31.08.2023, 13:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.08.2023, 13:25 przez Florence Bulstrode.)
Gdy do środka wszedł Kayden, Florence zmierzyła go uważnym spojrzeniem jasnych, chłodnych oczu. Oboje byli Krukonami i nawet przez chwilę pozostawali w Hogwarcie jednocześnie – ale po tylu latach Bulstrode nie była w stanie rozpoznać w dorosłym Delecourze dwunastolatka, którego widywała w Pokoju Wspólnym Ravenclawu.
- Dzień dobry. Florence Bulstrode – przywitała się, ale zaraz zwróciła wzrok z powrotem na Notta, a konkretnie: na jego niebieskie ręce. – Niech pan będzie łaskaw się nie ruszać, nie odzywać, a najlepiej przez chwilę także nie oddychać – poinstruowała. Nieoddychanie nie było wprawdzie obowiązkowe, ale jeżeli nie będzie mógł wziąć wdechu, mniejsza szansa na to, że zacznie gadać podczas całej procedury.
Poruszyła różdżką, w całej serii skomplikowanych gestów. Mruczała pod nosem inkantację. Tak, magia niewerbalna była bardzo przydatna, ale teraz Florence nie toczyła żadnego pojedynku, a to co robiła było nieco bardziej skomplikowane niż rzucenie accio czy lumos.
Dłonie zaswędziały. Na nich samych nie dało się dostrzec początkowo zmiany, ale szmaragdowy kolor na twarzy Notta zaczął blednąć, potem znikł także z szyi, a wreszcie i dłonie, do tej pory w gustownej, jagodowej barwie, przybladły nieco, przyjmując odcień błękitu.
– Kolor z rak powinien zejść w ciągu dwudziestu czterech godzin. Proszę kupić tę maść – poinstruowała Florence, wyciągając z torby pergamin, a potem machnięciem różdżki sprawiając, że pojawił się na niej napis. – Gdyby objawy nie ustąpiły, należy zgłosić się do Munga.
Skierowała spojrzenie na Kaydena, a właściwie – to na posążek, którym ten się zainteresował. Nie wiedziała, że ten nie zamierza go dotykać, kto w końcu wie, co chodziło mu po głowie?
– Odradzam dotykanie, chyba że czuje pan trudną do opanowania chęć zakamuflowania się pośród niebieskich kwiatów – poinformowała z chłodną uprzejmością. – Właściciel mógł uniknąć klątwy, ponieważ sam ją rzucił. Niewykluczone, że miała uaktywnić się dopiero w określonych warunkach. Na przykład po upływie pewnego czasu, w konkretnej temperaturze albo po dotknięciu w jednym miejscu, jak dajmy na to czubek głowy.
To wyjaśniałoby, dlaczego sprzedawca uniknął przekleństwa. Mógł po prostu trzymać figurkę w innym miejscu niż Philip.
- Jeżeli życzy pan sobie złamania i tej klątwy, to będzie bardziej skomplikowane niż przekleństwo wtórne. I jest dodatkowo płatne - zapowiedziała jeszcze, bo w takich przypadkach zdecydowanie nie pracowała za darmo.
- Dzień dobry. Florence Bulstrode – przywitała się, ale zaraz zwróciła wzrok z powrotem na Notta, a konkretnie: na jego niebieskie ręce. – Niech pan będzie łaskaw się nie ruszać, nie odzywać, a najlepiej przez chwilę także nie oddychać – poinstruowała. Nieoddychanie nie było wprawdzie obowiązkowe, ale jeżeli nie będzie mógł wziąć wdechu, mniejsza szansa na to, że zacznie gadać podczas całej procedury.
Poruszyła różdżką, w całej serii skomplikowanych gestów. Mruczała pod nosem inkantację. Tak, magia niewerbalna była bardzo przydatna, ale teraz Florence nie toczyła żadnego pojedynku, a to co robiła było nieco bardziej skomplikowane niż rzucenie accio czy lumos.
Dłonie zaswędziały. Na nich samych nie dało się dostrzec początkowo zmiany, ale szmaragdowy kolor na twarzy Notta zaczął blednąć, potem znikł także z szyi, a wreszcie i dłonie, do tej pory w gustownej, jagodowej barwie, przybladły nieco, przyjmując odcień błękitu.
– Kolor z rak powinien zejść w ciągu dwudziestu czterech godzin. Proszę kupić tę maść – poinstruowała Florence, wyciągając z torby pergamin, a potem machnięciem różdżki sprawiając, że pojawił się na niej napis. – Gdyby objawy nie ustąpiły, należy zgłosić się do Munga.
Skierowała spojrzenie na Kaydena, a właściwie – to na posążek, którym ten się zainteresował. Nie wiedziała, że ten nie zamierza go dotykać, kto w końcu wie, co chodziło mu po głowie?
– Odradzam dotykanie, chyba że czuje pan trudną do opanowania chęć zakamuflowania się pośród niebieskich kwiatów – poinformowała z chłodną uprzejmością. – Właściciel mógł uniknąć klątwy, ponieważ sam ją rzucił. Niewykluczone, że miała uaktywnić się dopiero w określonych warunkach. Na przykład po upływie pewnego czasu, w konkretnej temperaturze albo po dotknięciu w jednym miejscu, jak dajmy na to czubek głowy.
To wyjaśniałoby, dlaczego sprzedawca uniknął przekleństwa. Mógł po prostu trzymać figurkę w innym miejscu niż Philip.
- Jeżeli życzy pan sobie złamania i tej klątwy, to będzie bardziej skomplikowane niż przekleństwo wtórne. I jest dodatkowo płatne - zapowiedziała jeszcze, bo w takich przypadkach zdecydowanie nie pracowała za darmo.