28.08.2023, 20:03 ✶
Kiedy czułem już, że to właśnie to, że już ją mam, że będzie ze mną, że możemy być razem... Kiedy czułem to kolejny raz dzisiejszego dnia... Ach, nie chciałem dopuszczać obaw do swojego serca, ale jednak jej słowa o cierpieniu, o powrocie do domu. Obawiałem się, że subtelnie ucieka, nie rzucając się w pęd, nie zostawiając mnie bez słowa. Modliłem się do bogów, że to jakiś postęp w naszej relacji, że to nie koniec. Zresztą, nie dość, że wiedziałem, gdzie pracuje, to na dodatek gdzie mieszka. Czy właśnie myślałem jak socjopata?
- Jeśli tylko będę mógł pomóc, to pisz - odpowiedziałem po chwili na jej słowa o obawie, próbie chronienia się przed cierpieniem. Obawiałem się, że nie mogliśmy całkowicie wykopać tego uczucia z naszego życia. Zawsze gdzieś z jakiegoś powodu już miało się w nas tlić. Niezależenie od tego, czy będziemy razem, czy nie... Ja przestawiłem się na myślenie, że skoro już mamy cierpieć i palić być może mosty, to żebyśmy robili to razem. Heh. Chyba te nieliczne chwile, które spędziłem w towarzystwie Sauriela miały na mnie destrukcyjny wpływ.
Pokręciłem głową, chcąc wyrzucić te wszystkie negatywne myśli z głowy. Liczyła się tylko Avelina i nasze uczucia do siebie. Resztę jakoś poukładam - tak sobie przynajmniej w tej chwili obiecałem, a może bardziej się mamiłem? Ścisnąłem trzymaną przeze mnie dłoń Aveliny i spojrzałem w jej oczy.
- Dobrze. Tylko to nie jest nasze ostatnie spotkanie - upewniłem się, bardziej stwierdzając fakt, aniżeli pytając. Coś gdzieś tam szeptało mi złe, negatywne rzeczy, ale odpędzałem to. Będzie już tylko lepiej. Musiało być. - Może cię odprowadzę. Nie powinnaś teleportować się w tym stanie - zaproponowałem, chcąc by była bezpieczna, by nic jej nie groziło. Ani zbóje, ani rozszczepienie. Dopiero wtedy plułbym sobie w brodę, gdyby w jakikolwiek sposób dostała uszczerbku na zdrowiu. Jednak kilka kieliszków dobrego wina robiło swoje. Sam stosowałem rozwagę w takich sytuacjach i nie ryzykowałem, jeśli nie musiałem.
- Co o tym myślisz? - dopytałem. Nie chciałem by zapadła między nami niezręczna cisza. Nie chciałem myśleć o rozstaniu. Nie chciałem by ona za wiele myślała. Musnąłem wargami trzymaną przeze mnie jej dłoń, po czym skierowałem się w kierunku jej domu, o ile nie podjęła innej decyzji i nie zwiała mi w mgnieniu oka.
- Jeśli tylko będę mógł pomóc, to pisz - odpowiedziałem po chwili na jej słowa o obawie, próbie chronienia się przed cierpieniem. Obawiałem się, że nie mogliśmy całkowicie wykopać tego uczucia z naszego życia. Zawsze gdzieś z jakiegoś powodu już miało się w nas tlić. Niezależenie od tego, czy będziemy razem, czy nie... Ja przestawiłem się na myślenie, że skoro już mamy cierpieć i palić być może mosty, to żebyśmy robili to razem. Heh. Chyba te nieliczne chwile, które spędziłem w towarzystwie Sauriela miały na mnie destrukcyjny wpływ.
Pokręciłem głową, chcąc wyrzucić te wszystkie negatywne myśli z głowy. Liczyła się tylko Avelina i nasze uczucia do siebie. Resztę jakoś poukładam - tak sobie przynajmniej w tej chwili obiecałem, a może bardziej się mamiłem? Ścisnąłem trzymaną przeze mnie dłoń Aveliny i spojrzałem w jej oczy.
- Dobrze. Tylko to nie jest nasze ostatnie spotkanie - upewniłem się, bardziej stwierdzając fakt, aniżeli pytając. Coś gdzieś tam szeptało mi złe, negatywne rzeczy, ale odpędzałem to. Będzie już tylko lepiej. Musiało być. - Może cię odprowadzę. Nie powinnaś teleportować się w tym stanie - zaproponowałem, chcąc by była bezpieczna, by nic jej nie groziło. Ani zbóje, ani rozszczepienie. Dopiero wtedy plułbym sobie w brodę, gdyby w jakikolwiek sposób dostała uszczerbku na zdrowiu. Jednak kilka kieliszków dobrego wina robiło swoje. Sam stosowałem rozwagę w takich sytuacjach i nie ryzykowałem, jeśli nie musiałem.
- Co o tym myślisz? - dopytałem. Nie chciałem by zapadła między nami niezręczna cisza. Nie chciałem myśleć o rozstaniu. Nie chciałem by ona za wiele myślała. Musnąłem wargami trzymaną przeze mnie jej dłoń, po czym skierowałem się w kierunku jej domu, o ile nie podjęła innej decyzji i nie zwiała mi w mgnieniu oka.