03.09.2023, 22:20 ✶
Cathal nie zauważył ducha. Wciąż pozostawał skupiony na swojej dłoni, którą bez protestów podał Crouchównie. Trudno było powiedzieć, czy uwierzył w jej zapewnienia o tym, że ręka do wieczora uschnie i sama odpadnie, ale kiedy Crouchówna skończyła, zmrużył lekko swoje jasne oczy.
– Aletheo Crouch – zwrócił się do niej z pewną powagą, chociaż pełnego imienia Lety używał bardzo rzadko. – Przyjdzie dzień, gdy cię zamorduję i jestem pewny, że każdy sąd mnie wtedy uniewinni. Ale dziękuję za złamanie klątwy – poinformował, po czym podniósł się, poruszając palcami. Wciąż zdawały się nieprzyjemnie sztywne. Nie przeszkodziło mu to jednak w wejściu do pracowni, po której od razu zaczął się rozglądać. I tego miejsca czas nie oszczędził – księgi (a może notatniki?) i zwoje, stojące niegdyś na jednej z półek, nie nadawały się już niemal do niczego. Nie sięgał po nie na razie, nie chcąc uszkodzić ich jeszcze bardziej, gdyby któreś przetrwały w lepszym stanie. Na jednej ze ścian wisiał obraz: pusty. On przyciągnął spojrzenie Cathala na dłużej, nikt jednak nie pojawił się w ramie. Po podłodze poniewierała się kamienna myślodsiewnia i tę Shafiq podniósł z pewnym zaciekawieniem, zdrową ręką.
– Być może gdzieś tu będą fiolki z wspomnieniami – mruknął, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Ulysses tymczasem, przyglądając się modelowi, zauważył i drugi, poniewierający się pod stołem. W tej chwili nie mógł mieć absolutnej pewności, ze względu na ich uszkodzenie, ale chyba miał odwzorowywać niebo nad wioską? Być może miało to jakieś głębsze znaczenie.
Duch ignorował Pandorę, chociaż ta upewniła się, że był podobny do posągów – ba, z jednym z nich był identyczny, jakby to on służył za modela. Wpatrywał się intensywnie w Sebastiana, czekając na odpowiedź… w końcu jednak wyblakł. Znikł.
Macmilla wciąż jednak czuł jego obecność i mógł być pewien: ta istota nawiedzała to miejsce od wielu lat i wątpliwe, aby znikła w najbliższym czasie. Być może zdoła porozumieć się z nią później?
– Zdaje się, że tutaj są jakieś schody – rzucił Shafiq, kiedy przeszedł na drugi koniec pomieszczenia, wciąż trzymając w ręku kamienną misę. Tam znajdowały się faktycznie schody, zakręcające się i wiodące gdzieś w górę. Cathal uniósł różdżkę, rzucając lumos, by dodać je do światła mechanizmu Pandory. – A na szczycie jest klapa. Być może to wyjście.
– Aletheo Crouch – zwrócił się do niej z pewną powagą, chociaż pełnego imienia Lety używał bardzo rzadko. – Przyjdzie dzień, gdy cię zamorduję i jestem pewny, że każdy sąd mnie wtedy uniewinni. Ale dziękuję za złamanie klątwy – poinformował, po czym podniósł się, poruszając palcami. Wciąż zdawały się nieprzyjemnie sztywne. Nie przeszkodziło mu to jednak w wejściu do pracowni, po której od razu zaczął się rozglądać. I tego miejsca czas nie oszczędził – księgi (a może notatniki?) i zwoje, stojące niegdyś na jednej z półek, nie nadawały się już niemal do niczego. Nie sięgał po nie na razie, nie chcąc uszkodzić ich jeszcze bardziej, gdyby któreś przetrwały w lepszym stanie. Na jednej ze ścian wisiał obraz: pusty. On przyciągnął spojrzenie Cathala na dłużej, nikt jednak nie pojawił się w ramie. Po podłodze poniewierała się kamienna myślodsiewnia i tę Shafiq podniósł z pewnym zaciekawieniem, zdrową ręką.
– Być może gdzieś tu będą fiolki z wspomnieniami – mruknął, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Ulysses tymczasem, przyglądając się modelowi, zauważył i drugi, poniewierający się pod stołem. W tej chwili nie mógł mieć absolutnej pewności, ze względu na ich uszkodzenie, ale chyba miał odwzorowywać niebo nad wioską? Być może miało to jakieś głębsze znaczenie.
Duch ignorował Pandorę, chociaż ta upewniła się, że był podobny do posągów – ba, z jednym z nich był identyczny, jakby to on służył za modela. Wpatrywał się intensywnie w Sebastiana, czekając na odpowiedź… w końcu jednak wyblakł. Znikł.
Macmilla wciąż jednak czuł jego obecność i mógł być pewien: ta istota nawiedzała to miejsce od wielu lat i wątpliwe, aby znikła w najbliższym czasie. Być może zdoła porozumieć się z nią później?
– Zdaje się, że tutaj są jakieś schody – rzucił Shafiq, kiedy przeszedł na drugi koniec pomieszczenia, wciąż trzymając w ręku kamienną misę. Tam znajdowały się faktycznie schody, zakręcające się i wiodące gdzieś w górę. Cathal uniósł różdżkę, rzucając lumos, by dodać je do światła mechanizmu Pandory. – A na szczycie jest klapa. Być może to wyjście.