27.08.2023, 21:10 ✶
Pokręciłem głową, wciąż rozświetlony radością, pomimo jej oporów, pomimo jej strachu. Myśl, że mnie kocha natchnęła mnie niesamowitością i czułem, że cokolwiek by się nie stało, nie była w stanie nas przekreślić. Nigdy. Nigdy na dobre. Nigdy definitywnie. Bo mnie kochała, a ja kochałem ją, tylko musiałem ją oduczyć strachu o przyszłość, strachu przed dotykiem i bliskością.
- Och, moja droga... Już poszliśmy z tym za daleko, spędzając tyle wspólnych nocy na rozmowach o wszystkim i o niczym, robiąc wspólnie interesy czy chociażby jedząc ze sobą kolację - zauważyłem, bez zrażenia ujmując jej dłoń. Splotłem palce, z jej palcami. - Chodź. Przejdziemy się. Porozmawiamy - odparłem, prowadząc ją w kierunku chodnika. To raczej byłoby nienormalne, gdybyśmy dalej stali porozbijani emocjami na środku drogi i czekali na zbawienne uderzenie. Jeszcze jedno z nas by przeżyło i nie mogło się pogodzić z paskudnym losem...
Poza tym uwielbiałem dyskrecję. Nie tylko dlatego że budowałem karierę zawodową, ale preferowałem mieć swoje uczucia dla siebie, własne skarby tylko dla siebie i spokojnego ducha, skrytego przed ludźmi. Odkąd pamiętałem, preferowałem przebywać w miejscach zacisznych. Blibliotekach, błoniach, parkach, ogrodach czy lasach. Z dala od tłumów i pełnych ludzi domów, korytarzy czy chociażby Ministerstwa Magii. Kiedy zmykałem do kostnicy z hałaśliwego holu, rozkoszowałem się spokojem. Tak teraz, prowadziłem nas sam nie wiem gdzie, ale w kierunku zacisza, intymności, spokoju. Powoli, niespiesznie.
- Powiedz mi... Tak nie znosisz mojego dotyku? Coś robię nie tak? To za szybko? - zapytałem, kierując na nią pytające spojrzenie, zatroskane. - Powiedz mi, czego potrzebujesz, a postaram się sprostać oczekiwaniom - dodałem ściszonym głosem, obiecałem. Kto wie, w jakie tarapaty mogłyby mnie te obietnice wpakować? Nie dbałem o to, zapewne zastanawiając się w przyszłości, kto miałby u mnie większą siłę przebicia. Czy Ojciec, czy może Avelina? Jakby nie patrzeć, już niekiedy stawiałem Ojca poniżej kariery zawodowej, usprawiedliwiając się, że robiłem to właśnie dla niego. Może moje uczucia do Aveliny miały kompletnie przekopać moje priorytety? Z pewnością byłoby mi z tym lżej. Chciałem by czuła, że może na mnie polegać.
- Chciałbym abyś się nie bała. I może to naiwne i głupie, ale jestem gotów walczyć z twoim strachem - wyznałem jej, uciekając gdzieś wzrokiem. Rozkoszowałem się jej dotykiem, ale peszyły mnie wyznania płynące z głębi mojego serca. Nieco nierozważne, nieco szalone, nieco niepewne, nieco zgubne. Sam się obawiałem, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Dam radę. Jak ze wszystkim. Powoli skruszę wszelkie złe myśli w głowie Aveliny. W swojej również.
- Och, moja droga... Już poszliśmy z tym za daleko, spędzając tyle wspólnych nocy na rozmowach o wszystkim i o niczym, robiąc wspólnie interesy czy chociażby jedząc ze sobą kolację - zauważyłem, bez zrażenia ujmując jej dłoń. Splotłem palce, z jej palcami. - Chodź. Przejdziemy się. Porozmawiamy - odparłem, prowadząc ją w kierunku chodnika. To raczej byłoby nienormalne, gdybyśmy dalej stali porozbijani emocjami na środku drogi i czekali na zbawienne uderzenie. Jeszcze jedno z nas by przeżyło i nie mogło się pogodzić z paskudnym losem...
Poza tym uwielbiałem dyskrecję. Nie tylko dlatego że budowałem karierę zawodową, ale preferowałem mieć swoje uczucia dla siebie, własne skarby tylko dla siebie i spokojnego ducha, skrytego przed ludźmi. Odkąd pamiętałem, preferowałem przebywać w miejscach zacisznych. Blibliotekach, błoniach, parkach, ogrodach czy lasach. Z dala od tłumów i pełnych ludzi domów, korytarzy czy chociażby Ministerstwa Magii. Kiedy zmykałem do kostnicy z hałaśliwego holu, rozkoszowałem się spokojem. Tak teraz, prowadziłem nas sam nie wiem gdzie, ale w kierunku zacisza, intymności, spokoju. Powoli, niespiesznie.
- Powiedz mi... Tak nie znosisz mojego dotyku? Coś robię nie tak? To za szybko? - zapytałem, kierując na nią pytające spojrzenie, zatroskane. - Powiedz mi, czego potrzebujesz, a postaram się sprostać oczekiwaniom - dodałem ściszonym głosem, obiecałem. Kto wie, w jakie tarapaty mogłyby mnie te obietnice wpakować? Nie dbałem o to, zapewne zastanawiając się w przyszłości, kto miałby u mnie większą siłę przebicia. Czy Ojciec, czy może Avelina? Jakby nie patrzeć, już niekiedy stawiałem Ojca poniżej kariery zawodowej, usprawiedliwiając się, że robiłem to właśnie dla niego. Może moje uczucia do Aveliny miały kompletnie przekopać moje priorytety? Z pewnością byłoby mi z tym lżej. Chciałem by czuła, że może na mnie polegać.
- Chciałbym abyś się nie bała. I może to naiwne i głupie, ale jestem gotów walczyć z twoim strachem - wyznałem jej, uciekając gdzieś wzrokiem. Rozkoszowałem się jej dotykiem, ale peszyły mnie wyznania płynące z głębi mojego serca. Nieco nierozważne, nieco szalone, nieco niepewne, nieco zgubne. Sam się obawiałem, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Dam radę. Jak ze wszystkim. Powoli skruszę wszelkie złe myśli w głowie Aveliny. W swojej również.