, że mogłaby przeczytać wszystkie moje najskrytsze myśli i te wszystkie uczucia, którymi ją obdarzałem. Pragnęła przyjaźni. Nie chciałem już się przed nią odkrywać. Za bardzo to bolało. Za wiele kosztowało.
Wziąłem ze stołu butelkę wina, nalewając nam kulturalne ilości do kieliszków. Przyznać musiałem, że zrobi nam się lepiej po butelce czy dwóch. Zawsze tak miałem z Vesperą. Było tak, jakby wino zawierało w sobie jakąś magię, a nie tylko zgniłe, sfermentowane owoce, które sobie poleżały w jakiejś ciemnej, być może nieco zatęchłej piwnicy. Szkoda, że pola pod Londynem średnio nadawały się na plantacje winogrona. Może pokusiłbym się o niewielki biznes, bardziej w celach własnych konsumpcji.
Przerwałem czym prędzej rozważania i upiłem łyk wina, gdyż nie chciałem analizować w głowie własnego dzieciństwa. Życzyłem sobie, aby moje dzieci zachowały je na dłużej, na znacznie dłużej niż ja mogłem. Z takim towarzystwem w domu, bywało ciężko.
Westchnąłem mimowolnie, po czym odstawiłem kieliszek. Bawiłem się nim nieco podczas wspominania o reszcie dzieciaków.
- Conven ma pięć lat i aktualnie kopiuje starszego brata... Jest nieco bardziej wycofany, ostrożny. Ramsesowi bliżej do niegrzecznych pomysłów - przyznałem, tak właściwie teraz się nad tym głębiej zastanawiając. Nigdy tak na to nie patrzyłem, a jednak była w tym jakaś zależność. - Przynajmniej najstarszy jakoś organizuje im czas, aczkolwiek też ma naukę... Guwernera - dodałem nagle olśniony, bo to w sumie było uzupełnienie jej wcześniejszego pytania. Trzeba było przygotować dzieci do nauki w Hogwarcie. Nie mogły przecież być niedoedukowane jak te... mugolskie.
Zacisnąłem wargi i pokręciłem głową, bo Avelina nie zniosłaby takich myśli w mojej głowie, krytycznych względem mugoli, ale szybko zniknęły te nieprzyjemne emocje z mojej głowy, bo przypomniało mi się o najmłodszej księżniczce. Nowy narybek. Nie ukrywałem, że byłem dumny z posiadania córki. Chyba nawet bardziej niż z synów, co było zaskakujące. Pierworodny powinien być najważniejszy, ale może miałem to po Ojcu? On również protegował Vesperę.
- I od niedawna mam córkę... Beatrice. Powiem ci szczerze, że ten czas leci, że nie jestem w stanie określić, czy ma już rok. Po powrocie zweryfikuję to w dokumentach, bo aż wstyd - zauważyłem, śmiejąc się zakłopotany. Z drugiej strony, gdyby miała roczek, to małżonka mówiłaby mi o organizacji urodzin, a może sama z tym zaspała? Niebywałe. - Jest przeurocza. Żebyś widziała jej śmiech... Czasami coś we mnie pęka w środku, kiedy na nią patrzę, na nich wszystkich. Z chęcią zatrzymałbym czas by nie musiały dorosnąć - odparłem, biorąc poprawkę na to całe zło, które wisiało w powietrzu. Na zawody miłosne. Problemy. Ciężką pracę. Urodzenie. Działania Voldemorta...
Zerknąłem ponownie na Avelinę. Nie mogłem jej powiedzieć, że jestem w klubie jego przyjaciół, ale pragnąłem się jej zwierzyć, że mam w związku z tym obawy. Otworzyłem usta, ale się zawahałem. W końcu jednak pękłem.
- Powiem ci, że się obawiam... Tyle się teraz pisze o... - przerwałem, rozglądając się wokół. Ściszyłem głos. - O Sama-wiesz-kim i jego poplecznikach. Miewałem na stole sekcyjnym ich ofiary. Obawiam się, że nadejdzie dzień kiedy ktoś będzie oczekiwał ode mnie zrobienia czegoś złego i że... że będę musiał chronić rodzinę... za wszelką cenę - wyznałem, nie patrząc na nią. Wlepiłem wzrok w kieliszek. W końcu zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, co mogliby im zrobić. Niektórzy mieli odchyły, byli bardziej psychiczni niż ja. Ja ze swoimi problemami byłem przy nich niczym baranek, ale wpadłem między wrony. Będę musiał krakać tak jak one.
- Chciałbym im znaleźć bezpieczny azyl, ale to niemożliwe - podsumowałem ze smutkiem, ponownie obdarzając ją spojrzeniem. Jednocześnie pragnąłem mieć ją na oku, podziwiać, a jednocześnie była we mnie jakaś myśl, która kazała mi umykać spojrzeniem co chwila. Jak gdyby Avelina mogła wyssać mi duszę... O co się nie martwiłem, bardziej obawiając się tego, że mogłaby przeczytać wszystkie moje najskrytsze myśli i te wszystkie uczucia, którymi ją obdarzałem. Pragnęła przyjaźni. Nie chciałem już się przed nią odkrywać. Za bardzo to bolało. Za wiele kosztowało.