30.08.2023, 14:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.08.2023, 15:31 przez Florence Bulstrode.)
– Skoro muszę być bardziej precyzyjna, odpowiedź brzmi „tak” – podsumowała Florence, wszak gdyby nie kładł rąk tam, gdzie nie trzeba, od razu by zaprzeczył. Na całe szczęście, była jasnowidzem, nie empatką, która czytałaby komuś w myślach – bo pewnie gdyby zorientowała się, że Nott natychmiast przy pytaniu o klątwy zaczął rozmyślać o seksie… Zapewne z kamiennym wyrazem twarzy wypisałaby mu nie tylko zalecenia odnośnie klątwy, ale także skierowanie do Lecznicy Dusz z adnotacją „ciężki przypadek uzależnienia od stosunków seksualnych, wymaga bardzo pilnej terapii”.
Nie zapewniła, że jest jej miło, bo jeszcze nie zdecydowała, czy tak jest, a puste uprzejmości rzadko były w stylu Bulstrode w takich sytuacjach. Sprawa przedstawiała się nieco inaczej, jeżeli chodziło o istotne dla rodziny spotkania towarzyskie, ale i wtedy Florence rzadko błyszczała na sali, zwłaszcza jeżeli wokół były obce jej osoby. Jeżeli Nott oczekiwał, że skoro płaci, Florence wykroczy poza pewną absolutnie podstawową uprzejmość, mógł się gorzko rozczarować, bo do płacących podchodziła dokładnie jak do tych, którzy siedzieli w ogonku przed jej gabinetem.
Jeżeli ktoś zaczął dobijać się do drzwi, zapewne to usłyszała. Nie była jednak u siebie, nie miała pojęcia, czy Nott ma skrzata, kamerdynera czy sam lubi wpuszczać gości, sama więc chwilowo nie zwróciła na to uwagi.
– Proszę wyciągnąć przed siebie dłonie i się nie ruszać – poleciła zamiast tego. – A potem obejrzymy ten posążek – poinformowała, bo to była odpowiedź na jej pytanie: Nott owszem, dotykał czegoś podejrzanego, i tym czymś podejrzanym był zapewne przeklęty posążek.
Machnęła różdżką, a z tej posypały się złociste iskry, które osiadły na skórze Philipa, a kolejne – zaczęły fruwać ponad jego rękami. Przez moment dało się dostrzec w nich zarys posążku, który kupił, a chwilę później błękitne nici, które oplotły dłonie.
Pył opadł, a Florence opuściła różdżkę.
– Ma pan szczęście, panie Nott. Klątwa nie jest złośliwa, nie przeniesie się dalej i nie ma innych efektów niż upodobnienie się do kiści jagód. Mogę ją złamać, efekt na niektórych częściach ciała utrzyma się jednak jeszcze przez parę godzin. Konieczne będzie zastosowanie dodatkowo maści – poinformowała spokojnie.
Nie zapewniła, że jest jej miło, bo jeszcze nie zdecydowała, czy tak jest, a puste uprzejmości rzadko były w stylu Bulstrode w takich sytuacjach. Sprawa przedstawiała się nieco inaczej, jeżeli chodziło o istotne dla rodziny spotkania towarzyskie, ale i wtedy Florence rzadko błyszczała na sali, zwłaszcza jeżeli wokół były obce jej osoby. Jeżeli Nott oczekiwał, że skoro płaci, Florence wykroczy poza pewną absolutnie podstawową uprzejmość, mógł się gorzko rozczarować, bo do płacących podchodziła dokładnie jak do tych, którzy siedzieli w ogonku przed jej gabinetem.
Jeżeli ktoś zaczął dobijać się do drzwi, zapewne to usłyszała. Nie była jednak u siebie, nie miała pojęcia, czy Nott ma skrzata, kamerdynera czy sam lubi wpuszczać gości, sama więc chwilowo nie zwróciła na to uwagi.
– Proszę wyciągnąć przed siebie dłonie i się nie ruszać – poleciła zamiast tego. – A potem obejrzymy ten posążek – poinformowała, bo to była odpowiedź na jej pytanie: Nott owszem, dotykał czegoś podejrzanego, i tym czymś podejrzanym był zapewne przeklęty posążek.
Machnęła różdżką, a z tej posypały się złociste iskry, które osiadły na skórze Philipa, a kolejne – zaczęły fruwać ponad jego rękami. Przez moment dało się dostrzec w nich zarys posążku, który kupił, a chwilę później błękitne nici, które oplotły dłonie.
Pył opadł, a Florence opuściła różdżkę.
– Ma pan szczęście, panie Nott. Klątwa nie jest złośliwa, nie przeniesie się dalej i nie ma innych efektów niż upodobnienie się do kiści jagód. Mogę ją złamać, efekt na niektórych częściach ciała utrzyma się jednak jeszcze przez parę godzin. Konieczne będzie zastosowanie dodatkowo maści – poinformowała spokojnie.