Uśmiech z ust Delliana nie schodził. No dobra, naprawdę kochał tego typa i nie zamierzał zmieniać sobie go na jakiegokolwiek innego współlokatora. Z nim się nigdy nie nudził, nie czuł się przy nim źle. Lubił być przez niego irytowany i lubił jego paplaninę słów, której czasami nawet nie słuchał. Tak, zaczynał go przekonywać do tego mieszkania, zaczynał sam czuć wizję mieszkania w tym miejscu. Przekonał go też ten balkon i kominek.
– Zgodziłeś się zamieszkać z kaleką to teraz ponoś konsekwencje – dźgnął go w ramię. – I Bella w to nie mieszaj. On jest moją bratnią duszą i nie wolno ci o nim źle mówić – znowu wytknął do niego język i dał się oprowadzić po pomieszczeniach. Znowu dotykał ścian, sprawdzał fakturę i kąty. Nie miał do czego się przyczepić. Chyba pierwszy raz tego wyczerpującego dnia. Czy to możliwe, że znaleźli dla siebie gniazdko?
Słuchał jego paplaniny krążąc i poznając rozkład pomieszczeń, drzwi, okien. Sprawdzał wszystko, a różdżka naprowadzała go i informowała o przeszkodach, bo Leo nie był za bardzo skupiony na tym, aby Dellian mógł poczuć się komfortowo. Zapominał chyba o jego ślepocie, ale naprawdę mu to nie przeszkadzało. Cieszył się z tego obrotu spraw, że było tu tak głośno i ciepło. Zapach Leo sprawiał, że pomieszczenia stawały się w jego głowie domem, a naprawdę nie chciał się do tego przywiązywać, bo jeszcze nie znał ceny.
– A ile wynosi czynsz? Ile mebli będziemy musieli kupić? – zapytał w końcu. Jego wypłata nie była niska, ale też nie mogli porywać się z motyką na słońce. Dellian często było spontaniczny, ale nie chciał z czasem się za bardzo zadłużyć. Był przedstawicielem służb porządkowych, nie wypadało mu za bardzo.