Tyle, że teraz nie była w pracy. Była tutaj całkowicie prywatnie, zresztą zawsze gdy widywała się z Laurentem, to całkowicie prywatnie, nie przynosiła do niego swojej pracy. Może kilka razy widział ją w mundurze, może spotkała się z nim tuż po wyjściu z biura, ale kwestii zawodowych w te spotkania nie mieszała. Więc nie musiał wiedzieć jaka w pracy była, choć znając ją, łatwo to było sobie wyobrazić – skrupulatna, nie porywcza, spokojna… i z pewnością nie nosiła takiego dzikiego i głodnego wyrazu twarzy jak przed chwileczką. Było w tym coś upiornego, niepokojącego… ten błysk w jej spokojnych oczach, który mówił o jakiejś takiej grozie… że druga osoba nie jest całkowicie bezpieczna.
Ale to trwało tylko chwilę. Kilkanascie oddechów i dwa razy więcej uderzeń serca. Strach w oczach Laurenta utrzymał się jednak trochę dłużej i został przez nią wychwycony, kiedy dotarło do niej co robi i na co się gapi – bo zamrugała kilka razy i wgapila się w jego oczy. Gwałtownie i łapczywie wzięła oddech, orientując się, że go wstrzymała, a za chwilę osunęła się po tej ścianie całkiem, siadając zupełnie nieelegancko, i wplątała dłonie we włosy, zaciskając je na nich mocno.
- Niech to się już skończy – wydusiła z siebie, ledwie słyszalnie. Pewnie gdyby Laurent nie znajdował się tak blisko, to mogłoby mu to umknąć. W jej głosie słychać było strach, błaganie i bezsilność. - niech to się skończy zanim całkiem oszaleję – zanim straci nad sobą kontrolę i następnym razem… rzuci się na kogoś. Było tego blisko, wiedziała to. Czuła to. Jego strach. Gdyby jednak się odsunął… co by zrobiła wtedy?