01.09.2023, 00:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 01:52 przez Christopher Rosier.)
- „Mogę być winna i dwa tańce” – zacytował ją Christopher z uśmiechem, błąkającym się po wąskich wargach. – Dlaczego mam zadowalać się jednym, skoro zaoferowałaś dwa? Czyżbyś miała nadzieję, że zapomniałem?
Może nie miał pamięci absolutnej, ale na pewno zapamiętywał to, co mu pasowało.
Rosier ujął jej dłoń i ruszył na parkiet. Kiedy muzyka rozbrzmiała, jedną dłoń oparł na talii Bellatrix, a drugą uniósł jej rękę na odpowiednią wysokość. Nie było w tych gestach nachalności: Christopher był kobieciarzem i flirtował nader chętnie, ale w swej pracy z konieczności spędzał sporo czasu z kobietami. I chociaż przywykł uważać, że każda, którą zaszczyci swoją uwagą, powinna czuć się z tego powodu wyjątkowa, to wiedział też, że kontakt fizyczny większość z nich peszył, a nie każda miała odwagę zasugerować, że sobie go nie życzy.
Bellatrix zapewne by to powiedziała, ale ot kierowało nim przyzwyczajenie.
Zmierzył ją spojrzeniem, na dłużej wzrok zatrzymując na kolczykach. Z zadowoleniem stwierdził, że Blackówna dobrała biżuterię idealnie pasującą do sukni i nawet mimowolnie kiwnął głową, z aprobatą wobec takiego wyboru. Byłby niezmiernie rozczarowany, gdyby postanowiła obwiesić się za dużą ilością ozdób czy sięgnąć po złoto. Nie tylko zepsułaby efekt, ale też w jego mniemaniu oznaczałoby to, że popełnił błąd, przygotowując dla niej ten projekt.
A nie lubił popełniać błędów.
– Jesteś dzisiaj prawdziwą różą i ozdobą tej sali – skomplementował ją, a komplementy wygłaszał tylko wtedy, kiedy szczerze w nie wierzył. Nie był człowiekiem, który próbowałby przypochlebić się komuś fałszywymi, słodkimi słówkami. Może robiłby to, gdyby przyszedł na świat w innej rodzinie, ale był uprzywilejowany pod tym względem. Rosierowie może kiedyś klepali biedę, od wielu lat byli jednak częścią śmietanki towarzyskiej.
– Naprawdę? – spytał, obracając się w tańcu, tak, by zawirowały poły spódnicy, ciemniejsze znacznie niż gorset, tu i ówdzie ozdobione sztucznymi różami. – W takim razie co ty, Piękna, powiesz o naszym drogim, byłym Ministrze, Nobym Leachu? Jeżeli zdołasz uczynić ten temat, o którym już tak wiele nudnych rzeczy słyszałem, interesującym, dam ci prawo do jednego życzenia. Co ty na to? – rzucił, chwytając ją znów w talii i prowadząc dalej w rytm muzyki. Mogłoby się wydawać, że propozycja była niezbyt mądra, ale Christopher niezbyt się obawiał, że Blackówna poprosi o coś, co mogłoby się mu bardzo nie spodobać, a poza tym – był człowiekiem, który rzadko zastanawiał się głęboko nad swoim postępowaniem. Robił to, na co akurat miał ochotę.
Może nie miał pamięci absolutnej, ale na pewno zapamiętywał to, co mu pasowało.
Rosier ujął jej dłoń i ruszył na parkiet. Kiedy muzyka rozbrzmiała, jedną dłoń oparł na talii Bellatrix, a drugą uniósł jej rękę na odpowiednią wysokość. Nie było w tych gestach nachalności: Christopher był kobieciarzem i flirtował nader chętnie, ale w swej pracy z konieczności spędzał sporo czasu z kobietami. I chociaż przywykł uważać, że każda, którą zaszczyci swoją uwagą, powinna czuć się z tego powodu wyjątkowa, to wiedział też, że kontakt fizyczny większość z nich peszył, a nie każda miała odwagę zasugerować, że sobie go nie życzy.
Bellatrix zapewne by to powiedziała, ale ot kierowało nim przyzwyczajenie.
Zmierzył ją spojrzeniem, na dłużej wzrok zatrzymując na kolczykach. Z zadowoleniem stwierdził, że Blackówna dobrała biżuterię idealnie pasującą do sukni i nawet mimowolnie kiwnął głową, z aprobatą wobec takiego wyboru. Byłby niezmiernie rozczarowany, gdyby postanowiła obwiesić się za dużą ilością ozdób czy sięgnąć po złoto. Nie tylko zepsułaby efekt, ale też w jego mniemaniu oznaczałoby to, że popełnił błąd, przygotowując dla niej ten projekt.
A nie lubił popełniać błędów.
– Jesteś dzisiaj prawdziwą różą i ozdobą tej sali – skomplementował ją, a komplementy wygłaszał tylko wtedy, kiedy szczerze w nie wierzył. Nie był człowiekiem, który próbowałby przypochlebić się komuś fałszywymi, słodkimi słówkami. Może robiłby to, gdyby przyszedł na świat w innej rodzinie, ale był uprzywilejowany pod tym względem. Rosierowie może kiedyś klepali biedę, od wielu lat byli jednak częścią śmietanki towarzyskiej.
– Naprawdę? – spytał, obracając się w tańcu, tak, by zawirowały poły spódnicy, ciemniejsze znacznie niż gorset, tu i ówdzie ozdobione sztucznymi różami. – W takim razie co ty, Piękna, powiesz o naszym drogim, byłym Ministrze, Nobym Leachu? Jeżeli zdołasz uczynić ten temat, o którym już tak wiele nudnych rzeczy słyszałem, interesującym, dam ci prawo do jednego życzenia. Co ty na to? – rzucił, chwytając ją znów w talii i prowadząc dalej w rytm muzyki. Mogłoby się wydawać, że propozycja była niezbyt mądra, ale Christopher niezbyt się obawiał, że Blackówna poprosi o coś, co mogłoby się mu bardzo nie spodobać, a poza tym – był człowiekiem, który rzadko zastanawiał się głęboko nad swoim postępowaniem. Robił to, na co akurat miał ochotę.