Heather właśnie ziewała, kiedy drzwi się otworzyły. Nie zdążyła zakryć swojej paszczy, więc przywitała mężczyznę, bardziej chłopaka przepięknym ziewnięciem któremu towarzyszył odpowiedni efekt dźwiękowy. Nie był to Cameron, ale też najprawdopodobniej nie profesjonalny uzdrowiciel. Zapewne taki stażysta jak Lupin. Może to i lepiej, miała wrażenie, że ci młodzi pełni są jeszcze entuzjazmu, w przeciwieństwie do medyków z doświadczeniem. Oni wyglądali na wiecznie znudzonych, przynajmniej zdaniem panny Wood. Może i była trochę rozczarowana, że to nie był Kamiś, ale rozumiała, że ma inne rzeczy do roboty, albo najzwyczajniej w świecie ma wolne, w końcu nie pracował codziennie.
Kiedy Leo pojawił się w środku spoglądała na niego uważnie swoimi niebieskimi oczami, nie znała gościa, a wyglądał na takiego, co go mocno rozpiera energia. Spodziewała się, że będzie ciekawie.
- Fakt, mogło być gorzej. Mogłam też tam umrzeć, czy coś. - Odpowiedziała z uśmiechem. To był żart, chociaż raczej mało śmieszny, ale Wood sama się z niego zaśmiała, najważniejsze, że ją bawił. Starcie z śmierciożercami podczas Beltane nie pozbawiło ją poczucia humoru, na całe szczęście, no i ważne nie pozbawiło też ręki, więc ogólnie wyszła na tym całkiem nieźle.
Dosyć szybko znalazł się tuż obok niej. Nie do końca wiedziała dlaczego, pewnie zaraz się dowie. Zauważyła ten stos kartek, Cameron przychodził bez tego, no ale on bardzo dobrze znał jej przypadek, był przecież z nią od samego początku, gdy obudziła się w namiocie na polanie w Dolinie Godryka.
Szybko się wyjaśniło skąd i po co te kartki. Zapomniała właściwie, że jeszcze niedawno była gwiazdą quidditcha, na całe szczęście inni nie zapomnieli, ba przecież sama Ruda robiła wszystko, żeby dalej o niej pisali. Powinna się tego spodziewać, że i w Mungu nie będzie anonimowa. - Cóż to za innowacyjne metody. - Przejęła od niego kartki i pióro, które jeszcze dokładnie obejrzała, bo było ładne. - Taki wspólny? Ciekawe. - Powiedziała nim zaczęła pisać. Starała się to robić całkiem wyraźnie. Wręczyła po krótkiej chwili Leo kartkę, tak jak ją prosił Dla Leo, Della i Bella narysowała nawet na niej niewielkie serduszko. Niech mają chłopaki. Kolejną białą podpisała zwyczajnie, po prostu imieniem i nazwiskiem. - Powinnam dopisać coś o spadającej gwieździe? - Uniosła wzrok, jakby czekając na odpowiedź, ale podała mu przy tym kartkę.
- Może lepiej, że nie padnie. Jeśli jest ślepy, to pewnie mnie nie widział na boisku. - Dodała jeszcze trochę nietaktownie, nie wpadła na to, że mógł słyszeć relację. - Jestem Heather, żadna panna. Znaczy panna niby też, bo nie spieszno mi do znalezienia męża, ale mniejsza o to. - Uśmiechnęła się do chłopaka. Nie lubiła tych całych konwenansów, zdecydowanie ceniła sobie bezpośredniość.