Avelina lubiła patrzeć na to jak Augustus się dobrze ubierał, jak przykładał dużą wagę do swojego wyglądu. Nawet jak w szkole był zadziornym chłopaczkiem zawsze dobrze wyglądał. Lubiła na niego spoglądać i myśleć o tym, co zmieniło się w jego ubiorze, stylu, czymś, co sprawiłoby, że dziewczyna poczułaby ten przyjemny ucisk w podbrzuszu na jego widok. Nawet ten jego wąs był przyjemny w oglądaniu, taki odważny. Sama chciała zrobić sobie grzywkę, ale zrezygnowała z tego pomysłu, bo zakryłaby sobie oczy i stała jeszcze bardziej niewidzialna, a chciała przecież zabłysnąć, chciała otworzyć swój biznes, stać się kimś nowym. Rookwood był właśnie osobą, która zmusiła ją do zmian.
Gdy spojrzał na nią Avelina poczuła przyjemny dreszcz na karku. Chciała, aby na nią patrzył, bo to było miłe, bo to było coś, co sprawiało, że w szkole czuła się wyjątkowo. W końcu wybrał ją jako swoją przyjaciółkę spośród wielu innych osób. Teraz wrócił do niej, a ona miała nadzieje, że już nigdy jej nie porzuci. Nawet jeśli jej serce będzie przy każdym spotkaniu usychać i pękać, nawet jeśli będzie się uśmiechać, a w domu płakać z powodu tęsknoty za nim. Nie chciała go znowu stracić, nie chciała stracić jedynej osoby, przy której potrafiła być tak niemiła, przy której jej cięty język wchodził na wyższy poziom. To dzięki niemu była teraz jednym z lepszych eliksirowarów w Londynie, to on zmusił ją swoim brakiem wiary w jej umiejętności do pracowania nad nimi. To on sprawił, że nie poddała się, gdy ćwiczyła animagię.
Gdy jej odpowiedział zasłoniła usta z cichym śmiechem. Czasami bawiło ją to jak próbował być poważny nawet w sytuacjach, gdy nie musiał. W końcu mógł się rozluźnić, nie było tu jego siostry, żony, ani wymagającego ojca. Była ona. Mógł wypuścić swojego demona i pozwolić mu polatać, mógł się rozluźnić i odczepić tą deskę z gwoździami przytwierdzoną do jego kręgosłupa. Mógł być po prostu Augustusem Rookwoodem, którego poznała w opuszczonej łazience dziewcząt. Pokazać jak manipuluje, flirtuje, jak działa jej na nerwy i wyciąga z niej to co najlepsze i najgorsze jednocześnie, jak lepi z tego tą małą zadziorną Avelinę Paxton.
Gdy poczuła jego usta na swoim policzku poczuła jak robi się czerwony, jak robi jej się ciepło, jak w brzuchu przewraca się stado buchorożców biegnących w stronę tacy z ciastkami owsianymi, a w jej głowie pojawił się ten pocałunek, który zwalił ją z nóg. Poczucie zdrady wróciło do niej podwójnie, ale nie dała tego po sobie poznać. Miała zacząć z nim od nowa, mieli zbudować podwaliny pod swoją przyjaźń, a potem powoli budować to w górę i nie pójść z tym za bardzo w bok w kierunku innego uczucia, innej relacji, które stała tuż obok.
– Tak, pociągiem. I nie wiem dokąd cię zabieram – sprostowała z szerokim uśmiechem. Złapała jego dłoń ciągnąc go w kierunku miejsca, gdzie mogli kupić bilety na pociąg. Rzuciła przypadkową sumę pieniędzy na ladę w okienku, uśmiechnęła się przyjemnie do kobiety i powiedziała jej, że chce bilet na najbliższy pociąg w jakąkolwiek stronę, do jakiegokolwiek miasta, która jest możliwa za te pieniądze. Po chwili miała w ręce bilety. Odwróciła się do Augustusa. – Musimy iść na peron pierwszy tor drugi, odjazd mamy za trzy minuty, więc musimy się pośpieszyć – odpowiedziała patrząc na niego z ciekawością, czy się na to zgodzi. Potrzebne były zmiany, a lato to idealny moment.