• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę

[30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
29.08.2023, 13:55  ✶  

Dzielił bardzo wiele prywatności z różnymi osobami. To, co było między nimi, zostawało między nimi. Daleko mu było do świętości, sam potrafił paskudnie plotkować, potrafił być krytyczny, niemiły. Jednak ludzie tacy jak Philip mieli gwarancję, że nawet drobna wspominka o tym, o czym rozmawiali czy chwilach, jakie spędzali ze sobą nie przesmyknie się przez jego usta. I chyba nawet każdy automatycznie w to wierzył. Nie pytali, nie upewniali się, nie tłumaczyli pięćdziesiąt razy: nikomu nie mów. Podpisywał cyrografy o zmowie milczenia jak Diabeł, który rozsiadł się na swoim tronie ze słodkiej lukrecji. Z tym złotowłosym bożkiem uwielbianym przez tłumy przecież znał się od lat. Ile to już? Z 6? Ludzie formowali silne więzi przyjaźni, zakochiwali się, wychodzili za mąż i nawet mieli czas na wzięcie rozwodu przez tyle lat. Tymczasem oto byli oni - w drgnięciu perspektywy czegoś nowego, która nie przysparzała pozytywnym nastawieniem Philipa i sprawiała, że Laurent zaczynał się bać nieznanego. Może teraz jemu Philip powinien powtórzyć mądre słowa? Nie trzeba, sam mógł je sobie wypowiedzieć. Łatwo pouczać kogoś, samemu zmian się bojąc i wcale ich w swoim życiu nie chcąc. Różnica między nimi była taka, że Laurent nie uważał, żeby tęsknił za stabilnością i nie wyobrażał sobie nagle zmiany formy swojego życia i stałej partnerki u boku. Oczywiście, że partnerki. Przecież nie mogło być mowy o partnerze. Ten świat nawet nie tolerował, kiedy dzieci nie zgadzały się z rodzicami, gardził brudną krwią, chciał mordować mugoli, a on miałby mieć jakąkolwiek wizję realną tego, że zaakceptowałby taki grzeszny, brudny i niemoralny związek? Nie. Dlatego Laurent nie chciał żadnych zmian. Dlatego ich nie potrzebował.

Przesunął palcami po ciemnym blacie i przeszedł do kuchni, odrywając wzrok od Philipa. Wyciągnął różdżkę i wprawił naczynia w ruch, żeby naprawdę zaparzyć mu herbatę. Sobie przy okazji też. Uniósł się więc dzbanuszek, uzupełnił wodą, nastawił na kuchenkę, na której zapłonął płomień. Szafka została otworzona, wysunęły się z niej dwie filiżanki ze spodkami - piękna porcelana, niebieska, przytargana z Tajlandii, bo Laurent tak się zakochał w tym kraju, że wstawał skoro świt i do ostatniego promienia słońca nie miał dość, żeby poznawać jego kolejne zakamarki. Szczególnie, że to była przecież wycieczka na parę dni. Nie była to jedna z tych porcelan, w którym podawał kawę każdemu gościowi. Po Migotku śladu nie było - ale to też nie było nic nadnaturalnie dziwnego. Laurent często go prosił, żeby pomógł w pracach czy to na ogrodzie, czy w stajniach albo jej okolicach. Czasem potrzebował pomocy przy magicznych stworzeniach w samym lesie. Praca tutaj bez Migotka byłaby jak praca bez jednej ręki. Chyba tak samo bez Alexandra - jedynej osoby, której rzeczywiście mógł powierzyć New Forest bez panicznego myślenia, że zaraz coś się wyrwie spod kontroli, jak tylko odwróci wzrok.

- Jedno drugiego nie wyklucza. - Mówił o kawie, czy może o tym, że nie o to mu chodzi? Wzrok Laurenta był chwilowo skupiony na tym, co robił, ale rzeczywiście, przestał się uśmiechać. Nie dlatego, że uśmiechać się nie mógł, nie chciał udawać. Przynajmniej nie w tej chwili. - Mogę ci zrobić kawę po irlandzku. - O, teraz się lekko uśmiechnął na moment, spoglądając przez ramię na Philipa. W końcu była to jedna z najbardziej popularny kaw, w dodatku pyszna. Laurent sam nigdy nie pijał alkoholu z bardzo prostego powodu - selkie miały na alkohol odporność poniżej zera. Parę łyków i już potrafiły im mięknąć kolana, tutaj blondyna też nijak nadnaturalna krew w żyłach nie oszczędziła. Czasami była to jego tragedia, bo uwielbiał smak wina i mimo, że nie lubił słodkości, to potrafiły go zachwycać likiery. Trudno. Nie zawsze można mieć to, co się chce. - W ostateczności popicie małej czarnej szklanką rumu brzmi tylko odrobinę ekstremalnie. - Kiedy już wszystko zostało przygotowane i woda się gotowała, to Laurent się tylko zatrzymał, patrząc na Philipa pytająco. - Rzeczywiście masz ochotę na coś mocniejszego? - Niż kawa. Czyli procenty. Bowiem to, że Laurent nie pił, nie znaczyło, że alkoholu nie miał. Bo czasami sobie pozwolił na przyjemność zamoczenia ust w trunku, taką kawę irlandzką, ale głównie alkohole te służyły do częstowania gości. Kiedy odpowiedź uzyskał wrócił na poprzednie miejsce, opierając się znów o blat naprzeciw Philipa. - Moje pytanie nie zawiera w sobie żadnego ukrytego podprogowego przekazu. - Zapewnił Philipa. O zgrozo, nakazywanie mężczyźnie domyślania się... nie. Po prostu nie. - Powiedziałbym jednak, że kawa jest dla ciebie jedynie wymówką, nie oczekiwaniem. - Laurent się uśmiechnął w ten łagodny sposób, który sprawiał, że wydawało się, jakby Laurent rozumiał wszystkie grzechy tego świata i nie było takiego, który by go zszokował i którego by nie wybaczył. Tak, zadanie tego pytania może i sprawiało, że wszystko było dalej tak samo lekkie i zabawne, ale pozwoliło Laurentowi zachować równowagę. Przynajmniej na chwilę. To pytanie by go zabiło, gdyby go nie zadał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4365), Philip Nott (3221)




Wiadomości w tym wątku
[30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 27.08.2023, 17:14
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 28.08.2023, 12:06
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 28.08.2023, 14:51
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 28.08.2023, 16:23
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 28.08.2023, 18:48
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 28.08.2023, 19:42
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 28.08.2023, 22:31
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 28.08.2023, 23:30
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 29.08.2023, 13:23
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 29.08.2023, 13:55
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 29.08.2023, 22:18
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 30.08.2023, 00:05
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Philip Nott - 30.08.2023, 04:01
RE: [30 Maj 1972] Przyszedłem po moją sowę - przez Laurent Prewett - 30.08.2023, 11:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa