03.09.2023, 00:20 ✶
Tylko czy tego koloru, chaosu, nie było zbyt dużo? Rozmyślała na ten temat, gdy próbowała przestać się dziwić całemu temu kontrastowi, który mieli. Gdyby znów miała spotkać go po raz pierwszy, znów powiedziałaby, że przypomina jej dziecko księżyca, podczas gdy ona jest typowo słonecznym człowiekiem, nawet jeśli zajmowała się Astronomią. Uosobienie południa z uosobieniem północy, jakim cudem w ogóle Pandora pozwalała sobie łączyć to w sposób inny, niż typowo przyjacielski, polegający na wymianie doświadczeń? A jednak łapała się na tym, że tak robiła. Każde ich spotkanie było dobrą zabawą, ekscytującą iskierką w zwariowanej codzienności i chociaż czas im mijał naprawdę szybko, to brunetka miała wrażenie, że staje w miejscu i cała reszta świata przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jakby znali się od zawsze, jakby wcale nie mijały miesiące pomiędzy ich spotkaniami, co najwyżej godziny.
Owszem, byłaby wściekła, gdyby tak się zachował. Chociaż może bardziej byłoby jej przykro i zaczęłaby go unikać? Bo wiedziała, że się jej bał, ale żeby od razu przed nią tak uciekać? Już i tak miała wyrzuty sumienia, że spali w jednym łóżku, nawet jeśli to on sobie tego w pewien sposób zażyczył, bo ręki nie mogła dać sobie odrąbać. Lepiej było mu jednak o tym nie przypominać. Tego jego przejmowania się, nie rozumiała zupełnie — marnował siłę, energię na coś niepotrzebnego, zamiast po prostu być sobą. Miał tyle do zaoferowania, a krył się za tym cholernym murem, stromym i wysokim na tyle, że zaczynała wątpić, że kiedykolwiek uda się jej dotrzeć do tego, co skrywał przed światem, co wydobywa tylko wódka. Jaki był sens, skoro potem i tak nie pamiętał? Miała prawdziwy mętlik w głowie, bo przecież sama powiedziała, że pijani ludzie są szczerzy. Szlag by to wszystko trafił.
- Nie masz wyjścia, jak wierzyć mi na słowo. - zauważyła, wciąż trochę rozbawiona na wspomnienie walki z deszczem i chyba trochę na jego słowa. Musiał czuć się niekomfortowo, gdy w takim stopniu polegał na drugiej osobie. - Nie pozwoliłabym, żeby coś złego się wydarzyło.
Dodała jeszcze pod nosem, chociaż na tyle głośno, aby usłyszał. Była przecież czasem odpowiedzialna, dorosła — zwłaszcza, gdy miała mieć na kogoś oko. Ze wszystkich ludzi Pandora była najodpowiedniejszą do takich zadań, bo chroniłaby kogoś kosztem nawet samej siebie, co nie było szczególnie mądre, ale działała w takich sytuacjach impulsywnie. Zwłaszcza gdy schlał się tak przez nią, bo sprawiała mu kłopoty od pierwszego momentu ich znajomości, a jednak nadal miał tyle cierpliwości, był na tyle dobrym człowiekiem, że wcale nie zrezygnował ze znajomości z nią. Dlatego nie mogła w sumie pozwolić — teraz już chyba była tego pewna, aby czegokolwiek się domyślał, że czasem spoglądała na niego w sposób, w jaki przyjaciółka nie patrzyła na przyjaciela. Westchnęła bezgłośnie, zwilżając wargi, skupiając się na tym, co teraz i w przyszłości, a nie grzebiąc w tym, co już było. Nie miała na to wpływu. Nie myślała też, że słowa o murze tak nim wstrząsnęły.
Na jego słowa roześmiała się, kręcąc głową. No tak, deszcz sromotnie przerwał, ale co ze styczniowym wiatrem wdzierającym się pod ubraniem, otulającym wilgotną od kropel skórę? - No tak, jesteś pogromcą deszczu. - przyznała wesoło, przecierając oczy kciukiem. Drobne łzawienie było efektem spożywania często eliksiru pobudzającego, mieszanego z eliksirem czuwania oraz z kawą. Czasem pękały jej białka w oczach, czasem miała dreszcze lub kręciło się w jej głowie, ale nauczyła się to ignorować, żyć z konsekwencją swoich wyborów. Przecież nikt jej tego nie wciskał, sama to piła, aby nie tracić cennych chwil życia na bezsensowne tkwienie w łóżku, skoro i tak nie mogła usnąć. - To było Twoje marzenie! Cieszę się, że mogłam się na coś przydać i je spełnić. - powędrowała wzrokiem na roślinkę, która wkrótce miała zmienić swój dom i właściciela. Nie była pewna, czy kojarzenie jej z kaktusem było czymś dobrym — zważywszy na kolce, ale nie wspomniała o tym głośno, bo gdy wróciła do niego spojrzeniem, odwzajemniła posłany przez niego uśmiech. - Przestań mi tyle dziękować, Niedźwiadku.
W domu było przyjemnie i ciepło, chłód poranka szczypał ją w policzki w palce, a do tego była trochę głodna. Zerknęła na swoje wzorzyste skarpety, gdy zdjęła buty, ruszając do przodu, ostatecznie przystając przy łazience, zaintrygowana słowami, a później widokiem. Widok jego twarzy sprawił, że przekręciła głowę na bok, wcale nie uciekając spojrzeniem, a jedynie przygryzając na chwilę dolną wargę, aby się znów nie roześmiać. I znów się jej bał! Na Merlina, była prawdziwym potworem, skoro Islandczyk reagował w taki sposób, a radził sobie w pokrytym śniegiem lesie, polując na bestie. - Nie bądź taki skromny, przystojny z Ciebie facet. Powinieneś być bardziej z siebie dumny. - rzuciła jeszcze na odchodne, znikając potem w kuchni. Nie było nic złego w pozowaniu, a przynajmniej brunetka nie miała na co narzekać, chociaż niebieskooki nie ułatwiał jej życia.
Maślankę? Ściągnęła brwi nieco zmartwiona, zastanawiając się, skąd niby to wziąć? Miała mleko, mleko kokosowe i nawet kupiła sok, mnóstwo herbat i dwa rodzaje kawy, ale maślankę?
- Nie mam maś.. - przerwała, gdy napotkała go wzrokiem, pozbawionego koszuli i jeszcze z rozpuszczonymi włosami, na co przełknęła jedynie trochę więcej powietrza, uśmiechając się zaraz, gdy wspomniał o kawie. To podchodziło pod znęcanie się i było karalne, czy jeszcze nie? Odwróciła się przodem do czajnika, sięgając kawę, wybierając tą, którą sama preferowała i nasypała do filiżanek. Nie widziała jego reakcji na bukiet intensywnie pachnących kwiatów, o którym zapomniała. Zabrała się za przygotowywanie śniadania, korzystając z rad rzeźnika. Wyjęła dwie patelnię i rondel, w którym wstawiła trochę mleka, decydując się ostatecznie na owsiankę. Jedna patelnia przeznaczona była na boczek, który na nią wsypała, chcąc trochę podsmażyć, a potem dodać do tego jajek i zrobić mu jajecznicę albo omleta, bo to umiała, druga natomiast przeznaczona była na przygotowane do smażenia, angielskie kiełbaski, które jej również polecono.
- Hmmm? - mruknęła, zerkając na niego przez ramię, gdy zaczął wypowiedź, zaprzestając na chwilę krojenia cebuli. Praca z warzywami była dużo szybsza i łatwiejsza niż z mięsem, więc chwilę później, gdy była gotowa do wrzucenia na patelnię, a obok leżały uszykowane jajka, umyła ręce i odwróciła się przodem do niego, podchodząc do blatu. Oparła się w ten sam sposób, przybliżając nieco do niego i spojrzała mu w oczy, nieco odchylając głowę do tyłu. Wzruszyła ramionami. - Nic szczególnego. Po prostu trudno do Ciebie dotrzeć czasem, zgadnąć, o czym myślisz lub czegoś byś chciał, bo … - przerwała na chwilę, zwilżając wargi. Wysunęła dłoń, nie mogąc powstrzymać chęci złapania jasnego kosmyku w palce, obracając nim nieco. Lubiła, gdy nosił rozpuszczone włosy. Uśmiechnęła się, zgarniając je jednak za ucho, a potem cofnęła rękę, przypominając sobie o tym, co przecież postanowiła przed godziną. - Bo jesteś tak miły i dobry, że pewnie byś udawał, że kogoś lubisz i z kimś się dobrze bawić, żeby nie było mu przykro. Łatwo się z Tobą kumplować, ale trudno się zaprzyjaźnić i nie pozwalasz zobaczyć tego wszystkiego, co masz do zaoferowania..
Mówiła dość wolno i spokojnie, nie odwracając od niego wzroku i dopiero gwizd czajnika sprawiło, że opadła na całe stopy, obracając się i stając przodem do kuchenki. Skarciła się w myślach, zalewając kawę. - Z mlekiem? Słodzisz? - dopytała, wsypując w międzyczasie do gotującego się mleka owsiane płatki i odrobinę cynamonu, a także przemieszała boczek i te nieszczęsną, skwierczącą kiełbasę. Powinna już dorzucić cebuli? Oczywiście zamierzała przemycić mu też szczypiorek do jajecznicy, żeby było tam cokolwiek zielonego. Oparła dłoń na biodrze, stukając w nie palcami, debatują nad patelnią i ostatecznie decydując się, że to czas na dorzucenie warzywa. Gdy to zrobiła, wyjęła dwa talerze -jeden duży, drugi mały i pieczywo, które mu kupiła. - Chcesz jajecznicę na bułkę, czy tak na talerzu i bułkę z masłem obok? - znów zapytała, zastygając w bezruchu z nożem w ręku.
Owszem, byłaby wściekła, gdyby tak się zachował. Chociaż może bardziej byłoby jej przykro i zaczęłaby go unikać? Bo wiedziała, że się jej bał, ale żeby od razu przed nią tak uciekać? Już i tak miała wyrzuty sumienia, że spali w jednym łóżku, nawet jeśli to on sobie tego w pewien sposób zażyczył, bo ręki nie mogła dać sobie odrąbać. Lepiej było mu jednak o tym nie przypominać. Tego jego przejmowania się, nie rozumiała zupełnie — marnował siłę, energię na coś niepotrzebnego, zamiast po prostu być sobą. Miał tyle do zaoferowania, a krył się za tym cholernym murem, stromym i wysokim na tyle, że zaczynała wątpić, że kiedykolwiek uda się jej dotrzeć do tego, co skrywał przed światem, co wydobywa tylko wódka. Jaki był sens, skoro potem i tak nie pamiętał? Miała prawdziwy mętlik w głowie, bo przecież sama powiedziała, że pijani ludzie są szczerzy. Szlag by to wszystko trafił.
- Nie masz wyjścia, jak wierzyć mi na słowo. - zauważyła, wciąż trochę rozbawiona na wspomnienie walki z deszczem i chyba trochę na jego słowa. Musiał czuć się niekomfortowo, gdy w takim stopniu polegał na drugiej osobie. - Nie pozwoliłabym, żeby coś złego się wydarzyło.
Dodała jeszcze pod nosem, chociaż na tyle głośno, aby usłyszał. Była przecież czasem odpowiedzialna, dorosła — zwłaszcza, gdy miała mieć na kogoś oko. Ze wszystkich ludzi Pandora była najodpowiedniejszą do takich zadań, bo chroniłaby kogoś kosztem nawet samej siebie, co nie było szczególnie mądre, ale działała w takich sytuacjach impulsywnie. Zwłaszcza gdy schlał się tak przez nią, bo sprawiała mu kłopoty od pierwszego momentu ich znajomości, a jednak nadal miał tyle cierpliwości, był na tyle dobrym człowiekiem, że wcale nie zrezygnował ze znajomości z nią. Dlatego nie mogła w sumie pozwolić — teraz już chyba była tego pewna, aby czegokolwiek się domyślał, że czasem spoglądała na niego w sposób, w jaki przyjaciółka nie patrzyła na przyjaciela. Westchnęła bezgłośnie, zwilżając wargi, skupiając się na tym, co teraz i w przyszłości, a nie grzebiąc w tym, co już było. Nie miała na to wpływu. Nie myślała też, że słowa o murze tak nim wstrząsnęły.
Na jego słowa roześmiała się, kręcąc głową. No tak, deszcz sromotnie przerwał, ale co ze styczniowym wiatrem wdzierającym się pod ubraniem, otulającym wilgotną od kropel skórę? - No tak, jesteś pogromcą deszczu. - przyznała wesoło, przecierając oczy kciukiem. Drobne łzawienie było efektem spożywania często eliksiru pobudzającego, mieszanego z eliksirem czuwania oraz z kawą. Czasem pękały jej białka w oczach, czasem miała dreszcze lub kręciło się w jej głowie, ale nauczyła się to ignorować, żyć z konsekwencją swoich wyborów. Przecież nikt jej tego nie wciskał, sama to piła, aby nie tracić cennych chwil życia na bezsensowne tkwienie w łóżku, skoro i tak nie mogła usnąć. - To było Twoje marzenie! Cieszę się, że mogłam się na coś przydać i je spełnić. - powędrowała wzrokiem na roślinkę, która wkrótce miała zmienić swój dom i właściciela. Nie była pewna, czy kojarzenie jej z kaktusem było czymś dobrym — zważywszy na kolce, ale nie wspomniała o tym głośno, bo gdy wróciła do niego spojrzeniem, odwzajemniła posłany przez niego uśmiech. - Przestań mi tyle dziękować, Niedźwiadku.
W domu było przyjemnie i ciepło, chłód poranka szczypał ją w policzki w palce, a do tego była trochę głodna. Zerknęła na swoje wzorzyste skarpety, gdy zdjęła buty, ruszając do przodu, ostatecznie przystając przy łazience, zaintrygowana słowami, a później widokiem. Widok jego twarzy sprawił, że przekręciła głowę na bok, wcale nie uciekając spojrzeniem, a jedynie przygryzając na chwilę dolną wargę, aby się znów nie roześmiać. I znów się jej bał! Na Merlina, była prawdziwym potworem, skoro Islandczyk reagował w taki sposób, a radził sobie w pokrytym śniegiem lesie, polując na bestie. - Nie bądź taki skromny, przystojny z Ciebie facet. Powinieneś być bardziej z siebie dumny. - rzuciła jeszcze na odchodne, znikając potem w kuchni. Nie było nic złego w pozowaniu, a przynajmniej brunetka nie miała na co narzekać, chociaż niebieskooki nie ułatwiał jej życia.
Maślankę? Ściągnęła brwi nieco zmartwiona, zastanawiając się, skąd niby to wziąć? Miała mleko, mleko kokosowe i nawet kupiła sok, mnóstwo herbat i dwa rodzaje kawy, ale maślankę?
- Nie mam maś.. - przerwała, gdy napotkała go wzrokiem, pozbawionego koszuli i jeszcze z rozpuszczonymi włosami, na co przełknęła jedynie trochę więcej powietrza, uśmiechając się zaraz, gdy wspomniał o kawie. To podchodziło pod znęcanie się i było karalne, czy jeszcze nie? Odwróciła się przodem do czajnika, sięgając kawę, wybierając tą, którą sama preferowała i nasypała do filiżanek. Nie widziała jego reakcji na bukiet intensywnie pachnących kwiatów, o którym zapomniała. Zabrała się za przygotowywanie śniadania, korzystając z rad rzeźnika. Wyjęła dwie patelnię i rondel, w którym wstawiła trochę mleka, decydując się ostatecznie na owsiankę. Jedna patelnia przeznaczona była na boczek, który na nią wsypała, chcąc trochę podsmażyć, a potem dodać do tego jajek i zrobić mu jajecznicę albo omleta, bo to umiała, druga natomiast przeznaczona była na przygotowane do smażenia, angielskie kiełbaski, które jej również polecono.
- Hmmm? - mruknęła, zerkając na niego przez ramię, gdy zaczął wypowiedź, zaprzestając na chwilę krojenia cebuli. Praca z warzywami była dużo szybsza i łatwiejsza niż z mięsem, więc chwilę później, gdy była gotowa do wrzucenia na patelnię, a obok leżały uszykowane jajka, umyła ręce i odwróciła się przodem do niego, podchodząc do blatu. Oparła się w ten sam sposób, przybliżając nieco do niego i spojrzała mu w oczy, nieco odchylając głowę do tyłu. Wzruszyła ramionami. - Nic szczególnego. Po prostu trudno do Ciebie dotrzeć czasem, zgadnąć, o czym myślisz lub czegoś byś chciał, bo … - przerwała na chwilę, zwilżając wargi. Wysunęła dłoń, nie mogąc powstrzymać chęci złapania jasnego kosmyku w palce, obracając nim nieco. Lubiła, gdy nosił rozpuszczone włosy. Uśmiechnęła się, zgarniając je jednak za ucho, a potem cofnęła rękę, przypominając sobie o tym, co przecież postanowiła przed godziną. - Bo jesteś tak miły i dobry, że pewnie byś udawał, że kogoś lubisz i z kimś się dobrze bawić, żeby nie było mu przykro. Łatwo się z Tobą kumplować, ale trudno się zaprzyjaźnić i nie pozwalasz zobaczyć tego wszystkiego, co masz do zaoferowania..
Mówiła dość wolno i spokojnie, nie odwracając od niego wzroku i dopiero gwizd czajnika sprawiło, że opadła na całe stopy, obracając się i stając przodem do kuchenki. Skarciła się w myślach, zalewając kawę. - Z mlekiem? Słodzisz? - dopytała, wsypując w międzyczasie do gotującego się mleka owsiane płatki i odrobinę cynamonu, a także przemieszała boczek i te nieszczęsną, skwierczącą kiełbasę. Powinna już dorzucić cebuli? Oczywiście zamierzała przemycić mu też szczypiorek do jajecznicy, żeby było tam cokolwiek zielonego. Oparła dłoń na biodrze, stukając w nie palcami, debatują nad patelnią i ostatecznie decydując się, że to czas na dorzucenie warzywa. Gdy to zrobiła, wyjęła dwa talerze -jeden duży, drugi mały i pieczywo, które mu kupiła. - Chcesz jajecznicę na bułkę, czy tak na talerzu i bułkę z masłem obok? - znów zapytała, zastygając w bezruchu z nożem w ręku.