Philip gołym okiem widział, że w Laurencie coś pękło, stąd to wszystko. Łzy, podniesione głosy i próby ucieczki do morza. Z trudem łapany oddech. Wiszące pomiędzy nimi trudne pytania, które wymagały odpowiedzi. Na pewnym etapie każdego z związków przechodził przez podobną sytuację. Wszystkie tego typu układy nie miały narzuconej zasady odnośnie kłótni - ich braku. Wszystkie, których był częścią, kończyły się z hukiem. Temu, których ich łączył, zdawał się towarzyszyć opóźniony zapłon, który teraz zadziałał jak należy. Doszło do poważnej eksplozji i trzeba było ugasić pożar.
— Na to pytanie musisz odpowiedzieć już sobie sam. — Co z tego? Z jego pomocą Laurent mógł uwolnić się od tych dwóch jędz, jednak przez swoją służalczą postawę godną skrzata domowego zdołał pokrzyżować mu szyki i zdołał zapobiec utracie prominentnych klientek. Nie potrzebował go do tego aby zostać wdeptany w błoto. Jak na komendę kładł się pod butem takich osób, pozwalając im na to wszystko. W tamtym momencie stanowił jedyną osobę, która się za nim wstawiła. Bo tego nie zrobił nikt z zatrudnionych przez Laurenta pracowników. Jeśli ktoś nie dostrzegał w takich momentach jego starań to dostawał wyraźny sygnał, że lepiej unikać tego rodzaju zaangażowania. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Laurent do tego musiał sam dojść. Pomimo własnej gruboskórności, nie był z kamienia. Jego uwadze nie uchodziło to, że Laurent miał problemy ze złapaniem tchu, że znajduje się w kiepskim stanie.
— Jeśli chodzi o to... nie ma związku z Tobą... Ja się pogubiłem... Ty nic nie zrobiłeś. Przepraszam. — Nie sposób zaprzeczyć temu, że Laurent miał rację. Podczas tego rejsu zmieszał go z błotem i prawdopodobnie zrobił to teraz poprzez przyrównanie go do skrzata domowego. Istniało wiele powodów, dla których zachowywał się w ten sposób i wszystkie z nich miały swoje odzwierciedlenie w jego przeszłości. Nie było sensu doszukiwać się winy albo niewinności Laurenta. Nie istniało żadne usprawiedliwienie na to, czego się dopuszczał. Nigdy nie przepraszaj. Ta zasada nie znalazła tu zastosowania.
Czemu nigdy nie myślisz o tym, jak ktoś się może poczuć?! Na to pytanie również nie było dobrej odpowiedzi. Jest egoistą. Nie udawał, jak większość ludzi. Czyniło to jego życie z pozoru łatwiejsze. Ludzie traktowali go inaczej, ponieważ był popularny i bogaty. Patrzyli na niego przez pryzmat jego spektakularnej kariery sportowej i korzyści, które mogli od niego uzyskać. Nie pytali go jak się czuje i co u niego słychać. Swoich prawdziwych przyjaciół mógł policzyć na palcach jednej ręki.
— Ludzie traktują mnie inaczej, patrzą na mnie przez pryzmat mojej kariery sportowej i korzyści, które mogą odnieść poprzez znajomość ze mną. To, kto jak się czuje nie miało znaczenia. — Wypowiadając te słowa, nie oczekiwał że Laurent postawi się w jego sytuacji, że zrozumie, co skłoniło go do kierowania się tym w życiu. Nie było to usprawiedliwianie się. Nie mógł umieścić Laurenta w pierwszej lub drugiej grupie ludzi, którymi się otaczał. Był gdzieś pomiędzy.
— Powiedz mi. — Postanowił zrobić coś, co może nie było właściwie pod wieloma względami. Podszedł powoli do młodszego mężczyzny, stając przed nim i ułożył dłonie na jego ramionach. Nie użył do tego siły, więc Laurent mógł łatwo się wyswobodzić i wybrać ucieczkę do morza. Mógł pozostawić go z domysłami, zamiast powiedzieć mu wszystko.