07.11.2022, 19:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 19:39 przez Theseus Fletcher.)
Do: Seraphina Prewett, Logan Borgin, Geraldine Yaxley.
Zajęty słowną szermierką z Loganem, dopiero po chwili, kiedy Geraldine zaczęła ich przedstawiać, zwrócił swoją uwagę na Seraphinę. Patrząc na jej kreację zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że on sam popełnił wielką gafę i będzie mu za to szło przypłacić pastowanymi lakierkami.
- Bardzo mi miło. – zwrócił się do kobiety, pozwalając jej wybrać sposób przywitania. Po balu Longbottomów zdecydował, że przez jakiś czas wstrzyma się od niepotrzebnych uścisków. Szczęśliwie, suknia Seraphiny była, zdaje się, lepiej przygotowana na nieszczęśliwe wypadki niż ta Idy. Wypadki sensu stricte. Wolał tego zresztą nie próbować.
- Ach, tak. Logan Borgin. – kiwał głową przez dobre kilka sekund, z tym tytanicznie aktorskim wyrazem twarzy, który przypisać można jedynie aktorzynom drewnianym. Nie ukrywał niechęci, mimo że uśmiech kręcił mu się gdzieś w kącikach obu ust. I skłamałby, gdyby powiedział, że sytuacja go nie bawi. Razem z rozbawieniem był po prostu też zirytowany. – Wiele o tobie słyszałem. – Gówno prawda. A nawet jak słyszał, to nazwisko „Borgin” wypowiedziane przez kogokolwiek, choćby Geraldine, upośledzało jego ośrodek słuchowy niemal natychmiastowo. Nie od dziś wiadomo, że Fletcherowie i Borginowie za sobą nie przepadali. Theseus i Logan byli tego żywymi przykładami. A przecież dopiero co się poznali. Oficjalnie.
- Dziękuję za troskę. – rzucił, jakże uprzejmie. – Rodzinne interesy mnie zatrzymały. – powiedział, a przecież wcale nie skłamał. Był to mały prztyczek w nos dla konkurencji. Fletcher wątpił jednak, że Borin jakkolwiek się tą wstawką przejmie. Postanowił jednak zachowywać swoją twarz przysłowiowego wesołego głupka.
Może nie będzie tak źle jak mu się wydawało, dostarczą sobie trochę komplementów, porozmawiają o tym co w trawie czy biznesach piszczy. O ile obaj w tej trawie nie wylądują, bynajmniej przez przypadek, krzyżując nie tyle różdżki, co potężne, samcze ego.
- Wiem, mam się zachowywać. – powiedział po cichu do Geraldine, już poza zasięgiem Borgina. A niech mu uszy zwiędną!
Zajęty słowną szermierką z Loganem, dopiero po chwili, kiedy Geraldine zaczęła ich przedstawiać, zwrócił swoją uwagę na Seraphinę. Patrząc na jej kreację zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że on sam popełnił wielką gafę i będzie mu za to szło przypłacić pastowanymi lakierkami.
- Bardzo mi miło. – zwrócił się do kobiety, pozwalając jej wybrać sposób przywitania. Po balu Longbottomów zdecydował, że przez jakiś czas wstrzyma się od niepotrzebnych uścisków. Szczęśliwie, suknia Seraphiny była, zdaje się, lepiej przygotowana na nieszczęśliwe wypadki niż ta Idy. Wypadki sensu stricte. Wolał tego zresztą nie próbować.
- Ach, tak. Logan Borgin. – kiwał głową przez dobre kilka sekund, z tym tytanicznie aktorskim wyrazem twarzy, który przypisać można jedynie aktorzynom drewnianym. Nie ukrywał niechęci, mimo że uśmiech kręcił mu się gdzieś w kącikach obu ust. I skłamałby, gdyby powiedział, że sytuacja go nie bawi. Razem z rozbawieniem był po prostu też zirytowany. – Wiele o tobie słyszałem. – Gówno prawda. A nawet jak słyszał, to nazwisko „Borgin” wypowiedziane przez kogokolwiek, choćby Geraldine, upośledzało jego ośrodek słuchowy niemal natychmiastowo. Nie od dziś wiadomo, że Fletcherowie i Borginowie za sobą nie przepadali. Theseus i Logan byli tego żywymi przykładami. A przecież dopiero co się poznali. Oficjalnie.
- Dziękuję za troskę. – rzucił, jakże uprzejmie. – Rodzinne interesy mnie zatrzymały. – powiedział, a przecież wcale nie skłamał. Był to mały prztyczek w nos dla konkurencji. Fletcher wątpił jednak, że Borin jakkolwiek się tą wstawką przejmie. Postanowił jednak zachowywać swoją twarz przysłowiowego wesołego głupka.
Może nie będzie tak źle jak mu się wydawało, dostarczą sobie trochę komplementów, porozmawiają o tym co w trawie czy biznesach piszczy. O ile obaj w tej trawie nie wylądują, bynajmniej przez przypadek, krzyżując nie tyle różdżki, co potężne, samcze ego.
- Wiem, mam się zachowywać. – powiedział po cichu do Geraldine, już poza zasięgiem Borgina. A niech mu uszy zwiędną!