Jego obecność była dla niej przyjemna. Nie sądziła, że kiedykolwiek znowu poczuje to samo, co wtedy, gdy spędzali czas razem po nocach w szkolnych salach obserwując błonia skąpane w ciemności lub blasku księżyca. Lubiła z nim obserwować, lubiła wtedy stać obok niego i milczeć – lub mu docinać. Tamten czas teraz wydawał się jej być taki prosty i błahy, że mogli być wtedy razem bez żadnych obaw. Jedyny dreszczyk był taki, że ktoś z prefektów mógł ich przyłapać i dostaliby szlaban, albo w sumie ona za szlajanie się po ciszy nocnej. Teraz, gdyby ktoś ich przyłapał skutkowałoby to skandalem na pół Londynu, jego rozwodem, albo wyjazdem w sprawach służbowych za granicę na jakiś Madagaskar. Ona byłaby do końca życia starą panną i umarła nieszczęśliwie.
Chciała przejść się sama, ale obawiała się nocnych ulic. Nie wiedziała dlaczego, ale od dłuższego czasu nie lubiła podróżować nocą sama po ulicach. Jakby ktoś zrobił jej coś złego, a ona tego nie mogła sobie przypomnieć. Odkąd jednak pojawił się w jej życiu Augustus te troski spadły na koniec listy zmartwień.
– Dobrze – uśmiechnęła się do niego ciepło, kącikami ust, bo mimo wszystko dzisiejszy wieczór bardzo ją wyczerpał, bateria interakcji społecznych była wręcz na wyczerpaniu. Potrzebowała kąpieli i snu. – Teleportacja po alkoholu to nie jest dobry pomysł – przyznała.
Jak zwykle Augustus nie był w stanie dopatrzeć się w jej twarzy jej myśli. Skutecznie maskowała ją delikatnym uśmiechem i obojętnością. W oczach był strach, ale mógł być spowodowany obecnością nocy, a nie minionych wydarzeń. W końcu dotarli pod wejście do magicznej części Londynu.
– Najlepiej będzie jeśli się tu rozdzielimy. Lepiej by nikt nas nie zobaczył razem – odpowiedziała i lekko się skłoniła uciekając w głąb baru, za którym znajdowało się przejście.