Bogin trochę spanikował. Udało im się go całkiem skutecznie wybić z rytmu. Nie był w stanie już ich przestraszyć. Bardzo dobrze, bo na samym początkiem jego działanie było naprawdę efektywne. Dlatego, że pojawił się z zaskoczenia i cóż przybrał formę, która była bardzo rzeczywista. Wood nie sądziła, że najbardziej będzie się bała zamaskowanych śmierciożerców. Musiała nad tym popracować, o ile w ogóle się dało. W końcu miała z nimi walczyć, teraz w szczególności, gdy została zaangażowana jako członek organizacji. Wstyd jej było, że ich się bała najbardziej.
Obserwowała, jak Brenn pozbywa się bogina. Całkiem zgrabnie wepchnęła go do wody. Problem rozwiązany. Nie spodziewała się zupełnie, że ten spacer przez las będzie pełen nie do końca przyjemnych atrakcji. Jak widać, nigdy nie można być pewnym. W zasadzie dobrze, że okazało się iż to bogin, a nie prawdziwy śmierciożerca... bo mogło być gorzej.
- Bardzo skuteczny, pięknie się go pozbyłaś. - Powiedziała z uśmiechem do swojej partnerki. Problem został rozwiązany dość szybko. Wood na pewno zapamięta to miejsce, ten Boginowy Most, żeby na przyszłość nie dać się tak zaskoczyć.
Ruda spojrzała na swoją towarzyszkę. Wpatrywała się w nią dłuższą chwilę. - Za co Ty mnie przepraszasz, nic się przecież nie stało. - Każdego można było zaskoczyć, Brenna nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia, szczególnie, że i ją zdziwiła forma bogina. Strach przybierał różne formy, jednak nie spodziewała się, że może to być i dementor. Jak widać człowiek uczył się całe życie.
Ruda pewnie powiedziałaby, że niczego się nie boi. Nie lubiła okazywać strachu, tyle, że kiedy pojawiał się bogin nie mogła tego powstrzymać. Brenna widziała śmierciożercę, było to pokłosie walki podczas Beltane. Wtedy Heath naprawdę bała się, że zamaskowany czarodziej zabije ją i jej najbliższych, zapewne dlatego teraz przybierał on taką formę.
- Chodźmy stąd może, nadal czuję chłód. - Powiedziała jeszcze do Brenny. Następnie ruszyły dalej wzdłuż rzeki. Musiały się dostać do Doliny. Wood wyjątkowo dla siebie się prawie wcale nie odzywała. Miała wrażenie, że Brenna wie o niej coraz więcej, zresztą nie ma się co dziwić, były partnerkami. Wolała nawet nie myśleć o tym, że którejś z nich mogłaby się stać krzywda, bardzo się do niej przywiązała mimo tego, że pracowały ze sobą dopiero od kilku miesięcy. Udało się im dotrzeć, tym razem bez żadnych komplikacji do Doliny. Ruda odprowadziła Brennę do rezydencji Longbottomów, skąd udała się do domu.