Pod wpływem tak skrajnych emocji ludzie mówią to, co myślą. Przynajmniej tak myślał do tej pory na podstawie swoich doświadczeń (mówienie tego, co myśli w wielu sytuacjach przychodziło mu łatwo... choć potrafił omijać niewygodne dla siebie kwestie; w tym był wręcz mistrzem) i własnych obserwacji poczynionych w swoich kręgach. Miło zostać docenionym, kiedy starało się zrobić coś dobrego samemu z siebie zamiast pod publiczkę. Przynajmniej na moment. Pozwolił sobie na przelotny uśmiech.
— Spełniłem swoją wewnętrzną potrzebę kłótni. — Wypowiadając te właśnie słowa nie chciał przypomnieć Laurentowi, że to właśnie powiedział do niego. To było dla niego nowe i dlatego wolał odwrócić trochę kota ogonem od tego, że ten blondyn miał rację co do niego w tej sprawie. — Nie napisałeś mi o tym. Było minęło. — Co prawda nic się nie układało w ostatnim czasie i pozostawał za bardzo skupiony na siebie, ale też Laurent nie wysłał mu nawet sowy z krótkim listem. Wzruszył ramionami.
— To będziesz chłonąć to jak gąbką wodę. — Zdaniem Philipa bycie nastawionym na odbieranie tego wszystkiego od innych doprowadzi do tego, że po prostu się pęknie. Jeśli komuś to odpowiadało to należało to zaakceptować, ale on nie chciał tego dla siebie. W zupełności wystarczały mu jego własne emocje i potrzeby, własny ból, przywary i zalety. Nie brakowało mu blizn. To był przejaw zdrowego egoizmu, który jedynie został przez niego rozdmuchany.
W następnych chwilach z ust Laurenta padły słowa, pod którymi niemalże ugięły mu się nogi. Philip pozostawał świadom, że potrafił przyciągnąć do siebie ludzi, że do niego lgnęli z różnych powodów. Jeśli wierzyć słowom Laurenta to nie przyciągnęły go, co wszystkich innych. Nie posiadania przez niego sława ani nie pieniądze, tylko charakteryzująca go pewność siebie i siła oraz gwarantowane przez nie poczucie bezpieczeństwa. Jeśli w tamtej chwili stanął na niepewnym gruncie, tak teraz on się gwałtownie poruszył jakby miał się osunąć mu spod nóg. Wszystkie jego myśli w jednej chwili się rozbiegły i nie chciały wrócić na właściwe tory. W tym momencie powróciło wspomnienie ostatniej ich rozmowy na tym statku, uderzające w niego z impetem uderzającego o lodowiec Titanica. Przemknął nerwowo językiem po dolnej wardze. Przez te parę chwil dosłownie nie wiedział, co powiedzieć i o co zapytać. To dopiero klarowało się w jego głowie i docierało do właściwego miejsca, na koniec języka.
— Lubię... lubiłem twoje towarzystwo... to wszystko, o czym mówisz i to naprawdę było miłe... ale to zaprzeczenie tego na, co się umawialiśmy lata temu... jeśli chodzi o to na statku... — Wszystko to, co miało się tak wyklarować w jego głowie, opuściło jego usta w sposób daleki od pożądanego. Wszystko było ze sobą połączone, choć w bardzo skomplikowany sposób. Rozwiązał to po swojemu w najprostszy możliwy sposób, po prostu przecinając te splątane więzy z powodu własnych obaw odnośnie przyszłości i tego, co mogło się pojawić z jego strony pod wpływem zachodzących w jego życiu zmian. Bo zdawał sobie sprawę z tego przywiązania. Z biegiem czasu, w trakcie tego spóźnionego procesu dojrzewania, jego oczekiwania mogą wzrosnąć i mógł zacząć chcieć wszystkiego.
Nie było sensu zaprzeczać i dlatego skinął twierdząco głową. Po pierwszym udanym trafieniu w czuły punkt następowały zawsze kolejne i nie pomylił się. Nie przewidział jedynie tego, jak bardzo Laurent będzie w tym skuteczny. Jesteś lepszy nawet od mojego terapeuty, może powinieneś zmienić branżę? Zbiłbyś prawdziwą fortunę. Teraz to już potrzebował sobie usiąść na jednym z wyrastających na piasku kamieni, tak by nie upaść. Nie musiał odpowiadać. Zdradzały go napięte niczym struna plecy, wyostrzone rysy twarzy przy sporadycznie praktykowanym przez niego unikaniu kontaktu wzrokowego.
— Nie jest to dalekie od prawdy... przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie latałem już na pełnowymiarowej miotle. Chciałem tego. — Musiał przyznać, że Laurent nie był daleki od prawdy. Tutaj nie wszystko się zgadzało - Philip wprost uwielbiał latać na miotle i chciał zostać zawodnikiem Quidditcha. W tym również miał udział jego ojciec, który na pewnym etapie życia stanowił dla niego wzór do naśladowania. Ten sam człowiek niemalże sprawił, że porzuciłby podążanie tą drogą. Philip pragnął również sławy, którą ostatecznie zdobył. Ona miała to do siebie, że jej blask rzucał długie cienie.
Nie spodziewał się takiego wyznania. Wszystko to pogłębiało stan zagubienia, w którym się znajdował od dłuższego czasu. Nie zdarzało się aby coś takiego słyszał od swoich kochanków, z którymi dotąd nie łączyło go coś takiego i nie miało w tych relacjach znaczenia to, jakim jest człowiekiem. Nie za bardzo wiedział, co powiedzieć.
— Czy Ty kiedykolwiek chciałeś...? Chcesz powiedzieć, że...? Mam straszny mętlik w głowie... bo Cię lubię — Zadając te na wpół urwane pytania starał się odnieść do słów Laurenta. wskazujących na coś więcej, na oczekiwania Laurenta odnośnie ich znajomości i posiadane przez niego przeczucia co do zainteresowania kimś. Pomimo tego osobistego dramatu, w którym główną rolę grał on i Loretta, to nie o nią chodziło. Potrzebował zrozumieć kolejną rzecz, nawet jeśli to miało miejsce po tylu latach. Póki co Laurent widział w nim dobrego człowieka, ale może powinien widzieć w nim beznadziejny przypadek idioty.