03.09.2023, 16:33 ✶
Kapłanka zmierzyła ją wzrokiem, nie gubiąc zaciekawienia błądzącego po spokojnym spojrzeniu. Większość osób odwiedzających kowen w sprawach pilnych podawała konkretne imię: Isobell, ona bowiem trzymała to wszystko w ryzach, ona była główną powierniczką sekretów Matki, osobą stojącą za próbą wypełniania przez kowen woli boskiej. Sarah była w tej historii tylko dziwaczką, nawet mimo drzemiącej w niej mądrości - drobna, smutna, stojąca w tle rozgrywających się wokół wydarzeń, z jakąś iskrą błyszczącą w srebrnych od choroby tęczówkach, zwykle stała w półmroku i obserwowała. Dzisiaj wyszła temu naprzeciw.
- Jestem jednym z głosów tego miejsca - zaczęła, nie zmieniając pozycji. Wciąż stała lekko odchylona do tyłu, z ręką wspartą o biodro, z popielatymi włosami opadającymi na gołe ramiona i suknię z lejącego się materiału, w której (nie bez przypadku i celowości w tym jak się ubierała), przywodziła na myśl lekkość materiałów, które zostały wykute w kamieniu ręką najwspanialszych włoskich mistrzów.
- Wywoływaczką duchów - dodała, przesuwając się w stronę jednego z pobocznych pomieszczeń. Oczywiście nie tego, w którym znajdowała się Agatha. - Podąż za mną, Victorio. - Czy powinny się sobie przedstawiać? Macmillan nie znała dobrej odpowiedzi na to pytanie. Sprawy formalne nie były jej mocną stroną ani za czasów nauki w Hogwarcie, ani podczas nauk kapłańskich, ani dzisiaj, kiedy pełniła tutaj funkcję spirytysty. Młodszego spirytysty. Ale z jakiegoś powodu czuła, że te wszystkie dni poszukiwania odpowiedzi dla Atreusa... Chyba mogła założyć, że Lestrange przyszła tutaj z podobnymi pytaniami? A jak nie, co złego się stanie, jeżeli będzie musiała odesłać ją do arcykapłanki?
Pstryknięciem palców otworzyła ciężkie drzwi, które rozsunęły się z głośnym dźwiękiem ocierania o marmurową posadzkę. Sarah weszła do pomieszczenia pierwsza, z ukojeniem zmieniając chłód kamienia, który czuła do tej pory bosymi stopami, na ciemnoszare panele sali wywołań. W jej centrum znajdował się niski stół, przy którym nie stało żadne krzesło - zamiast nich kapłani rozłożyli cztery poduszki. Ozdobiona rzeźbami, kadzielnicą i świecami sala nie posiadała żadnych okien, ale stojący mniej-więcej na jej środku, posrebrzany kandelabr i zaklęty w nocne niebo sufit produkowały wystarczającą ilość światła, aby móc tutaj swobodnie czytać.
Macmillan usiadła tak, aby nie być odwróconą bokiem ani plecami do drzwi, które same zamknęły się za Victorią.
- Jestem jednym z głosów tego miejsca - zaczęła, nie zmieniając pozycji. Wciąż stała lekko odchylona do tyłu, z ręką wspartą o biodro, z popielatymi włosami opadającymi na gołe ramiona i suknię z lejącego się materiału, w której (nie bez przypadku i celowości w tym jak się ubierała), przywodziła na myśl lekkość materiałów, które zostały wykute w kamieniu ręką najwspanialszych włoskich mistrzów.
- Wywoływaczką duchów - dodała, przesuwając się w stronę jednego z pobocznych pomieszczeń. Oczywiście nie tego, w którym znajdowała się Agatha. - Podąż za mną, Victorio. - Czy powinny się sobie przedstawiać? Macmillan nie znała dobrej odpowiedzi na to pytanie. Sprawy formalne nie były jej mocną stroną ani za czasów nauki w Hogwarcie, ani podczas nauk kapłańskich, ani dzisiaj, kiedy pełniła tutaj funkcję spirytysty. Młodszego spirytysty. Ale z jakiegoś powodu czuła, że te wszystkie dni poszukiwania odpowiedzi dla Atreusa... Chyba mogła założyć, że Lestrange przyszła tutaj z podobnymi pytaniami? A jak nie, co złego się stanie, jeżeli będzie musiała odesłać ją do arcykapłanki?
Pstryknięciem palców otworzyła ciężkie drzwi, które rozsunęły się z głośnym dźwiękiem ocierania o marmurową posadzkę. Sarah weszła do pomieszczenia pierwsza, z ukojeniem zmieniając chłód kamienia, który czuła do tej pory bosymi stopami, na ciemnoszare panele sali wywołań. W jej centrum znajdował się niski stół, przy którym nie stało żadne krzesło - zamiast nich kapłani rozłożyli cztery poduszki. Ozdobiona rzeźbami, kadzielnicą i świecami sala nie posiadała żadnych okien, ale stojący mniej-więcej na jej środku, posrebrzany kandelabr i zaklęty w nocne niebo sufit produkowały wystarczającą ilość światła, aby móc tutaj swobodnie czytać.
Macmillan usiadła tak, aby nie być odwróconą bokiem ani plecami do drzwi, które same zamknęły się za Victorią.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.