26.08.2023, 17:23 ✶
Zdarzało mi się bardziej angażować w szkolne mecze Qudditcha, szczególnie jako aspirujący na Prefekta, a potem już jako sam Prefekt Slytherinu, a potem nawet szkoły. Razem z Vesperą byliśmy niczym para królewska i tak też się czuliśmy, ale też przez to miałem więcej na głowie i czasami bywałem za bardzo... przeciążony. Takie oto było moje dzieciństwo... Ale Avelina zdawała sobie z tego sprawę, przynajmniej po części, więc już nawet nie wracałem do tego. Nie chciałem poruszać tak bardzo tego, co było ze mną w Hogwarcie. Zszedłem z tonu, wydoroślałem. Zostałem mężem i ojcem, heh.
Napiłem się wina i wysłuchałem historii Aveliny o jej dzieciństwie i edukacji przed Hogwartem. Choć nie byłem pewien, czy szkoła dla takich smarków to dobry pomysł, by grupowo zasięgały podstaw wiedzy, ale... Coś w wyrazie jej brązowych oczu, jak i w głosie sprawiało, że brzmiało to naprawdę przyjaźnie. I fakt, że była tam super nauczycielka. Ja nie miałem zbyt fajnych nauczycieli. Nie chciałem się uczyć. Byłem ewidentnie nieznośnym dzieciakiem.
- Ja nie mam zbyt dobrych doświadczeń z nauczycielami... - stwierdziłem aby, uśmiechając się z żalem. - Ale pewnie teraz są dumni, że wychowali mnie na statecznego mężczyznę z dobrą posadą i takie tam - dodałem z lekką ironią w głosie, bo tak naprawdę nie czułem by mieli jakiś specjalny wkład w moją edukację, a co dopiero w moje życie dorosłe. Wszystko, co osiągałem, zawdzięczałem sobie i rodzinie. Rodzinie... Rookwoodom, którymi Avelina tak gardziła. Mieliśmy swoje przekonania, ale to chyba nie czyniło z nas potworów? Każdy w coś wierzył, prawda? Poza tym teraz nie podkreślałem jej na każdym kroku jakiej jest krwi, nawet zanadto o tym nie myślałem, co innego ona o mojej małżonce chyba non stop.
Skrzywiłem się na jej uwagę o tym, że małżonka powinna znać datę narodzin naszej córki. Zbyłęm to pytanie mimo uszu. Co mogłem jej na to odpowiedzieć? Tak, mam żonę? Tak, mogę ją o to zapytać, jeśli chcesz? A może, że jestem silnym i niezależnym mężczyzną i że sam to sprawdzę? A może, że się myliłem, zapraszając Avelinę na kolację? Spodziewałem się ocieplenia relacji, ale najwyraźniej moje wcześniejsze wyznanie tylko wszystko zepsuło. Najwyraźniej życie nie było aż tak proste jak moje myśli, a kobiety bardziej skomplikowane niż czarna magia.
Pragnąłem cieszyć się tą chwilą, szczególnie że Avelina tak pięknie wyglądała. Może tak naprawdę odwracałem wzrok by się w nią tak nie wpatrywać, a nie żeby ukrywać przed nią swoje myśli. Wyglądała tak niewinnie, tak doskonale. Chciałem ponownie dotykać jej dłoni, być blisko niej, ale... To było tak paskudnie nieosiągalne, że aż bolało. Byłem gotów zbliżyć się do niej, ale Ona... Ach, może te szkolne wyzwiska były znacznie mądrzejsze niż ja teraz?
Wysłuchałem jej obaw związanych z ojcem-mugolem. Sam osobiście uważałem, że każde z nas było tak samo zagrożone, ale nie mogłem jej wyznać powodów, dla których tak myślałem, więc przemilczałem temat, szczególnie że podawano do stołu. Niezbyt miałem ochotę jeść, ale dzięki posiłkowi będziemy mieli chwilę na zebranie myśli, nieco zwolnienie z rozmową. Kto wie? Może większa ilość alkoholu, wina w naszej krwi rozluźni atmosferę?
Podziękowałem kelnerowi, po czym spojrzałem na Avelinę.
- Życzę ci aby nic złego nie stało się z twoim ojcem... Bądź dobrej myśli - życzyłem jej, chcąc dodać jej otuchy, po czym kiwnąłem na posiłek. - I smacznego - dodałem krótko.
Napiłem się wina i wysłuchałem historii Aveliny o jej dzieciństwie i edukacji przed Hogwartem. Choć nie byłem pewien, czy szkoła dla takich smarków to dobry pomysł, by grupowo zasięgały podstaw wiedzy, ale... Coś w wyrazie jej brązowych oczu, jak i w głosie sprawiało, że brzmiało to naprawdę przyjaźnie. I fakt, że była tam super nauczycielka. Ja nie miałem zbyt fajnych nauczycieli. Nie chciałem się uczyć. Byłem ewidentnie nieznośnym dzieciakiem.
- Ja nie mam zbyt dobrych doświadczeń z nauczycielami... - stwierdziłem aby, uśmiechając się z żalem. - Ale pewnie teraz są dumni, że wychowali mnie na statecznego mężczyznę z dobrą posadą i takie tam - dodałem z lekką ironią w głosie, bo tak naprawdę nie czułem by mieli jakiś specjalny wkład w moją edukację, a co dopiero w moje życie dorosłe. Wszystko, co osiągałem, zawdzięczałem sobie i rodzinie. Rodzinie... Rookwoodom, którymi Avelina tak gardziła. Mieliśmy swoje przekonania, ale to chyba nie czyniło z nas potworów? Każdy w coś wierzył, prawda? Poza tym teraz nie podkreślałem jej na każdym kroku jakiej jest krwi, nawet zanadto o tym nie myślałem, co innego ona o mojej małżonce chyba non stop.
Skrzywiłem się na jej uwagę o tym, że małżonka powinna znać datę narodzin naszej córki. Zbyłęm to pytanie mimo uszu. Co mogłem jej na to odpowiedzieć? Tak, mam żonę? Tak, mogę ją o to zapytać, jeśli chcesz? A może, że jestem silnym i niezależnym mężczyzną i że sam to sprawdzę? A może, że się myliłem, zapraszając Avelinę na kolację? Spodziewałem się ocieplenia relacji, ale najwyraźniej moje wcześniejsze wyznanie tylko wszystko zepsuło. Najwyraźniej życie nie było aż tak proste jak moje myśli, a kobiety bardziej skomplikowane niż czarna magia.
Pragnąłem cieszyć się tą chwilą, szczególnie że Avelina tak pięknie wyglądała. Może tak naprawdę odwracałem wzrok by się w nią tak nie wpatrywać, a nie żeby ukrywać przed nią swoje myśli. Wyglądała tak niewinnie, tak doskonale. Chciałem ponownie dotykać jej dłoni, być blisko niej, ale... To było tak paskudnie nieosiągalne, że aż bolało. Byłem gotów zbliżyć się do niej, ale Ona... Ach, może te szkolne wyzwiska były znacznie mądrzejsze niż ja teraz?
Wysłuchałem jej obaw związanych z ojcem-mugolem. Sam osobiście uważałem, że każde z nas było tak samo zagrożone, ale nie mogłem jej wyznać powodów, dla których tak myślałem, więc przemilczałem temat, szczególnie że podawano do stołu. Niezbyt miałem ochotę jeść, ale dzięki posiłkowi będziemy mieli chwilę na zebranie myśli, nieco zwolnienie z rozmową. Kto wie? Może większa ilość alkoholu, wina w naszej krwi rozluźni atmosferę?
Podziękowałem kelnerowi, po czym spojrzałem na Avelinę.
- Życzę ci aby nic złego nie stało się z twoim ojcem... Bądź dobrej myśli - życzyłem jej, chcąc dodać jej otuchy, po czym kiwnąłem na posiłek. - I smacznego - dodałem krótko.