28.08.2023, 09:35 ✶
- Łamiesz mi serce, królowo – westchnął Cathal, próbując przybrać zraniony wyraz twarzy, gdy został oskarżony o brak wrażliwości. Efekt był komiczny, być może zgodnie z zamierzeniem zresztą. – Już oczyma wyobraźni widziałem, jak robię wielką karierę jako jasnowidz – oświadczył, tym razem z taką powagą, jakby faktycznie dokładnie taką ścieżkę zawodową chciał wybrać. Nie, wcale nie planował kpić z wróżenia Guinevere, po prostu jeśli szło o niego, faktycznie był absolutnie niewrażliwy na jakiekolwiek rzeczy związane z jasnowidzeniem i Trzecim Okiem. I nawet wiara w to, że istnieją prawdziwe przepowiednie, nie zmniejszała jego sceptycyzmu wobec symboli na dnie filiżanki.
Shafiq podejrzewał, że Aleksander miał obok siebie czarodzieja i to wyjątkowo utalentowanego, bo jego podboje zdawały się czymś niesamowitym. Nawet największy geniusz nie zdawał się wystarczający, aby osiągnąć tak wiele, w tak krótkim czasie. Nie mógł to być po prostu jeden z wielu kapłanów, wszak wtedy w którymś kraju trafiłby się ktoś, kto stawiłby wojskom czoła. Wtedy magia nie wzbudzała takiego przerażenia, a wspólnoty czarodziejów nie były tak zorganizowane jak teraz.
– Gdyby trafili na takiego niedowiarka jak ja, ta przepowiednia byłaby wyryta na każdym filarze w okolicy. Tak na wszelki wypadek – przyznał, bo w końcu lepiej był zapobiegliwym niż potem przepraszać za upadek państwa. Podejrzewał jednak, że Kleopatra nie byłaby skłonna uwierzyć w proroctwo wieszczące jej upadek. Była przecież królową. Egipscy władcy zwykle nie dopuszczali do siebie myśli o tym, że mogą odnieść porażkę.
Shafiq wydmuchał ostatni kłąb dymu, a potem wygasił papierosa.
Nie oczekiwał, że Guinevere będzie pracowała za darmo. Za darmo dawało się innym to, co niewiele cię kosztowało lub gdy na kimś ci zależało. Jeżeli szło o interesy, należało się trzymać zasad. A Cathal wychodził z założenia, że nawet starych przyjaciół nie wypada prosić o darmowe przysługi.
– Nie musisz się spieszyć. Nie jest to nam niezbędne do dalszych prac – powiedział, a potem zawołał kelnerkę, by uiścić opłatę za zamówienie swoje i McGongall. I nie, nie zamierzał dać się przy tym oszukać, choć dziewczyna nawet nie próbowała – może dlatego, że zwrócił się do niej po arabsku, może faktycznie dlatego, że siedząca z nim kobieta wyglądała na miejscową.
– Zbieramy się stąd, czy chcesz jeszcze posiedzieć?
Shafiq podejrzewał, że Aleksander miał obok siebie czarodzieja i to wyjątkowo utalentowanego, bo jego podboje zdawały się czymś niesamowitym. Nawet największy geniusz nie zdawał się wystarczający, aby osiągnąć tak wiele, w tak krótkim czasie. Nie mógł to być po prostu jeden z wielu kapłanów, wszak wtedy w którymś kraju trafiłby się ktoś, kto stawiłby wojskom czoła. Wtedy magia nie wzbudzała takiego przerażenia, a wspólnoty czarodziejów nie były tak zorganizowane jak teraz.
– Gdyby trafili na takiego niedowiarka jak ja, ta przepowiednia byłaby wyryta na każdym filarze w okolicy. Tak na wszelki wypadek – przyznał, bo w końcu lepiej był zapobiegliwym niż potem przepraszać za upadek państwa. Podejrzewał jednak, że Kleopatra nie byłaby skłonna uwierzyć w proroctwo wieszczące jej upadek. Była przecież królową. Egipscy władcy zwykle nie dopuszczali do siebie myśli o tym, że mogą odnieść porażkę.
Shafiq wydmuchał ostatni kłąb dymu, a potem wygasił papierosa.
Nie oczekiwał, że Guinevere będzie pracowała za darmo. Za darmo dawało się innym to, co niewiele cię kosztowało lub gdy na kimś ci zależało. Jeżeli szło o interesy, należało się trzymać zasad. A Cathal wychodził z założenia, że nawet starych przyjaciół nie wypada prosić o darmowe przysługi.
– Nie musisz się spieszyć. Nie jest to nam niezbędne do dalszych prac – powiedział, a potem zawołał kelnerkę, by uiścić opłatę za zamówienie swoje i McGongall. I nie, nie zamierzał dać się przy tym oszukać, choć dziewczyna nawet nie próbowała – może dlatego, że zwrócił się do niej po arabsku, może faktycznie dlatego, że siedząca z nim kobieta wyglądała na miejscową.
– Zbieramy się stąd, czy chcesz jeszcze posiedzieć?