Gdy dostała od niego list nie była zaskoczona. Wręcz spodziewała się, że prędzej czy później do niej napisze. Ba! Nawet jej serce czekało na jego wiadomość. Nie rozumiała tej dziwnej nadziei w środku. Sama na tym spotkaniu wykazała się ogromną dozą rozsądku i nieufności wobec jego planu, a teraz w głowie roiło się sporo złych myśli. Ciągle myślała o jego ustach na swoich, ciągle odtwarzała tę chwilę w głowie i chciała, aby trwała ona wiecznie. W snach wracała do tego momentu, a posuwał się on jeszcze dalej, budziła się zlana potem i całkowicie rozgrzana. Zimna woda na twarzy niewiele pomagała. Augustus naprawdę mocno namieszał w jej logicznym umyśle, a ona sobie z tym nie radziła. Potrzebowała się komuś wygadać, a nie miała komu, nie potrafiła podejść do Danielle i powiedzieć jej o tym, co zrobił Rookwood, jak zmanipulował jej serce, które teraz ciągnęło do niego bardziej niż do eliksirów, z którymi była chyba bardziej bezpieczna i stabilna.
Zjadła rano tylko jajecznicę i to nie do końca, bo nie potrafiła w siebie za wiele wcisnąć. Na nogach była już o szóstej rano i przeglądała ubrania, które mogłaby ubrać. Narzuciła na siebie ostatecznie prostą, czarną sukienkę niżej kolan z dużym dekoldem. Na to narzuciła marynarkę, aby zakryć ramiona i nie kusić go swoim wyglądem do jakichś nieprzyzwoitych komentarzy. Włosy zostawiła rozpuszczone, ale na nadgarstkek naciągnęła frotkę do włosów, aby w razie potrzeby je związać. Na stopy wciągnęła buty, które sięgały wyżej kostki – takie wygodne, aby w razie potrzeby się nigdzie nie przewrócić i w razie potrzeby mu uciec. Na ramię narzuciła torbę, w którym znajdowały się niewielkie zapasy eliksirów, a także trochę jedzenia jakby po drodze zgłodnieli.
Chciała go zabrać transportem mugolskim w siną dal, wsiąść w pociąg byle jaki i po prostu przeżyć przygodę. Chciała już dawno zmienić swoje życie, swoje poczucie bezpieczeństwa, a skoro Augustus już zaczął burzyć ten jej logiczny tryb życia zamierzała to dokończyć w tym momencie. I zburzyć go całkowicie. Czy było to rozsądne? Nie! Oczywiście, że nie, ale pierdolić te zasrane problemy, wyrzuty i poczucie winy, jest lato i zamierzała z niego skorzystać. Robić rzeczy, których nigdy nie robiła.
Około ósmej wybrała się na stację, aby odszukać w tłumie przystojnego wąsacza, pana i władcę jej kruchego i nieufnego serca. Odszukać Augustusa Rookwooda, którego powinna unikać. W końcu go odnalazła. Wpatrywała się dłuższą chwilę w jego plecy jakby wahała się, czy aby na pewno powinna z nim teraz rozmawiać. Wypuściła powietrze nosem i stanęła obok niego patrząc na tłum przepychających się ludzi.
– Dokąd się pan wybiera? Bo ja zabieram takiego jednego panicza na przygodę życia – zagadnęła rozmowę próbując zażartować. W towarzystwie osób, z którymi czuła się swobodnie często używała sarkazmu w żartobliwy sposób. To był właśnie ten moment.