07.11.2022, 00:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 00:18 przez Theseus Fletcher.)
Byłoby zbyt pięknie, gdyby mu się upiekło.
Nim się obrócił albo też zrobił jakikolwiek krok, trzymał już w dłoniach wygrzane i pachnące bardzo miło, rzeczy osobiste kobiety, którą przeprowadził przed chwilą przez symulację wstrząsów epileptycznych.
- Theseus… – urwał i wyciągnął dłonie instynktownie. Gdyby czymś w niego rzuciła pewnie złapałby to w locie. Łowcą był całkiem niezłym, towarzyszem na bal? Całkiem miernym. – Fletcher. – wypluł zaraz. Zdezorientowany, ale ku zdziwieniu pod dziwnym urokiem – zahipnotyzowany jej pewnością siebie i bezpardonowością, cofnął się o krok.
Aurorską odznakę obrócił w dłoniach, potem przeniósł z ręki do ręki, przytrzymując przy piersi. Z paczką papierosów – na widok której rozjaśniła mu się twarz – postąpił podobnie.
- Żadnej miotły? – rzucił do przyczyny swojej groteskowej frasobliwości. Dopóki tych rzeczy nie miał przy sobie dużo, mógł uwolnić jedną z rąk. Widząc jak Zeneida walczy z różdżką w ustach, powoli, niepewnie, wyciągnął rękę i chciał ją chwycić za grubszy koniec. W ostatniej chwili odchrząknął i odsunął dłoń. Zagubiony wcześniej instynkt samozachowawczy zadziałał, powstrzymawszy ich od niechybnej i być może dosłownej szarpaniny.
- Nie ma sprawy. – żachnął się. Nerwowość przechodziła mu jeszcze charakterystycznym dreszczem po lekko spoconych palcach, ale miał już zdecydowanie więcej animuszu w sobie. – Daj znać jakbyś potrzebowała, żeby ci coś potrzymać. – pokręcił głową, mogła już tego nie słyszeć. Ani wcale się tym nie przejąć. Tak jak mogła nie zauważyć, że zwinął jej z paczki jednego papierosa.
Ze skonsternowaną miną wrócił do Nory. Podał jej ramię i przeszli dalej, w kierunku stołów z poczęstunkiem. Nie tylko dlatego, że chciał coś zjeść – w zasadzie to nie był głodny, ale po prostu wolał odsunąć się na bezpieczną odległość od Brenny, chyboczącej się kobiety w zdecydowanie zbyt ciekawej kiecce oraz od jej partnera, którego sama Figg niszczyła chwilę temu wzrokiem. Udało mu się również dorwać szampana. Jeden kieliszek dla siebie, drugi dla Nory.
Nim się obrócił albo też zrobił jakikolwiek krok, trzymał już w dłoniach wygrzane i pachnące bardzo miło, rzeczy osobiste kobiety, którą przeprowadził przed chwilą przez symulację wstrząsów epileptycznych.
- Theseus… – urwał i wyciągnął dłonie instynktownie. Gdyby czymś w niego rzuciła pewnie złapałby to w locie. Łowcą był całkiem niezłym, towarzyszem na bal? Całkiem miernym. – Fletcher. – wypluł zaraz. Zdezorientowany, ale ku zdziwieniu pod dziwnym urokiem – zahipnotyzowany jej pewnością siebie i bezpardonowością, cofnął się o krok.
Aurorską odznakę obrócił w dłoniach, potem przeniósł z ręki do ręki, przytrzymując przy piersi. Z paczką papierosów – na widok której rozjaśniła mu się twarz – postąpił podobnie.
- Żadnej miotły? – rzucił do przyczyny swojej groteskowej frasobliwości. Dopóki tych rzeczy nie miał przy sobie dużo, mógł uwolnić jedną z rąk. Widząc jak Zeneida walczy z różdżką w ustach, powoli, niepewnie, wyciągnął rękę i chciał ją chwycić za grubszy koniec. W ostatniej chwili odchrząknął i odsunął dłoń. Zagubiony wcześniej instynkt samozachowawczy zadziałał, powstrzymawszy ich od niechybnej i być może dosłownej szarpaniny.
- Nie ma sprawy. – żachnął się. Nerwowość przechodziła mu jeszcze charakterystycznym dreszczem po lekko spoconych palcach, ale miał już zdecydowanie więcej animuszu w sobie. – Daj znać jakbyś potrzebowała, żeby ci coś potrzymać. – pokręcił głową, mogła już tego nie słyszeć. Ani wcale się tym nie przejąć. Tak jak mogła nie zauważyć, że zwinął jej z paczki jednego papierosa.
Ze skonsternowaną miną wrócił do Nory. Podał jej ramię i przeszli dalej, w kierunku stołów z poczęstunkiem. Nie tylko dlatego, że chciał coś zjeść – w zasadzie to nie był głodny, ale po prostu wolał odsunąć się na bezpieczną odległość od Brenny, chyboczącej się kobiety w zdecydowanie zbyt ciekawej kiecce oraz od jej partnera, którego sama Figg niszczyła chwilę temu wzrokiem. Udało mu się również dorwać szampana. Jeden kieliszek dla siebie, drugi dla Nory.