03.09.2023, 00:16 ✶
Czy weekend mógł zapowiadać się lepiej, gdy jego początek spędzał ze swoim bratem? Zapewne w towarzystwie pięknych kobiet, które będzie mógł trochę poodrywać i wydać na nie trochę pieniędzy, wypić dobry alkohol, zjeść coś dobrego i palić. Uśmiechnął się pod nosem rozochocony wizją wieczora, pijąc kawę u Stanleya w mieszkaniu, wymieniając się nudnymi informacjami z nijakiego i beznadziejnego, szlamowatego Ministerstwa.
- My się zawsze dobrze bawimy. - zauważył dyplomatycznie, wzruszając leniwie ramionami. Ubrany był przyzwoicie, w koszulę oraz marynarkę z ładnymi spinkami przy rękawach. Wszystko było szyte na miarę, pantofle wypastowane, we włosy elegancko zaczesane do tyłu, przez co jego twarz wyglądała nieco poważniej, niż zwykle, gdy na czoło opadały niesforne włosy. Może powinien dziś poderwać rudą dziewczynę? Bella nie musiała wiedzieć, a Brenna go nadal nie chciała, pomimo jego starań od wielu lat. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, zadowolony z jego komentarza na ich temat i wziął papierosa, bo przecież obydwoje dymili, jak lokomotywa do Hogwartu. Prychnął, wsuwając szluga do ust. - Nie ma kobiety, która mogłaby mi mówić, co mam robić. Ewentualnie czasem, gdy jestem nago, ale to zupełnie inna sytuacja Stasiu.
Wyjaśnił dyplomatycznie, gasząc ewentualne nadzieje kuzyna na swoje ustatkowanie się, a poza tym, lubił kontrolę i był dość uparty, zwykle musiało być tak, jak on chciał. To samo dotyczyło ślubu, więc na wzmiankę o szukaniu kogoś, Antoś na chwilę się skrzywił i posłał mu niezadowolone spojrzenie spod ściągniętych brwi. - Tobie niech lepiej znajdzie, jesteś starszy. Powinieneś już mieć Panią Borgin.
Odwrócił kota ogonem, skupiając uwagę na Stasiu. Zwykle tak robił, często, nie tylko w kwestii ślubu, ale i całego tego bycia głową rodu.
Na dworze było przyjemnie, maj zapowiadał się niezwykle ciepło. Nie potrzebowali płaszczy. Uśmiechnął się. Kurwa, co za wspaniałe życie oni mieli, dwóch kawalerów, samców alfa w piątkowy wieczór, gotowych do zabawy.
- Wiesz w ogóle, do którego klubu to prowadzi? - zapytał zaciekawiony, idąc jednak trasą, którą wybrał. Nie rozumiał, czemu nie skorzystali z innych metod podróżowania, ale może Stasiu miał ochotę na spacer przed całym zgiełkiem pubu lub klubu, zależnie, gdzie skończą. Zerknął na zegarek, mieli dużo czasu, zanim najciekawsze towarzystwo zawita do imprezowych miejscówek magicznego Londynu. Wsunął podpaloną fajkę ponownie do ust, zaciągnął się głęboko, a potem wypuścił dym z płuc, obserwując, jak ten rozpływa się w powietrzu i znika. Jak jego galeony z kieszeni i alkohol z kieliszków dzisiejszego wieczora.
Zatrzymał się gwałtownie na klauna, który zagrodził im drogę. Był paskudny.
- Ojuchałeś? - fuknął Anthony retorycznie, unosząc brew. Bez wątpienia, klaun był obłąkańcem, który uciekł z Munga, nie było innego możliwości. Uciekł, zanim zdążył coś dodać. Spojrzał pytająco na kuzyna i aż papieros wypadł mu z ust, bo w miejscu Staśka, stała niewiasta. I to nie byle jaka, solidne osiem i pół, nawet dziesięć w skali dziesięciopunktowej. Klaun spełniał fantazję? Anthony zamrugał zaskoczony. Kobieta odeszła kawałek, a ten stał jak wryty, nie bardzo rozumiejąc to, co się wydarzyło. Może to on sam ochujał? Narkotyki w dymie? Spryskał go czymś ten klaun? On wie, że to było karalne? Miał dobre stanowisko w Ministerstwie, mógł go wysłać do Azkabanu.
Gdy podniósł spojrzenie, kobieta spojrzała również na niego, zaskoczona. Ich oczy spotkały się, a młody Borgin przełknął ślinę.
- Pani? - powtórzył zaskoczony, ale głos, który wydobył się z jego ust, wcale nie był męski. Co jest? Już nawet nie zakodował na szczęście dla kuzyna tego, że nazwał jego zabójczo przystojną twarz dziecinną, co było jakimś kłamstwem roku 1972. - O ja Cię pierdole, Stasiu, ale Ty jesteś kurwa ładny.
Dodał w końcu na dźwięk swojego imienia, ładna dama by nie przeklinała tak, jak robił to jego kuzyn, lub raczej kuzynka. Przekręcił głowę na bok, dopiero teraz poczuł, jak coś łaskocze go po karku — miał długie włosy, co zauważył, nawijając kosmyk na palec. Spojrzał w dół i cofnął się pół kroku na widok swoich.. Cycków? Na Merlina, on miał biust! Bezceremonialnie złapał dłońmi za chyba swoje piersi, a potem przesunął po talii. Garnitur na nim wisiał, był zbyt duży i pasek ledwo utrzymywał spodnie, a pantofle były, jak ze starszego brata. - To muszą być halucynacje. To ten klaun, mówię Ci St.. - przerwał w pół słowa, bo podniósł głowę i spojrzał na swojego kuzyna-kuzynkę. Bardzo ładną zresztą.
- My się zawsze dobrze bawimy. - zauważył dyplomatycznie, wzruszając leniwie ramionami. Ubrany był przyzwoicie, w koszulę oraz marynarkę z ładnymi spinkami przy rękawach. Wszystko było szyte na miarę, pantofle wypastowane, we włosy elegancko zaczesane do tyłu, przez co jego twarz wyglądała nieco poważniej, niż zwykle, gdy na czoło opadały niesforne włosy. Może powinien dziś poderwać rudą dziewczynę? Bella nie musiała wiedzieć, a Brenna go nadal nie chciała, pomimo jego starań od wielu lat. Wyszczerzył zęby w uśmiechu, zadowolony z jego komentarza na ich temat i wziął papierosa, bo przecież obydwoje dymili, jak lokomotywa do Hogwartu. Prychnął, wsuwając szluga do ust. - Nie ma kobiety, która mogłaby mi mówić, co mam robić. Ewentualnie czasem, gdy jestem nago, ale to zupełnie inna sytuacja Stasiu.
Wyjaśnił dyplomatycznie, gasząc ewentualne nadzieje kuzyna na swoje ustatkowanie się, a poza tym, lubił kontrolę i był dość uparty, zwykle musiało być tak, jak on chciał. To samo dotyczyło ślubu, więc na wzmiankę o szukaniu kogoś, Antoś na chwilę się skrzywił i posłał mu niezadowolone spojrzenie spod ściągniętych brwi. - Tobie niech lepiej znajdzie, jesteś starszy. Powinieneś już mieć Panią Borgin.
Odwrócił kota ogonem, skupiając uwagę na Stasiu. Zwykle tak robił, często, nie tylko w kwestii ślubu, ale i całego tego bycia głową rodu.
Na dworze było przyjemnie, maj zapowiadał się niezwykle ciepło. Nie potrzebowali płaszczy. Uśmiechnął się. Kurwa, co za wspaniałe życie oni mieli, dwóch kawalerów, samców alfa w piątkowy wieczór, gotowych do zabawy.
- Wiesz w ogóle, do którego klubu to prowadzi? - zapytał zaciekawiony, idąc jednak trasą, którą wybrał. Nie rozumiał, czemu nie skorzystali z innych metod podróżowania, ale może Stasiu miał ochotę na spacer przed całym zgiełkiem pubu lub klubu, zależnie, gdzie skończą. Zerknął na zegarek, mieli dużo czasu, zanim najciekawsze towarzystwo zawita do imprezowych miejscówek magicznego Londynu. Wsunął podpaloną fajkę ponownie do ust, zaciągnął się głęboko, a potem wypuścił dym z płuc, obserwując, jak ten rozpływa się w powietrzu i znika. Jak jego galeony z kieszeni i alkohol z kieliszków dzisiejszego wieczora.
Zatrzymał się gwałtownie na klauna, który zagrodził im drogę. Był paskudny.
- Ojuchałeś? - fuknął Anthony retorycznie, unosząc brew. Bez wątpienia, klaun był obłąkańcem, który uciekł z Munga, nie było innego możliwości. Uciekł, zanim zdążył coś dodać. Spojrzał pytająco na kuzyna i aż papieros wypadł mu z ust, bo w miejscu Staśka, stała niewiasta. I to nie byle jaka, solidne osiem i pół, nawet dziesięć w skali dziesięciopunktowej. Klaun spełniał fantazję? Anthony zamrugał zaskoczony. Kobieta odeszła kawałek, a ten stał jak wryty, nie bardzo rozumiejąc to, co się wydarzyło. Może to on sam ochujał? Narkotyki w dymie? Spryskał go czymś ten klaun? On wie, że to było karalne? Miał dobre stanowisko w Ministerstwie, mógł go wysłać do Azkabanu.
Gdy podniósł spojrzenie, kobieta spojrzała również na niego, zaskoczona. Ich oczy spotkały się, a młody Borgin przełknął ślinę.
- Pani? - powtórzył zaskoczony, ale głos, który wydobył się z jego ust, wcale nie był męski. Co jest? Już nawet nie zakodował na szczęście dla kuzyna tego, że nazwał jego zabójczo przystojną twarz dziecinną, co było jakimś kłamstwem roku 1972. - O ja Cię pierdole, Stasiu, ale Ty jesteś kurwa ładny.
Dodał w końcu na dźwięk swojego imienia, ładna dama by nie przeklinała tak, jak robił to jego kuzyn, lub raczej kuzynka. Przekręcił głowę na bok, dopiero teraz poczuł, jak coś łaskocze go po karku — miał długie włosy, co zauważył, nawijając kosmyk na palec. Spojrzał w dół i cofnął się pół kroku na widok swoich.. Cycków? Na Merlina, on miał biust! Bezceremonialnie złapał dłońmi za chyba swoje piersi, a potem przesunął po talii. Garnitur na nim wisiał, był zbyt duży i pasek ledwo utrzymywał spodnie, a pantofle były, jak ze starszego brata. - To muszą być halucynacje. To ten klaun, mówię Ci St.. - przerwał w pół słowa, bo podniósł głowę i spojrzał na swojego kuzyna-kuzynkę. Bardzo ładną zresztą.