Istotne w tym wszystkim było to, że Trixie wcale nie robiła tego po to, żeby wzbudzać podziw innych. Wiadomo, że lubiła błyszczeć, poklask i uwagę, docenienie jej umiejętności. Najistotniejsze było jednak samodoskonalenie, dążyła do ideału przede wszystkim dla siebie. Przynosiło to ze sobą inne dodatkowe korzyści, bo kto tak naprawdę nie jest łasy na komplementy? Nie to w tym wszystkim było jednak najważniejsze. Trixie wiedziała, że umiejętności, jakie opanowała nie są szczególnie rozpowszechnione. Zresztą były bardzo wątpliwie moralne. W niczym jej to jednak nie przeszkadzało. Ważne było, że była w stanie ochronić swój umysł przed innymi, jeśli przyszłaby taka potrzeba, oraz to, że mogła dowiedzieć się tego, czego tylko chciała, gdy miała ochotę. Całkiem ułatwiało życie. Nie opowiadała też o tym zbyt wielu osobom, im mniej wiedziało o jej zdolnościach, tym bardziej mogła zaskoczyć. Ten element też był dla niej istotny.
Nie spodziewała się, że podczas tego wieczoru spotka kogoś tak interesującego. Zazwyczaj ciągle była skazana na te same twarze. Może wcześniej nie szukała za dobrze? Najwyraźniej był to jej szczęśliwy dzień, bo Borgin wzbudził w niej ciekawość, taką, której dawno nie czuła. Sam jego styl bycia, ten błysk w oczach, a może raczej kurwiki. Całokształt do niej przemówił i nie mogła się doczekać, żeby sprawdzić, co jeszcze ma jej do zaoferowania. Lubiła czuć się wyjątkowo i miała wrażenie, że on będzie w stanie jej to zagwarantować. Zresztą miała wrażenie, że on też wyróżnia się na tle innych mężczyzn. Ona lubiła nietypowość, więc naprawdę bardzo chciała sprawdzić, jaki jest tak naprawdę. Gdy nikt nie patrzy.
Wpatrywała się w niego nadal. Nie przestawała. Przyjemność sprawiało jej patrzenie na niego. - Co złego jest w tym, że coś jest nieodpowiednie? - Zawsze można było przesunąć granice, dostosować wszystko tak, żeby stało się odpowiednie. Wystarczyła tylko dobra interpretacja. Zdaniem panny Black nie było jakichś stałych wytycznych. Punkt widzenia zależał od wielu różnych spraw.
- Nie mam nic przeciwko, jak widać. - Dodała nieco kąśliwie. Nie brnęła by przecież w tę rozmowę dalej, gdyby miała coś przeciwko niej. Nie chciała dać po sobie poznać, że raczej nie jest specjalistką jeśli chodzi o cielesne uniesienia. Wszystko przed nią. Rozmowa nie była przecież niczym złym. Nie wiązała ze sobą żadnych zobowiązań. - Jeśli zapewniasz, to chyba powinnam ci zaufać. - Nadal wpatrywała się w niego uważnie. Wydawało jej się, że zdecydowanie jest bardziej doświadczony w tych przyziemnych rzeczach od niej. Może jej nawet to nieco imponowało?
Nie odpowiedziała mu na następne słowa. Ciekawe. Może się to zakończyć w różny sposób. Okaże się, które z nich jest bardziej konsekwentne. Być może i jedno i drugie może w tej sytuacji zwyciężyć? To raczej nie zdarzało się często, bo ktoś musiał przegrać. Okaże się zapewne kiedyś.
Nie miała pojęcia, że Borgin wspomagał się swoim wahadełkiem. Gdyby się dowiedziała, zapewne stwierdziłaby, że kolejna rzecz ich łączy. Najważniejsze było to, że faktycznie jej zaimponował - tak jak obiecywał. Dotrzymywał słowa, to po raz kolejny wzbudziło w niej podziw. Zaczynała być coraz bardziej ciekawa jego osoby i wiedziała już, że będzie starała się kontynuować tą znajomość.
- Skoro tak mówisz, to zapewne jest to prawda. - Nie zamierzała zaprzeczać. Naprawdę czuła się wyjątkowo. Wiedziała, że mało kto może jej dorównać. Matka mówiła, że warto znać swoją wartość, przyjmowanie komplementów nie było dla niej problemem.
Anthony prowadził ją w tańcu. Jego ruchy były pewne, ale również delikatne. Widać, że miał doświadczenie i wiedział co robi. W przeciwieństwie do większości młodzieńców, którym zdarzało jej się deptać po stopach. Na parkiecie zrobiło się gęściej. Spowodowało to, że poczuła się swobodniej. Najwyraźniej Tony również, bo poczuła, że przyciągnął ją do siebie. Niezauważalnie dla otoczenia. Uśmiechnęła się wtedy do niego. Chciała znaleźć się bliżej. Czuła też, że lustruje wzrokiem jej ciało, oznaczało to, że docenia jej piękno, więc zupełnie jej to nie przeszkadzało. - Możesz. Zasłużyłeś na to. - Szepnęła jeszcze cicho, po czym dalej pozwoliła się prowadzić, póki jeszcze muzyka grała.