30.08.2023, 20:24 ✶
Po spotkaniu z Aveliną nie spieszyło mi się do domu. Stałem chwilę na rozwidleniu dróg, wpatrując się w miejsce, w którym zniknęła dziewczyna i w sumie sam nie wiedziałem, co ze sobą począć. Czułem się, jakbym właśnie utracił część siebie, jak gdyby postanowiła sobie pójść w siną dal i właśnie to zrobiła. Zniknęła. Tak po prostu. Co najchętniej zrobiłbym sam ze sobą, idąc chociażby spać, ale...
Choć próbowałem siebie okłamywać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i że poukładam sobie wszystko w przepiękną całość, to wcale takim nie było i nie mogło być. Potwierdzała to nie tylko pustka po spotkaniu z Aveliną, ale również jej obawy, a także moja niechęć do powrotu do Little Hangleton. Byłem pewien, że Imogen czekała na mój powrót. Łudziłem się, że być może już śpi, gdyż zapowiadał jej się intensywny dzień, aczkolwiek za bardzo nie byłem w tym przekonany. Nie jakoś przesadnie. Może tylko odrobinę.
Starałem się być cicho, kiedy przemykałem przez posiadłość. Nie chciałem nikogo alarmować, że wracam późno do domu ani że w ogóle wracam. Pragnąłem mieć święty spokój, ogarnąć się i iść spać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo znużony jestem, póki nie znalazłem się w środku budynku.
Odetchnąłem głęboko i wsunąłem się do naszej sypialni, czym prędzej zamykając za sobą drzwi. Udałem zaskoczenie, a może faktycznie byłem zaskoczony, kiedy mój wzrok z zaścielonego łoża przesunął się na Imogen. Czytała o tej porze... Miałem wrażenie, że przekazywałem jej swoje złe nawyki związane z bezsennością. Aktualnie plułem sobie za to w brodę.
- Wróciłem - odparłem na jej słowa, czując się poniekąd jak zdrajca. Imogen była mi wierną żoną, zawsze stojącą u mojego boku, a ja jeszcze chwilę temu myślałem o tym, że mógłbym ją bez skrupułów zostawić samą na pastwę mojego Ojca i jego śmierciożerczych planów. W takich momentach przeklinałem dzień, w który zostałem kłamcą. - Nie przepadam za formalnymi kolacjami. Najchętniej poszedłbym spać - przyznałem, wplatając w kłamstwo skrawki prawdy.
Zdjąłem marynarkę i odłożyłem na bok, kiedy do mnie bezgłośnie podchodziła. Delikatnie, niemalże eterycznie. Zastanawiałem się, w jaki sposób to robiła. Niczym duch, niczym zmora... Może bardziej niczym anioł stróż.
Odruchowo ująłem ją ręką w pasie, kiedy do mnie przylgnęła, i odwzajemniłem jej spojrzenie, ale tylko na drobną chwilę. Czym prędzej skierowałem swoją uwagę na... wannę.
- Dopiero bierzesz kąpiel? - zapytałem, wskazując wolną dłonią w kierunku bali. Najwyraźniej nie dane mi będzie szybka ucieczka w objęcia Morfeusza.
Choć próbowałem siebie okłamywać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i że poukładam sobie wszystko w przepiękną całość, to wcale takim nie było i nie mogło być. Potwierdzała to nie tylko pustka po spotkaniu z Aveliną, ale również jej obawy, a także moja niechęć do powrotu do Little Hangleton. Byłem pewien, że Imogen czekała na mój powrót. Łudziłem się, że być może już śpi, gdyż zapowiadał jej się intensywny dzień, aczkolwiek za bardzo nie byłem w tym przekonany. Nie jakoś przesadnie. Może tylko odrobinę.
Starałem się być cicho, kiedy przemykałem przez posiadłość. Nie chciałem nikogo alarmować, że wracam późno do domu ani że w ogóle wracam. Pragnąłem mieć święty spokój, ogarnąć się i iść spać. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo znużony jestem, póki nie znalazłem się w środku budynku.
Odetchnąłem głęboko i wsunąłem się do naszej sypialni, czym prędzej zamykając za sobą drzwi. Udałem zaskoczenie, a może faktycznie byłem zaskoczony, kiedy mój wzrok z zaścielonego łoża przesunął się na Imogen. Czytała o tej porze... Miałem wrażenie, że przekazywałem jej swoje złe nawyki związane z bezsennością. Aktualnie plułem sobie za to w brodę.
- Wróciłem - odparłem na jej słowa, czując się poniekąd jak zdrajca. Imogen była mi wierną żoną, zawsze stojącą u mojego boku, a ja jeszcze chwilę temu myślałem o tym, że mógłbym ją bez skrupułów zostawić samą na pastwę mojego Ojca i jego śmierciożerczych planów. W takich momentach przeklinałem dzień, w który zostałem kłamcą. - Nie przepadam za formalnymi kolacjami. Najchętniej poszedłbym spać - przyznałem, wplatając w kłamstwo skrawki prawdy.
Zdjąłem marynarkę i odłożyłem na bok, kiedy do mnie bezgłośnie podchodziła. Delikatnie, niemalże eterycznie. Zastanawiałem się, w jaki sposób to robiła. Niczym duch, niczym zmora... Może bardziej niczym anioł stróż.
Odruchowo ująłem ją ręką w pasie, kiedy do mnie przylgnęła, i odwzajemniłem jej spojrzenie, ale tylko na drobną chwilę. Czym prędzej skierowałem swoją uwagę na... wannę.
- Dopiero bierzesz kąpiel? - zapytałem, wskazując wolną dłonią w kierunku bali. Najwyraźniej nie dane mi będzie szybka ucieczka w objęcia Morfeusza.