28.08.2023, 21:12 ✶
Prośba Notta nieco ją zdziwiła, jednak uśmiechnęła się i kiwnęła głową, obdarzając go pogodnym spojrzeniem. Tak było znacznie prościej, bez tej całej nadętej formalności. Ją samą przecież skręcało, gdy wołano na nią "Panno Prewett", bo żadna była z niej księżniczka, chociaż artykuł w "Czarownicy" wcale nie ułatwiał jej wybicia tego ludziom z głowy. Co ta galeony robiły z rozsądkiem?
- Miło mi Philipie. - zaczęła, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi mężczyzny, a potem słuchając go, wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, jakby z niedowierzaniem. Co mogło być atrakcją na statku, na takim rejsie, gdy tkwili na środku wody bez lądu w zasięgu wzroku? Nie było absolutnie szans, że wytrzyma trzy dni, Mara będzie musiała ją stąd porwać. - To bardzo nowoczesny statek, to prawda. Nie przypuszczałam, że rodzina Crouch wybierze taką formę spotkania z przyjaciółmi.
Łatwiej byłoby zorganizować wypad na głupie polowanie, letni bankiet lub nawet wypad do wiejskiej posiadłości w Szkocji, aby zaczerpnąć z dobroci natury. To nie, wybrali statek. - Oczywiście, zawsze raźniej.
Prawda była taka, że tkwienie tu samemu, skończyłoby się zbyt dużą ilością szampana, ewentualnie zmieszaniem go z eliksirem nasennym w kajucie, aby to przespać. Był to jakiś plan, przynajmniej by wypoczęła, skoro już ojciec skazał ją na cierpienia na środku niespokojnych wód.
Ojciec ciągle poszerzał wpływy, otwierał nowe przybytki. Ważne było, aby goście się nie nudzili, więc kasyna często były tematyczne. Nie miała jednak pojęcia, na co postawił tym razem. Nigdy nie była fanką hazardu, chociaż zdarzało się jej brać udział w wyścigach konnych jako dżokej, bo praktykowała ten środek transportu od najmłodszych lat, nie tylko na grzbietach Abraksanów.
Krótka wymiana zdań z organizatorami oraz przekazanie wiadomości ojca było priorytetem, polecenia mamy o kawalerach zwyczajnie ignorowała, jak większość jej komentarzy o ślubie. Uśmiechnęła się w stronę Malfoya, ich rodzina też będzie przecież zaproszona. Ojciec bardzo selektywnie wybierał przedstawicieli rodów na otwarcia, starał się też zachowywać pewną rotację.
- Z pewnością dotrą wkrótce, Panie Malfoy.
A potem dostrzegła swoje słoneczko, Iskierkę w codzienności, nieszczęście jej matki i rzekomy błąd jej ojca, który dla niej był tak naprawdę błogosławieństwem. To, że Pandora kochała swojego brata, było niedopowiedzeniem. Obdarzyła go pełnym troski uśmiechem, lustrując wzrokiem. Bezceremonialnie zignorowała dłoń, podchodząc i ściskając go na przywitanie lekko (z klasą oczywiście, bo byli na durnym, widowiskowym przyjęciu) i ucałowała jego policzek. - Laurie, dobrze wyglądasz. Jakbym wiedziała, że tu będziesz, nie byłabym taka oporna w zastąpieniu ojca. - wyjaśniła mu pogodnie, upijając szampana. Przesunęła wzrokiem na Notta, nieco zdziwiona, że się znali. Oczywiście, uruchomiła się w niej protekcyjna i opiekuńcza siostra, swojego rodzaju obronny cerber, także ktokolwiek by Laurentowi dokuczał, miałby Pandorę na głowie. A jej puszki nie warto otwierać, krył się tam przecież chaos. - Dołączysz do mnie i do Philipa? Wygląda na to, że się już znacie.
Dodała nienachalnie, chcąc go zachęcić i mieć na niego oko. Zresztą, rodzeństwo Prewett reagowało na zwierzaki, jak hazardzista na darmowe bilety do kasyna.
Wrócili na miejsce, a Philip przedstawił swoje psiaki. Oczy aż jej rozbłysły, bo Pandora uwielbiała zwierzaki. Niewiele myśląc, kucnęła rozważnie — uważając na sukienkę i pozwoliła im powąchać swoje dłonie. Miała doświadczenie z magicznymi stworzeniami, kończyła wszelkiej maści kursy i praca z nimi na zlecenie była jedną z form jej zarobku. Trochę też hobby. - Są cudowne. - powiedziała ze szczerym zachwytem, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim wróciła do głaskania zwierzaków i drapania ich za uchem, nie wspominając o cichym komplementowaniu.
Pojawił się Kapitan, więc Pandora niechętnie wstała, zostawiając psidwaki i poprawiła sukienkę, łapiąc za odstawionego wcześniej szampana. Wysłuchała jego słów Chodziło o luksus, przepych i pokazówkę, jak zwykle. Jej twarz nie pokazywała jednak niezadowolenia z priorytetów organizatorów, wyglądała skromnie i przyjaźnie, uśmiechając się łagodnie, co miała wyuczone. Była przecież doskonałą córką na pokaz dzięki Ayday.
- Widzę, że jesteś pełen entuzjazmu. Psiaki nie narozrabiają same, jak je zostawisz w kajucie? - zapytała z zainteresowaniem, mimowolnie sięgając dłonią w stronę zwierząt, chociaż zerknęła w ich stronę tylko na chwilę, skupiając spojrzenie brązowych oczu na mężczyźnie. - Tak, pewnie później czeka nas kolacja. Mam nadzieję, że mój brat zechce nam towarzyszyć. Dobrze się znacie?
Była ciekawa właściwie wszystkiego, co dotyczyło Laurenta.
- Miło mi Philipie. - zaczęła, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi mężczyzny, a potem słuchając go, wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, jakby z niedowierzaniem. Co mogło być atrakcją na statku, na takim rejsie, gdy tkwili na środku wody bez lądu w zasięgu wzroku? Nie było absolutnie szans, że wytrzyma trzy dni, Mara będzie musiała ją stąd porwać. - To bardzo nowoczesny statek, to prawda. Nie przypuszczałam, że rodzina Crouch wybierze taką formę spotkania z przyjaciółmi.
Łatwiej byłoby zorganizować wypad na głupie polowanie, letni bankiet lub nawet wypad do wiejskiej posiadłości w Szkocji, aby zaczerpnąć z dobroci natury. To nie, wybrali statek. - Oczywiście, zawsze raźniej.
Prawda była taka, że tkwienie tu samemu, skończyłoby się zbyt dużą ilością szampana, ewentualnie zmieszaniem go z eliksirem nasennym w kajucie, aby to przespać. Był to jakiś plan, przynajmniej by wypoczęła, skoro już ojciec skazał ją na cierpienia na środku niespokojnych wód.
Ojciec ciągle poszerzał wpływy, otwierał nowe przybytki. Ważne było, aby goście się nie nudzili, więc kasyna często były tematyczne. Nie miała jednak pojęcia, na co postawił tym razem. Nigdy nie była fanką hazardu, chociaż zdarzało się jej brać udział w wyścigach konnych jako dżokej, bo praktykowała ten środek transportu od najmłodszych lat, nie tylko na grzbietach Abraksanów.
Krótka wymiana zdań z organizatorami oraz przekazanie wiadomości ojca było priorytetem, polecenia mamy o kawalerach zwyczajnie ignorowała, jak większość jej komentarzy o ślubie. Uśmiechnęła się w stronę Malfoya, ich rodzina też będzie przecież zaproszona. Ojciec bardzo selektywnie wybierał przedstawicieli rodów na otwarcia, starał się też zachowywać pewną rotację.
- Z pewnością dotrą wkrótce, Panie Malfoy.
A potem dostrzegła swoje słoneczko, Iskierkę w codzienności, nieszczęście jej matki i rzekomy błąd jej ojca, który dla niej był tak naprawdę błogosławieństwem. To, że Pandora kochała swojego brata, było niedopowiedzeniem. Obdarzyła go pełnym troski uśmiechem, lustrując wzrokiem. Bezceremonialnie zignorowała dłoń, podchodząc i ściskając go na przywitanie lekko (z klasą oczywiście, bo byli na durnym, widowiskowym przyjęciu) i ucałowała jego policzek. - Laurie, dobrze wyglądasz. Jakbym wiedziała, że tu będziesz, nie byłabym taka oporna w zastąpieniu ojca. - wyjaśniła mu pogodnie, upijając szampana. Przesunęła wzrokiem na Notta, nieco zdziwiona, że się znali. Oczywiście, uruchomiła się w niej protekcyjna i opiekuńcza siostra, swojego rodzaju obronny cerber, także ktokolwiek by Laurentowi dokuczał, miałby Pandorę na głowie. A jej puszki nie warto otwierać, krył się tam przecież chaos. - Dołączysz do mnie i do Philipa? Wygląda na to, że się już znacie.
Dodała nienachalnie, chcąc go zachęcić i mieć na niego oko. Zresztą, rodzeństwo Prewett reagowało na zwierzaki, jak hazardzista na darmowe bilety do kasyna.
Wrócili na miejsce, a Philip przedstawił swoje psiaki. Oczy aż jej rozbłysły, bo Pandora uwielbiała zwierzaki. Niewiele myśląc, kucnęła rozważnie — uważając na sukienkę i pozwoliła im powąchać swoje dłonie. Miała doświadczenie z magicznymi stworzeniami, kończyła wszelkiej maści kursy i praca z nimi na zlecenie była jedną z form jej zarobku. Trochę też hobby. - Są cudowne. - powiedziała ze szczerym zachwytem, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim wróciła do głaskania zwierzaków i drapania ich za uchem, nie wspominając o cichym komplementowaniu.
Pojawił się Kapitan, więc Pandora niechętnie wstała, zostawiając psidwaki i poprawiła sukienkę, łapiąc za odstawionego wcześniej szampana. Wysłuchała jego słów Chodziło o luksus, przepych i pokazówkę, jak zwykle. Jej twarz nie pokazywała jednak niezadowolenia z priorytetów organizatorów, wyglądała skromnie i przyjaźnie, uśmiechając się łagodnie, co miała wyuczone. Była przecież doskonałą córką na pokaz dzięki Ayday.
- Widzę, że jesteś pełen entuzjazmu. Psiaki nie narozrabiają same, jak je zostawisz w kajucie? - zapytała z zainteresowaniem, mimowolnie sięgając dłonią w stronę zwierząt, chociaż zerknęła w ich stronę tylko na chwilę, skupiając spojrzenie brązowych oczu na mężczyźnie. - Tak, pewnie później czeka nas kolacja. Mam nadzieję, że mój brat zechce nam towarzyszyć. Dobrze się znacie?
Była ciekawa właściwie wszystkiego, co dotyczyło Laurenta.