Poruszanie się po opustoszałych korytarzach Hogwartu, w dodatku w towarzystwie tylko jednej osoby, nie było szczególnie komfortowe. Każdy krok zdawał się być zbyt głośnym. Każdy krok zdawał się móc przyciągnąć uwagę nauczycieli. Ciężko było wyrzucić z głowy myśl o tym, że właśnie łamiemy zasady. Co prawda jedynie opuściliśmy pokój wspólny, ale o tak późnej godzinie mogło okazać się to więcej niż wystarczającym. Konsekwencje były wyciągane za znacznie mniejsze przewinienia i doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Oczywiście nie znaczy to, że byłem gotowy się wycofać. Zrezygnować z tej nieszczęsnej eskapady. W żadnym razie. Nie chciałem być tym, o którym będzie się mówić, iż spanikował na samą myśl o spotkaniu z dziwaczką Warren. A na pewno tak by się skończył nasz przedwczesny powrót. Nie byłoby zrozumienia. Pod naszym adresem poleciałyby natomiast żarty i żarciki. Liczne docinki. Śmiechu byłoby co niemiara.
I owszem. Zdarzało mi się na żarty i żarciki, rzecz jasna te pod moim adresem, reagować nie najlepiej. Pewne rzeczy odbierałem nieco nazbyt personalnie. Ale hej! Mam całe życie, żeby nad tym popracować. Poprawić się.
- Ale czego innego mielibyśmy się spodziewać po zwykłej szlamie? - Nie zwracając większej uwagi na to czy słowa Elijaha były na miejscu, dorzucam coś od siebie. Z zainteresowaniem na niego spoglądam, kiedy wspomina o jakiejś młodej Krukonce. Najwyraźniej nie byłem na bieżąco ze wszystkim tym, co działo się w szkole. - Zastanawiałeś się kiedyś, no wiesz, jak ona...
Również nie kończę, ale chyba łatwo domyślić się, o co chciałem zapytać. Do dzisiaj niewiele było wiadomo na temat tego, w jaki sposób zmarła Marta. Co ją spotkało w toalecie. Ona sama nie do końca była w stanie to wyjaśnić. O ile w ogóle chciała cokolwiek na ten temat powiedzieć. Z tym bywało różnie. Raz odpowiadała na pytania, w dodatku w wyjątkowo barwny sposób, indziej reagował histerią, złośliwością, a nawet... nawet zdarzały się sytuacje takie jak ta, w której przyszło wziąć udział nieszczęsnej Cornelii.
[a]Kiwam głową, słysząc przedstawiony przez Elijaha plan. Nie brzmi najgorzej. Chcę jeszcze zapytać czy nie powinniśmy pomyśleć o jakimś zaklęciu obronnym, tak dla pewności, ale nie zdążam. Kumpel otwiera drzwi i jedyne co, to pozostaje mi wejść do środka. Zaraz za nim.
- Tak, właśnie, Marta! Mamy kilka pytań. - Dodaje od siebie. Staje obok Elijaha, nie za nim. Zresztą i tak ciężko byłoby się chować za starszym chłopakiem. Zwłaszcza z moim wzrostem. No i raczej niewiele by to pomogło. Kto wie, z której strony Marta postanowi się pojawić? O ile w ogóle zareaguje na nasze pojawienie się.
Nigdy nie było można mieć co do tego pewności. Jak zresztą do wszystkiego, co wiązało się z tym konkretnym duchem. Ponoć... lekko drażliwym.
- T-też przyszliście się ze mnie pośmiać? Gruba Marta, brzydka Marta, w-wiecznie skrzywiona Marta? - Słychać piskliwy głos ducha.
Mamy sporo szczęścia. Wraz z odgłosem rozchlapanej wody, Marta wylatuje z zamkniętej kabiny i pojawia się tuż przed nami. Zatrzymuje się jakiś metr nad ziemią, może nieco więcej, może mniej. Nie musieliśmy długo czekać, ani dopraszać się tej rozmowy. Duch zawodzi. Wyraźnie jest niezadowolony z jakiś wcześniejszych odwiedzin. Może nawet tych Cornelii? Tego musimy się dowiedzieć.