07.11.2022, 01:59 ✶
Uśmiechnęła się, nie chcą już komentować smętnego faktu jednego wiaderka dla konia, który mógłby zabić kogoś jednym kichnięciem, nie miała jednak zamiaru mówić nic na głos. Jeżeli potem ktoś miał zamiar się wymknąć i obejrzeć abraksana z bliska, również nie miała nic przeciwko temu, wiedząc, że ciekawość w jej wypadku również by ją zawiodła na takie wydarzenie, zwłaszcza gdyby na przykład ktoś przyleciał na smoku. Mało wykonalne, ale może jednak, prawda? Uśmiechnęła się jeszcze, wiedząc, że najpewniej przeszkadza teraz tym, u których zawitała, ale niestety, nie było w jej stylu, aby jakkolwiek się temu poświęcać. Bywało, niestety, że w całej sytuacji ze swoją pamięcią całkowicie skupiała się na sobie, ale to niemal jak włączenie jedynie przetrwania – nie martwiła się w takich wypadkach o nikogo innego.
- Zamierzacie wziąć udział w jakiejś z licytacji? – Ona na pewno, z jednej strony tylko po to, aby podbić czyjąś cenę, mogąc sobie pozwolić na wydawanie sporych sum, mogła więc nawet poświecić się nawet na więcej niż jednej akcji. Chociaż miała nadzieję, że poza jej podarunkami, będzie coś, co ją zaciekawi, bo smutno byłoby wyjść stąd z pustymi rękoma. I Brenna miała również absolutną rację – jeżeli zacznie się nudzić, groziło to sporą katastrofą. I w tym wypadku raczej nie z tych pozytywnych.
Spojrzała jeszcze po znajdujących się dookoła, zaciekawiona, czy zobaczy jakieś znajome twarze, uśmiechając się kiedy zobaczyła ludzi, których z jednej strony się nie spodziewała, z drugiej chyba właśnie powinna, bo przecież pokazać się w towarzystwie zawsze potrzebowali. Trochę jak ona.
- Mam nadzieję, że ktoś wylicytuje wejście do kasyna, przydałaby się jakaś nowa twarz. – Albo, żeby ktoś mógł w końcu przyjść i pokazać innym, jak się gra, bo ile można było to robić samemu. Spojrzenie przeciągnęła najpierw na Mavelle, unosząc lekko dłoń i przykładając palec do ust. – Gryfonka, jeden rocznik, bo miałaś urodziny zbyt późno, aby iść wraz z nimi, więc chodziłyśmy razem. – Następnie wzrokiem uciekła do Patricka. – Krukon, starszy o trzy lata. Z tego, co słyszałam, o wiele lepiej ci szło na egzaminach niż podczas samej nauki. – Uśmiechnęła się jeszcze, tym bardziej, ze właśnie podszedł kelner z tacą, na której trzymał kieliszki szampana.
- Jest może gin z dubbonetem? Albo rieslieng? – Oczywiście musiała spytać, ale roznoszący alkohole mężczyzna nie skończył nawet otwierać ust, kiedy machnęła ręką. – Nieważne w sumie, wystarczy szampan, dziękuję. – Podziękowanie skierowała zarówno w stronę biednego człowieka, który trzymał tacę, jak i Patricka, który zdecydował się podać im alkohol.
- Byle nie pani, na to jeszcze będę mieć wiele lat swojego życia. Seraphina, Sera, jakkolwiek jak się podoba, ale nie pani, błagam. Czy ktoś da się potem porwać do tańca? – Nie mogła w końcu przestać tak całego przyjęcia i jedynie rozmawiać, coś musiało się zadziać. A to czy zatańczy z Mavelle, czy z Patrickiem, cóż…wszystko brzmiało dobrze.
Pomachała jeszcze do Alice, ale nie podchodziła do niej, bo miały zacząć się przemowy, zamilkła więc, wahając jeszcze szampana, aby wywnioskować coś z zapachu.
- Zamierzacie wziąć udział w jakiejś z licytacji? – Ona na pewno, z jednej strony tylko po to, aby podbić czyjąś cenę, mogąc sobie pozwolić na wydawanie sporych sum, mogła więc nawet poświecić się nawet na więcej niż jednej akcji. Chociaż miała nadzieję, że poza jej podarunkami, będzie coś, co ją zaciekawi, bo smutno byłoby wyjść stąd z pustymi rękoma. I Brenna miała również absolutną rację – jeżeli zacznie się nudzić, groziło to sporą katastrofą. I w tym wypadku raczej nie z tych pozytywnych.
Spojrzała jeszcze po znajdujących się dookoła, zaciekawiona, czy zobaczy jakieś znajome twarze, uśmiechając się kiedy zobaczyła ludzi, których z jednej strony się nie spodziewała, z drugiej chyba właśnie powinna, bo przecież pokazać się w towarzystwie zawsze potrzebowali. Trochę jak ona.
- Mam nadzieję, że ktoś wylicytuje wejście do kasyna, przydałaby się jakaś nowa twarz. – Albo, żeby ktoś mógł w końcu przyjść i pokazać innym, jak się gra, bo ile można było to robić samemu. Spojrzenie przeciągnęła najpierw na Mavelle, unosząc lekko dłoń i przykładając palec do ust. – Gryfonka, jeden rocznik, bo miałaś urodziny zbyt późno, aby iść wraz z nimi, więc chodziłyśmy razem. – Następnie wzrokiem uciekła do Patricka. – Krukon, starszy o trzy lata. Z tego, co słyszałam, o wiele lepiej ci szło na egzaminach niż podczas samej nauki. – Uśmiechnęła się jeszcze, tym bardziej, ze właśnie podszedł kelner z tacą, na której trzymał kieliszki szampana.
- Jest może gin z dubbonetem? Albo rieslieng? – Oczywiście musiała spytać, ale roznoszący alkohole mężczyzna nie skończył nawet otwierać ust, kiedy machnęła ręką. – Nieważne w sumie, wystarczy szampan, dziękuję. – Podziękowanie skierowała zarówno w stronę biednego człowieka, który trzymał tacę, jak i Patricka, który zdecydował się podać im alkohol.
- Byle nie pani, na to jeszcze będę mieć wiele lat swojego życia. Seraphina, Sera, jakkolwiek jak się podoba, ale nie pani, błagam. Czy ktoś da się potem porwać do tańca? – Nie mogła w końcu przestać tak całego przyjęcia i jedynie rozmawiać, coś musiało się zadziać. A to czy zatańczy z Mavelle, czy z Patrickiem, cóż…wszystko brzmiało dobrze.
Pomachała jeszcze do Alice, ale nie podchodziła do niej, bo miały zacząć się przemowy, zamilkła więc, wahając jeszcze szampana, aby wywnioskować coś z zapachu.