Drzwi otworzyły się i stanął w nich skrzat. Kayden skinął głową na przywitanie i wszedł powoli do środka, rzucając okiem na wnętrze mieszkania, gdy ten zamykał za nim drzwi. Ściągnął swój płaszcz i podał go bez słowa skrzatowi. Kay miał do skrzatów dość neutralne podejście ani się z nimi zbytnio nie bratał, ani też nie był arogancki. W domu wyznawał zasadę — dobry skrzat to niewidzialny skrzat, choć było to raczej coś, co wpoili mu rodzice i do czego przywykł na co dzień. No, ale nie był u siebie, więc i do skrzata zwrócił się uprzejmie, że owszem, chciałby się teraz spotkać z kuzynem.
Podążył więc za skrzatem do pomieszczenia, machinalnie poprawiając mankiet koszuli, po czym zastygł w stanie delikatnego zaskoczenia. Pomijając obecność nieznanej mu kobiety z wyciągniętą różdżką, jego uwagę przykuł Philip i jego... barwny kolor skóry. Milczał przez krótką chwilę, trochę skonfundowany sytuacją, ale gdy tylko sprawa została przez Notta wyjaśniona, uśmiechnął się asymetrycznie i uniósł brew, powstrzymując chichot.
Dzień dobry - Zwrócił się wpierw do kobiety z lekkim skinieniem głowy, po czym uśmiechnął do kuzyna z iście lisią miną. - No witam, witam... Rozumiem, że jagodowa klątwa to jedyne, co ci grozi? Inaczej chyba nie znosiłbyś tego tak spokojnie... - Zapytał i z ust spłynął mu wredny uśmieszek, zastępując go dość spokojną, acz poważną miną. Z jednej strony był ciekawy, z drugiej trochę jednak poruszony efektem klątwy, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli byłoby to coś poważnego, to raczej już spieszyłby z uzdrowicielką do szpitala, a przynajmniej tak sądził. Kayden na klątwach znał się tak, jak na pieczeniu ciasta. Niby coś tam wiedział, ale jakby przyszło co do czego, to pewnie przy łamaniu klątwy coś by wybuchło, gdzieś powstałby pożar, a klątwa zostałaby nietknięta. Ufał jednak, że spokojna mina uzdrowicielki nie oznaczała niczego niedobrego. - Herbatę, jeśli można prosić. - Odparł, choć nie spoczął jeszcze nigdzie, a jego srebrne oczy rozglądały się za przeklętym przedmiotem. Chciał go obejrzeć z daleka, w żadnym wypadku nie dotykając go oczywiście. Wcale nie chciał wyglądać jak apetyczna jagodzianka. - Jestem ciekawy jakim cudem właściciela nie trafiła klątwa... W jaki sposób go zakupiłeś? - Mruknął, zastanawiając się czy Philip kupił go u pośredników, czy po prostu sprawa wyglądała tak; przyjść, kupić i zabrać prosto z domu. Jeśli ktoś inny mu to sprzedał, to czy przypadkiem nie wiedział już o klątwie?
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)