Odpowiedź jaką otrzymała od Sauriela zupełnie nie zwiastowała jego podłego humoru. Victoria cały dzień chodziła jak na szpilkach, w pracy trudno jej się było skupić i dłużyło się niemiłosiernie, ale odpowiedzi nie dostała. Przyszła wieczorem – i to też jej wcale nie uspokoiło. Cholernie chciała się z Saurielem zobaczyć, porozmawiać z nim, przekazać mu swoje myśli, obawy – wszystko! Więc czekała niecierpliwie. Miał przyjść dopiero o 23 – późno, ale przywykła już do godzin jego urzędowania i nie wydało jej się to w żadnym wypadku podejrzane, ani alarmujące…
Alexander na pewno był zdziwiony, chociaż wiedział, ze Sauriel ma przyjść. Zdziwiony aurą, którą roztaczał. Nie zatrzymał go jednak, w końcu był umówiony, zapowiedziany… i na tym etapie nikt w tym domu nie zawracał już sobie głowy tym, że Rookwood wpadał tutaj i się po posiadłości kręcił. Victoria… czekała. Kiedy wiec Sauriel zapukał i nie wpadł do pokoju razem z drzwiami, kobieta wstała, by mu otworzyć – chyba nieco tym nowym zachowaniem zdziwiona. Jedno spojrzenie na niego i już wiadome było, że coś jest nie tak. Usta w podkówkę, naburmuszenie wyczuwalne nawet dla kogoś, kto nie był żadnym aurowidzem… Aż się cofnęła o krok, patrząc na niego ze zdziwieniem.
– Cześć – rzuciła na przywitanie całkowicie normalnie, chociaż w jej głosie były jakieś takie nuty… niepewności. I zdenerwowania. Rzecz jasna nie była zdenerwowana jego przyjściem, tylko wszystkim co miało miejsce wczoraj, a czego nie miała mu jeszcze jak przekazać. Niepewność za to miała wszystko wspólne z przyjściem Sauriela. I ten jego osądzający wzrok! Nie była jeszcze w koszuli nocnej, miała na sobie luźniejsze spodnie i jakąś koszulkę – w ogóle nie wyglądała w ten sposób jak dama, którą była na co dzień i zazwyczaj. Ale przecież nie będzie łaziła całymi dniami w sukienkach. Nie kładła się też jeszcze spać. Tak, kolejna rzecz, którą potrafiła określić to to, że nie był zły i wkurwiony jak zazwyczaj. Był… Sama nie wiedziała co. Nie widziała go jeszcze w tym wydaniu. Zamknęła za nim drzwi.
– No… – zaczęła i zmarszczyła brwi, bo coś w tonie głosu Sauriela migało ostrzegawczo… Przez moment naprawdę poczuła się jakby zrobiła coś złego! – Zależy kiedy. Rano byłam w pracy, później w domu – zaczęła wyliczać. – A wieczorem byłam umówiona na seans – skończyła, patrząc na Sauriela i miała niejasne poczucie, że to chyba całkiem dobrze, że nie skończyła tej wypowiedzi na „byłam umówiona”. – Właśnie dlatego chciałam się z tobą zobaczyć i porozmawiać – dodała, chociaż nie sądziła, że ta rozmowa będzie wypadać w takich dziwnych warunkach. – A co?