Trzask pękającego szkła rozbrzmiał w jej głowie jak grzmot z nieba, jak pioruny symbolizujące gniew samego boga, a ona zaczęła upadać, lecz nie sama. Był z nią Augustus, był z nia przeklęty Rookwood, który obejmował jej twarz muskając jej usta. Chciała się w pierwszej chwili odsunąć i upaść sama, ale była zbyt zmęczona, nie miała zbyt silnej woli, ani siły, aby to zrobić, więc porwała go ze sobą w czeluści czarnej jak smoła otchłani. Odwzajemniła niepewnie jego słowa ignorując jego przekleństwo, które za nią powtórzył. Nie była damą dworu, nie miała zamiaru unikać wulgaryzmów, gdy czuła, że ich potrzebowała. Teraz cholernie potrzebowała się wyładować, a zamiast tego pozwalała mu się całować, pozwalała mu przekroczyć te granice, które tak usilnie próbowała między nimi budować.
Upadanie było tak cholernie przyjemne, jego usta również, jego dotyk palił sprawiając, że w jej brzuchu pojawiały się płomienie, których nie mogła opanować. Stawała w ogniu, a wraz z nią pochłaniała też Augustusa. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie, chciała, aby on nigdy nie przestawał jej całować, aby nigdy nie wypuszczał jej z objęć. Druga część jej osoby chciała go odepchnąć, chciała spadać bez niego, chciała oblać się wodą tak lodowatą, że zamieniłaby się w sopel lodu. Zamknęła w końcu oczy przysuwając się do niego bardziej, chcąc scalić się z jego osobą na wieki i już nigdy nie czuć tej pustki. Czuła się tak jakby w środku niej istniały dwie osoby. Jedna, która chciała się poddać, a druga, która wiedziała, że to nie ma przyszłości. Nie wiedziała kogo się słuchać, ale teraz alkohol pozwalał jej robić głupoty. W końcu się od niego odsunęła, wyswobodziła twarz z jego dłoni i oparła czoło o jego klatkę piersiową patrząc na swoje czerwone szpilki, które nie pozwoliły jej uciec przed nim.
Nie rozumiała dlaczego był szczęśliwy, nie rozumiała dlaczego go to tak bardzo cieszyło? Dlaczego tak bardzo chciał ją mieć w swoich łapskach, dlaczego tak bardzo pragnął jej w swoim życiu i dlaczego nie chciał spędzić go ze swoją żoną? Dlaczego powodował, że czuła rozpadające się serce na miliony kawałków, że czuła zazdrość, gdy myślała o nim i o jego żonie? Dlaczego chciała, aby był tylko jej? Na wyłączność? Chciała być tą jedyną, którą by tak całował. Dlaczego myślała o tym, że za chwilę wróci do domu i pocałuje tak swoją żonę? Dłonie zaczęły drżeć ze strachu i stresu.
– Obiecuję – szepnęła, aż w końcu spróbowała się od niego odsunąć i spojrzeć mu w oczy. Było jej dobrze, gdy ją obejmował, gdy ją całował, ale każda bajka musi się skończyć, a ona nie mogła pozwolić, aby dzisiejszy wieczór zabrnął zbyt daleko. – Ale nie wolno ci mnie całować, nie wolno ci mnie dotykać, możemy być obok siebie, ale nie możemy… nie możesz… nie możemy iść z tym za daleko… – głos jej grzązł w gardle, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić to, że naprawdę nie chciała cierpieć.