Nie miał bladego pojęcia, co tutaj, do cholery, robił. Gdyby nie to, że akurat na ten dzień przypadało mu wolne od stażu, prawdopodobnie siedziałby teraz na dyżurze, zapoznając się z kolejnymi procedurami i obserwując pracę innych medyków. Zamiast tego wylądował w samym środku balu elity czarodziejów i zdecydowanie miał wrażenie, że się tutaj nie odnajduje.
Garnitur, który włożył tego dnia, nie był ostatnim krzykiem mody, ale spełniał swoją funkcję. Ot, ciuch odświętny, który miał w szafie, a który jeszcze jako tako na niego pasował. Wprawdzie tu i ówdzie wydawał mu się nieco przyciasny, jednak Cameron, aby nie czuć się z tym źle, wmawiał sobie, że w ten sposób po prostu podkreśla atuty swojej sylwetki. Nie było to najlepsze pocieszenie, ale lepsze takie niż żadne.
Poza tym to nie on miał być gwiazdą przedstawienia. Heather dużo lepiej spełniała się w tej roli, toteż chłopak pozwolił jej przejąć stery i poprowadzić ich w kierunku posiadłości. W pewnym momencie zatrzymali się nagle, a dziewczyna wygięła się lekko w nienaturalnej, jak dla Lupina, pozie. Otaksował ją wzrokiem od stóp do głów i dopiero gdy dostrzegł blask fleszy aparatów, zdał sobie sprawę, że czekała ich jeszcze sesja zdjęciowa.
Na chuja chyba upadłem, pomyślał, tłumiąc w sobie westchnienie, mające sygnalizować, jak bardzo nie podoba mu się ten pomysł. Mimo to objął rudowłosą w pasie, wyzbywając się na moment kpiącego uśmieszku, który za wszelką cenę starał się przejąć kontrolę nad jego twarzą. Jedyne sesje zdjęciowe, jakie znał, to te przy wyrabianiu jakichś dokumentów lub co najwyżej próby uwiecznienia rodzinnych spotkań przy wspólnym stole podczas świąt.
— Nie będę cię bolały nogi w tych butach? — spytał między jednym zdjęciem a drugim, nachylając się nad uchem Wood. Nie mógł przepuścić okazji, aby spróbować ją rozbawić. — Bo mam wrażenie, że będziesz chodzić mi po głowie całą noc.
Kiedy w końcu uciekli fotoreporterom, Cameron podążył za Heather do segmentu posiadłości, gdzie miała odbyć się licytacja. Tu i ówdzie przewijały mu się mniej lub bardziej znajome twarze, jednak dopiero, gdy zaczęli przepychać się na przód sali, dostrzegł w tłumie swoje starsze rodzeństwo, czyli Cecylkę oraz Cedrica, do których pomachał intensywnie, wołając ich po imieniu, chcąc zwrócić na siebie ich uwagę w ramach powitania na odległosć.
— Cóż, przynajmniej mają dobre alko — skomentował, wykrzywiając usta w pełnym satysfakcji uśmiechu, wypijając jedną trzecią kieliszka.
Młody medyk rozsiadł się nonszalancko na jednym z miejsc tuż przy samej scenie, akurat gdy na scenę weszli gospodarze. Podrapał się po szyi, po czym jego zręczne place opadły na krawat, który mimochodem nieco sobie poluźnił. Początkowo zamierzał go w ogóle nie podwiązywać pod samą szyję, aby ten tylko luźno zwisał, ale potem Ruda się wtrąciła i cały ambitny plan poszedł w siną dal.
— Tak długo, jak ty płacisz — potwierdził przyciszonym głosem, gdyż przemowa Brenny Longbottom nie skonczyła jeszcze swojej przemowy. — Pewnie nawet najtańszy przedmiot jest wart więcej niż cała moja dzisiejsza kreacja. A niestety nie wziąłem drobnych.
Uśmiechnął się łobuzersko do przyjaciółki w oczekiwaniu na to, jak rozwinie się ten wieczór.