03.09.2023, 22:05 ✶
- Nie pachnie dobrze i nie czyści się dobrze. Chwała, że mamy od tego magię i skrzaty domowe - stwierdziłem zadowolony, bo nie wyobrażałem sobie ręcznego czyszczenia kociołka po tym całym warzeniu. Graniczyłoby to z cudem. - Gdybym zrobił ci ogromną świeczkę, to czekałbyś kilka dni na zdjęcie klątwy, bo zapewne będziecie całą spalać albo jej większość. Dodaje się barwniki, bo moc jest w kolorach i ich pochodzeniu. Reszta to tylko dodatki do wyglądu, ale tu nie dodawałem. Ach, i zaklęcie na koniec dla nadania jej specjalnych właściwości - przyznałem, po czym się nieco zmieszałem. Właśnie mówiłem Saurielowi o uroczym przyozdabianiu świeczek by były śliczniaste. Cóż, małżonka i siostra doceniały mój kunszt. Dobra, może tego nie wyłapie spośród moich słów.
Szczególnie że wszystko było dla niego żartem. Nawet rozmiar świeczek! Był po prostu niesamowity z tym swoim obyciem. Egzeplarz wampirzego czarodzieja godny opisania w jakiejś komedyjce.
Zostawiłem świece na swoim miejscu, sprawdzając dla pewności jeszcze raz, czy wszystko aby na pewno gra. Zabrałem swoją różdżkę i wróciłem do biurka, do Sauriela i naszych ciekawych pogadanek o wszystkim, niczym oraz o cięciu się na żywca, a co!
- Ok, to jutro z rana śmiało wbij do mojego gabinetu i je zabierz. Ja o świcie zaczynam pracę, więc mnie nie będzie - przyznałem, zapisując sobie w głowie jedynie to, by nad ranem zwieńczyć dzieło zaklęciem i zapakować je dla Sauriela w taki sposób by ich od razu nie zniszczył. Nie musiałem na niego patrzeć - choć właśnie patrzyłem - by stwierdzić, że podobny scenariusz może się wydarzyć. Zapewne zarwałbym noc, by zrobić mu jeszcze dwie zapasowe, ale niestety skończył mi się barwnik, a zdobycie go w godzinę zapewne byłoby dosyć trudne. Cóż, wierzyłem, że w tak ważnej sprawie poradzi sobie bez komplikacji. Oby mnie nie zawiódł.
- Powodzenia życzę. Będzie dobrze - stwierdziłem, wznosząc szklankę w górę. Zaproponowałem toast za niego i za jego partnerkę. Upiłem nieco whisky i odstawiłem szklankę na biurko. Nie sądziłem, że przyjdzie mi przyzwyczaić się do jej podłego smaku, a tu patrzcie. Lata praktyki w piciu. - Mówiłeś, że ludzie przestają cię lubić...? Ktoś się odkolegował odkąd masz parcie na krew? - zapytałem może aż nazbyt bezpośrednio, za co się ugryzłem z opóźnieniem w język, ale byłem ciekaw. Już dawno nie mieliśmy okazji pogadać od serca.
Szczególnie że wszystko było dla niego żartem. Nawet rozmiar świeczek! Był po prostu niesamowity z tym swoim obyciem. Egzeplarz wampirzego czarodzieja godny opisania w jakiejś komedyjce.
Zostawiłem świece na swoim miejscu, sprawdzając dla pewności jeszcze raz, czy wszystko aby na pewno gra. Zabrałem swoją różdżkę i wróciłem do biurka, do Sauriela i naszych ciekawych pogadanek o wszystkim, niczym oraz o cięciu się na żywca, a co!
- Ok, to jutro z rana śmiało wbij do mojego gabinetu i je zabierz. Ja o świcie zaczynam pracę, więc mnie nie będzie - przyznałem, zapisując sobie w głowie jedynie to, by nad ranem zwieńczyć dzieło zaklęciem i zapakować je dla Sauriela w taki sposób by ich od razu nie zniszczył. Nie musiałem na niego patrzeć - choć właśnie patrzyłem - by stwierdzić, że podobny scenariusz może się wydarzyć. Zapewne zarwałbym noc, by zrobić mu jeszcze dwie zapasowe, ale niestety skończył mi się barwnik, a zdobycie go w godzinę zapewne byłoby dosyć trudne. Cóż, wierzyłem, że w tak ważnej sprawie poradzi sobie bez komplikacji. Oby mnie nie zawiódł.
- Powodzenia życzę. Będzie dobrze - stwierdziłem, wznosząc szklankę w górę. Zaproponowałem toast za niego i za jego partnerkę. Upiłem nieco whisky i odstawiłem szklankę na biurko. Nie sądziłem, że przyjdzie mi przyzwyczaić się do jej podłego smaku, a tu patrzcie. Lata praktyki w piciu. - Mówiłeś, że ludzie przestają cię lubić...? Ktoś się odkolegował odkąd masz parcie na krew? - zapytałem może aż nazbyt bezpośrednio, za co się ugryzłem z opóźnieniem w język, ale byłem ciekaw. Już dawno nie mieliśmy okazji pogadać od serca.