27.08.2023, 16:40 ✶
- Wiara nigdy nie była moją mocną stroną – przyznał Cathal bez oporów. A potem przekrzywił głowę i na jego ustach znowu zamajaczył cień uśmiechu. – Łatwym, mówisz? – spytał z rozbawieniem. Bo tak, Cathal Shafiq wyróżniał się w tłumie na ulicach egipskich miast, ale spędził poza Anglią więcej czasu niż w samej Anglii, wszędzie czuł się u siebie i przede wszystkim: był równie, a może nawet bardziej bezlitosny niż jakiś arabski, mugolski złodziejaszek czy czarodziej, czający się na egipskie skarby.
Do krzywdzenia innych podchodził bardzo pragmatycznie, ale w tym pragmatyzmie brakowało litości.
Jeśli zaś szło o próby policzenia podwójnie, o których zapewne mówiła Guinevre, również nie miało być to tak łatwe. Shafiq był zamożny, ale nie obrzydliwie bogaty, nie wyrzucał pieniędzy w błoto, a co gorsza doskonale wiedział, ile co kosztuje. Nie mógłby zapomnieć, choćby nie wiadomo, jak bardzo chciał.
– Dobrze, przekonamy się więc, czy na dnie mojej kawy pływa śmierć – stwierdził, dopijając resztę zawartości kawy na łyk, nim przesunął ją bliżej wróżbitki. Nie, nie chciał jej obrażać, ale i był człowiekiem, który rzadko udawał, jeżeli akurat nie musiał, a nigdy nie pokładał szczególnej ufności we wróżbach.
Chociaż akurat ta, którą przyniósł kobiecie, nawet mogła być prawdziwa.
Mogła.
Tyle że nie musiała.
Shafiq i w tym, co sam odszyfrował, i w tym, co mówiła kobieta, dostrzegał analogie do historii Egiptu. Do tej, którą dało się uznać za jego ostatnią królową – a przynajmniej ostatnią królową, nim kraj wpadł pod wpływy Rzymian. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tak działały ich umysły: doszukiwali się pewnych rzeczy, znaków, schematów, nawet jeżeli ich nie było. Bo tak, Kleopatra miała dwóch ukochanych, a gdy doszło do finałowej bitwy, Egipt skończył pod rzymskimi wpływami. Były w jej historii problemy, wrogowie, nienawiść, romans, zaszczyty, a nawet dosłownie wąż, który miał wedle opowieści przynieść śmierć.
Tylko czy ta historia naprawdę do niej pasowała?
To był problem z przepowiedniami, po fakcie łatwo było doszukać się w nich „czegoś więcej”. Na całe szczęście, Cathala w tej chwili niezbyt interesowało, że nadworny kapłan królowej wygłosił prawdziwe proroctwo, ale raczej jego treść i wszystko, co się z tymi cennymi zapiskami wiązało. (Choć bez wątpienia było coś fascynującego w myśli o wieszczu, który trzy tysiące lat wcześniej przewidział upadek swego kraju.)
– Gdyby po traktować to jako prawdziwą przepowiednię, odnosiłaby się zapewne do Kleopatry. Miała dwóch egipskich mężów, z których jednego zresztą kazała zamordować. A jej romanse z cezarem oraz Markiem Antoniuszem są słynne wśród mugoli. Można sprzeczać się natomiast do tego, czy była „ostatnią królową Egiptu”, bo za ostatniego faraona uważa się jej syna.
Który zresztą też nie pożył długo. Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy zamordowano go z rozkazu Oktawiana.
– Ale niezależnie od tego, czy to przestroga, prawdziwa wieszczba czy tylko majaczenia pijanego starca… jestem ciekaw jej dokładnych znaczeń. Możesz zatrzymać te notatki, jeżeli potrzeba ci więcej czasu – oświadczył, odchylając się nieco na krześle. Odruchowo sięgnął po papierosa, ale zamarł i zerknął na Guinevere. Powiedzmy, że jakieś ostatki dobrych manier jeszcze się go trzymały, a w końcu nie wypadało palić przy tym samym stoliku, przy którym siedziała kobieta, jeżeli jej to przeszkadzało. To że do tych zasad stosunkowo rzadko się stosował, nie oznaczało, że absolutnie ich nie znał. A poza tym całkiem cenił wiedzę McGongall, była niezłą historyczką i lepiej od Cathala znała miejscową kulturę, będąc częścią tutejszego świata. – Będzie ci przeszkadzać? – spytał więc.
Do krzywdzenia innych podchodził bardzo pragmatycznie, ale w tym pragmatyzmie brakowało litości.
Jeśli zaś szło o próby policzenia podwójnie, o których zapewne mówiła Guinevre, również nie miało być to tak łatwe. Shafiq był zamożny, ale nie obrzydliwie bogaty, nie wyrzucał pieniędzy w błoto, a co gorsza doskonale wiedział, ile co kosztuje. Nie mógłby zapomnieć, choćby nie wiadomo, jak bardzo chciał.
– Dobrze, przekonamy się więc, czy na dnie mojej kawy pływa śmierć – stwierdził, dopijając resztę zawartości kawy na łyk, nim przesunął ją bliżej wróżbitki. Nie, nie chciał jej obrażać, ale i był człowiekiem, który rzadko udawał, jeżeli akurat nie musiał, a nigdy nie pokładał szczególnej ufności we wróżbach.
Chociaż akurat ta, którą przyniósł kobiecie, nawet mogła być prawdziwa.
Mogła.
Tyle że nie musiała.
Shafiq i w tym, co sam odszyfrował, i w tym, co mówiła kobieta, dostrzegał analogie do historii Egiptu. Do tej, którą dało się uznać za jego ostatnią królową – a przynajmniej ostatnią królową, nim kraj wpadł pod wpływy Rzymian. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tak działały ich umysły: doszukiwali się pewnych rzeczy, znaków, schematów, nawet jeżeli ich nie było. Bo tak, Kleopatra miała dwóch ukochanych, a gdy doszło do finałowej bitwy, Egipt skończył pod rzymskimi wpływami. Były w jej historii problemy, wrogowie, nienawiść, romans, zaszczyty, a nawet dosłownie wąż, który miał wedle opowieści przynieść śmierć.
Tylko czy ta historia naprawdę do niej pasowała?
To był problem z przepowiedniami, po fakcie łatwo było doszukać się w nich „czegoś więcej”. Na całe szczęście, Cathala w tej chwili niezbyt interesowało, że nadworny kapłan królowej wygłosił prawdziwe proroctwo, ale raczej jego treść i wszystko, co się z tymi cennymi zapiskami wiązało. (Choć bez wątpienia było coś fascynującego w myśli o wieszczu, który trzy tysiące lat wcześniej przewidział upadek swego kraju.)
– Gdyby po traktować to jako prawdziwą przepowiednię, odnosiłaby się zapewne do Kleopatry. Miała dwóch egipskich mężów, z których jednego zresztą kazała zamordować. A jej romanse z cezarem oraz Markiem Antoniuszem są słynne wśród mugoli. Można sprzeczać się natomiast do tego, czy była „ostatnią królową Egiptu”, bo za ostatniego faraona uważa się jej syna.
Który zresztą też nie pożył długo. Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy zamordowano go z rozkazu Oktawiana.
– Ale niezależnie od tego, czy to przestroga, prawdziwa wieszczba czy tylko majaczenia pijanego starca… jestem ciekaw jej dokładnych znaczeń. Możesz zatrzymać te notatki, jeżeli potrzeba ci więcej czasu – oświadczył, odchylając się nieco na krześle. Odruchowo sięgnął po papierosa, ale zamarł i zerknął na Guinevere. Powiedzmy, że jakieś ostatki dobrych manier jeszcze się go trzymały, a w końcu nie wypadało palić przy tym samym stoliku, przy którym siedziała kobieta, jeżeli jej to przeszkadzało. To że do tych zasad stosunkowo rzadko się stosował, nie oznaczało, że absolutnie ich nie znał. A poza tym całkiem cenił wiedzę McGongall, była niezłą historyczką i lepiej od Cathala znała miejscową kulturę, będąc częścią tutejszego świata. – Będzie ci przeszkadzać? – spytał więc.