Może i zrobiła coś złego… Może nie powinna jednak zostawać u Laurenta na noc – ale tak cholernie nie chciała być wtedy sama. Była rozedrgana, emocjonalnie, fizycznie – w każdym aspekcie. Ale przecież nic się nie stało i nie miało stać, każde z nich miało ręce przy sobie. Jasne, było trochę łez, obierania ich i przytulania, ale nie było w tym żadnego ładunku…. Chciałam napisać, że emocjonalnego, ale to nieprawda. Bo był. Tylko nie taki, jaki być może oczekiwano pomiędzy kobietą a mężczyzną. Więc może gdzieś tam z tyłu głowy miała poczucie, że nie powinna, ale ostatecznie nie skończyło się to przecież żadną tragedią, ani potencjalnie złamanym sercem, tam nie było gestów, które mogłyby to chociaż trochę sugerować. Więc chociaż czuła wyrzuty sumienia, że zrobiła tyle – została na noc u Prewetta, nawet spała z nim w jednym łóżku, chociaż mieli osobną pościel i nie było tam żadnych jednoznacznie dwuznacznych gestów, w końcu byli przyjaciółmi, a Victoria bardzo potrzebowała pomocy, to na pewno nie spodziewała się, że powodem tej urażonej dumy Sauriela było coś zupeeeełnie innego.
– Co? – zapytała inteligentnie, bo to nie był obrót sprawy, którego się spodziewała. Co robiła na seansie po seansie…? No… Tu musiałaby się zacząć gęsto tłumaczyć i zresztą po to to spotkanie. Ale gdzie miała torebkę? A co to miało niby do rzeczy? I czemu właściwie miała się jemu tłumaczyć? Tak, byli narzeczeństwem… Tak, troszczyła się o niego, tak, był dla niej ważny, tak, była zazdrosna. Ale to ona. On nie przejawiał wobec niej takich zachowań. – No… Tutaj – wskazała mu głową drewniane krzesło z obiciem, które stało w rogu pokoju. Na nim leżała jej torebka.
– O co ci chodzi, Sauriel? – zapytała się w końcu i wtedy zobaczyła wycelowany w nią palec. Że sobie grabi! I widziała, że Sauriel jest po prostu po ludzki za cos obrażony, tylko ni cholery nie wiedziała o co. Nie był zły. BYŁ OBRAŻONY. Pytanie jakie jej zadał, wyprostowany, patrząc na nią tak… tak! Było dziwacznie specyficzne i konkretne. Aż musiała zmarszczyć brwi. – Czekoladowa żaba? – powtórzyła za nim, jakby nie wiedziała o co chodzi. Bo po prawdzie to nie wiedziała. W ferworze emocji, zupełnie zapomniała, że żabę dała Laurentowi. Poszukiwała teraz swoje wspomnienia i bardzo się skupiła, żeby zrozumieć w czym w ogóle jest problem. – Nooo nie wiem. Pewnie tam gdzie jest jej miejsce. W brzuszku – powiedziała w końcu, patrząc nieco wyzywająco na Rookwooda.