07.11.2022, 05:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 01:35 przez Elliott Malfoy.)
Wiosenne prześwity słońca zawsze wzbudzały w nim pozytywne emocje i nawet atmosfera rodzinnej posiadłości nie była w stanie tego zepsuć. Zwłaszcza wczesnym popołudniem, gdy ojciec zbytnio pogrążony w swoich sprawunkach nie wyściubiał nosa z gabinetu, a matka odbywała regularna drzemkę, więc nawet nie przyszło im do głowy, aby zejść i umęczać syna w stajniach. Wiedzieli, że pojawia się w nich co najmniej dwa razy w tygodniu, nawet zimową porą. Zresztą, to on był osobą, która zaplanowała odnowę miejsca, w którym trzymali konie i inne abraksasy, to on ratował zwierzęta z okowów śmierci, może nie dosłownie, ale przeznaczał na to fundusze, aby dać im szansę na nowe, lepsze życie czy to jako koń wożony na wystawy, czy wystawiany w wyścigach. Z tym ostatnim bywał ostrożny, bo wiedział, ze hazard to śliski biznes, zwłaszcza że miał tendencję do zatracania się w używkach, już przy alkoholu musiał dawać sobie pstryczki w nos, aby substancje odurzające nie pochłonęły jego zdrowego rozsądku całkowicie. Używał ich jako znieczulenia, bo nie był nauczony, w jaki sposób radzić sobie z problemami w zdrowy sposób.
Nic, więc dziwnego, że bardzo szybko odgadł, iż młodsza siostra w ich konnych przejażdżkach odnajduje podobny spokój co on. Bez zbędnych problemów udało mu się też zauważyć, że Eunice nie czuje się najlepiej, że coś ją dręczy i prześladuje, i że nawet szybkość cwału nie jest w stanie z niej tego ściągnąć.
Ciężkość swoich decyzji, jaką nosił co dzień na barkach, przekładał na mięśnie ud, którymi odpowiednio trzymał się w klasycznym, angielskim siodle, gdy szybkość kopyt zabierała go przez pola, łąki wzgórza do znajomej rzeki. Zapach po porannym deszczu wciąż nie opadł, mieszając się z wilgocią terenów podmokłych, których w deszczowej Anglii było bez liku. Większość z nich trzeba było wysuszać, zanim można było postawić fundamenty nowych domów, miast czy faktorii.
- Prawdopodobnie porozmawiał z mężem. - odparł, wciąż łapiąc oddech po dość intensywnej jeździe. Jego kondycja nie była zła, ale poza końmi nie uprawiał żadnego innego sportu, więc zmęczenie wykwitło na jego twarzy czerwonym rumieńcem, kontrastując z chłodną urodą niebieskich oczu i jasnych włosów. Ciemna marynarka doskonale pasowała do wysokich, skórzanych butów i ciemnozielonej chusty, którą miał zawiązaną pod szyją. Był już kwiecień, ale poranna pogoda na Wyspach wciąż potrafiła płatać figle, a przy wysiłku fizycznym ciało bardzo szybko zmieniało temperaturę, pociło się. Wolał nie narażać się tym małym wypadem na spędzenie kolejnego tygodnia w domu, bo złapałby przeziębienie. Zawsze był dość chorowity, więc niespecjalnie brał udział w sportach w szkole, czy też później.
Chmury przesłoniły słońce, więc rzeka przestała skrzyć się w jego cieple, przypominając swoją szarością ulice stolicy Wielkiej Brytanii. Weselszymi fragmentami była mocno zielona trawa i niektóre, zakwitnięte już kwiaty w koronach drzew czy też gęstości źdźbeł. Kary koń pełnej krwi angielskiej zwolnił do stępa, ale, jak to ta rasa miała w przyzwyczajeniu, nie przestawał przeć do przodu. Jego grzywa była schludnie przycięta, aby nie plątała się przy uździe.
- A raczej żoną, w moim wypadku, kiedy jeszcze żyła. - poprawił się po chwili, poluźniając wodzę, dając zwierzęciu trochę odpocząć, spojrzał w nurt rzeki. Chciał uniknąć spojrzenia siostry na wzmiankę o swojej nieżywej już żonie. Wciąż czuł wyrzuty sumienia przez to jak odeszła, a te dawały mu się we znaki, gdy ktoś pochylał się nad jego stanem wdowca w żałobie, nad maską, którą musiał przybierać przez ostatnie dwa tygodnie zbyt często, aby czuć się dobrze. Sam zgotował sobie taki los, a jego emocje były w strzępkach, ni to smutny, ni zadowolony. Nie wiedząc, jak ma się czuć ani, jak powinien, zadecydował, że przeczeka. Każde smutki i rozterki dało się ukryć pod głęboką warstwą lodu, która w tej rodzinie wydawała się grubsza niż lądolody, jakie tysiące lat temu pokrywały tereny, po których właśnie się poruszali.
- Wydajesz się dziś bardzo podenerwowana, domyślam się, że coś się stało? Perseus jest moim przyjacielem, ale wiesz, że w wypadku, gdy wchodzi w grę dobro rodziny, to raczej nie ma aż takiego znaczenia - odparł szczerze, bo nawet jeżeli cenił sobie znajomość z Percym, to wybrałby dobro rodziny ponad znajomość z nim, zwłaszcza w sytuacji, w której to jego młodsza siostra mogła doświadczać krzywdy bądź nieprzyjemności. Oczywiście, jego dobroć miała swoje granice, poświęciłby się o wiele bardziej dla Eunice czy nawet Eden niż dla ojca i matki.
- Poza tym, to tylko twoja teściowa. Zawsze możesz powiedzieć jej 'nie'. Masz ledwie dwadzieścia dwa lata, powinno ci wystarczyć, że nasi rodzice dyktują warunki od najmłodszych lat, niepotrzebna ci kolejna podstarzała czarownica, która próbuje kontrolować twoje życie - dorzucił, mimochodem, aby zachęcić Eunice do powiedzenia, w czym leży problem.
Nic, więc dziwnego, że bardzo szybko odgadł, iż młodsza siostra w ich konnych przejażdżkach odnajduje podobny spokój co on. Bez zbędnych problemów udało mu się też zauważyć, że Eunice nie czuje się najlepiej, że coś ją dręczy i prześladuje, i że nawet szybkość cwału nie jest w stanie z niej tego ściągnąć.
Ciężkość swoich decyzji, jaką nosił co dzień na barkach, przekładał na mięśnie ud, którymi odpowiednio trzymał się w klasycznym, angielskim siodle, gdy szybkość kopyt zabierała go przez pola, łąki wzgórza do znajomej rzeki. Zapach po porannym deszczu wciąż nie opadł, mieszając się z wilgocią terenów podmokłych, których w deszczowej Anglii było bez liku. Większość z nich trzeba było wysuszać, zanim można było postawić fundamenty nowych domów, miast czy faktorii.
- Prawdopodobnie porozmawiał z mężem. - odparł, wciąż łapiąc oddech po dość intensywnej jeździe. Jego kondycja nie była zła, ale poza końmi nie uprawiał żadnego innego sportu, więc zmęczenie wykwitło na jego twarzy czerwonym rumieńcem, kontrastując z chłodną urodą niebieskich oczu i jasnych włosów. Ciemna marynarka doskonale pasowała do wysokich, skórzanych butów i ciemnozielonej chusty, którą miał zawiązaną pod szyją. Był już kwiecień, ale poranna pogoda na Wyspach wciąż potrafiła płatać figle, a przy wysiłku fizycznym ciało bardzo szybko zmieniało temperaturę, pociło się. Wolał nie narażać się tym małym wypadem na spędzenie kolejnego tygodnia w domu, bo złapałby przeziębienie. Zawsze był dość chorowity, więc niespecjalnie brał udział w sportach w szkole, czy też później.
Chmury przesłoniły słońce, więc rzeka przestała skrzyć się w jego cieple, przypominając swoją szarością ulice stolicy Wielkiej Brytanii. Weselszymi fragmentami była mocno zielona trawa i niektóre, zakwitnięte już kwiaty w koronach drzew czy też gęstości źdźbeł. Kary koń pełnej krwi angielskiej zwolnił do stępa, ale, jak to ta rasa miała w przyzwyczajeniu, nie przestawał przeć do przodu. Jego grzywa była schludnie przycięta, aby nie plątała się przy uździe.
- A raczej żoną, w moim wypadku, kiedy jeszcze żyła. - poprawił się po chwili, poluźniając wodzę, dając zwierzęciu trochę odpocząć, spojrzał w nurt rzeki. Chciał uniknąć spojrzenia siostry na wzmiankę o swojej nieżywej już żonie. Wciąż czuł wyrzuty sumienia przez to jak odeszła, a te dawały mu się we znaki, gdy ktoś pochylał się nad jego stanem wdowca w żałobie, nad maską, którą musiał przybierać przez ostatnie dwa tygodnie zbyt często, aby czuć się dobrze. Sam zgotował sobie taki los, a jego emocje były w strzępkach, ni to smutny, ni zadowolony. Nie wiedząc, jak ma się czuć ani, jak powinien, zadecydował, że przeczeka. Każde smutki i rozterki dało się ukryć pod głęboką warstwą lodu, która w tej rodzinie wydawała się grubsza niż lądolody, jakie tysiące lat temu pokrywały tereny, po których właśnie się poruszali.
- Wydajesz się dziś bardzo podenerwowana, domyślam się, że coś się stało? Perseus jest moim przyjacielem, ale wiesz, że w wypadku, gdy wchodzi w grę dobro rodziny, to raczej nie ma aż takiego znaczenia - odparł szczerze, bo nawet jeżeli cenił sobie znajomość z Percym, to wybrałby dobro rodziny ponad znajomość z nim, zwłaszcza w sytuacji, w której to jego młodsza siostra mogła doświadczać krzywdy bądź nieprzyjemności. Oczywiście, jego dobroć miała swoje granice, poświęciłby się o wiele bardziej dla Eunice czy nawet Eden niż dla ojca i matki.
- Poza tym, to tylko twoja teściowa. Zawsze możesz powiedzieć jej 'nie'. Masz ledwie dwadzieścia dwa lata, powinno ci wystarczyć, że nasi rodzice dyktują warunki od najmłodszych lat, niepotrzebna ci kolejna podstarzała czarownica, która próbuje kontrolować twoje życie - dorzucił, mimochodem, aby zachęcić Eunice do powiedzenia, w czym leży problem.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦