Nie planowała robić żadnych dziwnych rzeczy, nie była też przesadnie głośna czy wylewna. Dostała co potrzebowała i chciała, zależało jej jednak na tym, by osoba, która jej to umożliwiła i zaproponowała – czuła się dobrze. Krew cieknąca z nosa i ból głowy nie był chyba normalnym objawem? W sumie to nie wiedziała, nie znała się na tym. Ale Laurent przecież bał się krwi… Kojarzyła mu się z bólem i przemocą. Mógł za to panikować do woli, bo Victoria była tutaj i chociaż w głowie miała mętlik, to nie był on na skalę tego, co działo się w jej życiu jakiś tydzień temu. Teraz… Było stabilnie. Chujowo ale stabilnie. Przede wszystkim wzięła się w garść i mogła robić za podporę blondyna.
Nie ma problemu… Ależ był. A ona była mu chyba dozgonnie wdzięczna, bo zrobił dla niej tak wiele… Wyszedł ze swojej strefy komfortu, pokazał, że potrafi komunikować się z duchami, a przez półtorej roku tej znajomości ani słowem się nie zająknął – znaczy… nie chciał się tym chwalić. To znaczyło dla niej ogromnie wiele. Naprawdę ogromnie wiele. Kiedy tak się pochylał, to Victoria bardzo delikatnie gładziła go po plecach, by dodać mu otuchy i przypominać, że nie jest sam i może na nią liczyć.
- A różnie… teraz trafiło na żabę, ale czasami noszę jakieś inne czekoladki – i żaby się trafiały. Ciekawe jaka karta była dołączona do tego pudełka? - Nigdy nie wiadomo kiedy czekoladka się przyda w ciągu dnia. Ale mój narzeczony znosi mi tego sporo – wszak to nie była żadna tajemnica. Relacja z Saurielem jakoś tam sobie szła do przodu. Trochę wywrotowo i niestabilnie, ale szła. Uśmiechnęła się do Laurenta. Podsunęła ją sama, bo wiedziała, że on za słodyczami nie przepada, więc lepiej było zawierzyć jej torebce.
- Ale za co ty mnie przepraszasz? – był niepoprawny. Zrobił dla niej tak dużo, ona go tu powinna całować, przytulać i dziękować, a on ją przeprasza. - Zrobiłeś wszystko… Nie przepraszaj mnie. To ja… Ja ci dziękuję – babcia się cieszyła, ze ją słyszała? To miłe…Chociaż jedna osoba z tej rodziny. Victoria uśmiechnęła się mimowolnie, chociaż trochę słabo. - Oczywiście. Mam tu… mam tu ogarnąć? – miała na myśli krąg, świece, poodsuwane meble… Tyle mogła przecież dla niego zrobić. - Nie potrzebujesz pomocy? – widziała, jak się chwiał, kiedy wstawał. Na pewno nie potrzebował, by go do łazienki zaprowadziła?