Jeszcze dwa lata temu Yule spędzała w szkole, myślała o egzaminach i o tym, że za chwilę będzie musiała znaleźć sobie pracę, aby móc się utrzymać. Nie chciała być ciężarem dla swoich rodziców, więc za punkt honoru obrała cel znalezienia czegokolwiek, aby móc sobie kupić wszystko, co tylko chciała. Nawet utrzymanie mieszkania rodziców, które w większości ona zajmowała wzięła na siebie. Gdy skończyła rok temu szkołę nie wiedziała za bardzo, co chciała robić. Nie chciała pracować w szpitalach, czy lecznicach, nie chciała pracować w Ministerstwie, gdzie pchał się prawie każdy. Było tam zbyt dużo osób, potrzebowała zacisznego miejsca, gdzie mogłaby robić to co lubi z krótkimi kontaktami z ludźmi. Tak znalazła informacje o tym, że ktoś szuka do przyuczenia osoby na aptekę z eliksirami i lekami, bez zastanowienia zgłosiła się i po kilku dniach już pracowała.
W tym roku święta spędzała sama, ponieważ siedziała do późna w aptece warząc eliksiry. Szef powiedział, że nie musi, że sam to zrobi, ale on miał żonę i Avelina będąc samotną dwudziestolatką wolała, aby zajął się swoją drugą połówką, bo ona nie ma nic lepszego do pracy. Jej rodzice nie wrócili na święta, a Nora już dawno zaczęła świętowanie, więc nie chciała jej przeszkadzać spóźniając się. Wybrała się więc do Dziurawego Kotła na coś ciepłego, rozgrzewającego do picia i może jakąś drobną przekąskę, aby zabić głód w jej brzuchu. Usiadła przy barze obok bardzo ładnej osoby, nie kojarzyła jej, a jej uroda wręcz sprawiała, że Avelina nie mogła powstrzymać swojej ciekawości.
W jej głowie co jakiś czas pojawiał się Rookwood, szkolny przyjaciel, myślała o tym, co robił, jak sobie radził, jaką miał rodzinę. Tak bardzo chciała się z nim skontaktować, ale nie mogła. Musiała o nim zapomnieć. Przyżekła sobie, że nigdy nie odnowi tej przyjaźni, że nigdy nie wejdzie w tą relację, bo prędzej, czy później te uczucia, którymi go darzyła wrócą, a ona nie będzie w stanie się poddać. Pracoholizm był na to idealnym lekarstwem – bardzo szybko się o tym przekonała.
– Nobby Leach powinien gryźć piach! – usłyszała oburzony ton głosu mężczyzny siedzącego niedaleko nich. Avelina uznała to za bardzo odważne stwierdzenie, ale ludzie pod wpływem alkoholu mówili bardzo wiele rzeczy. Zamówiła dla siebie grzańca i tosta z jajkiem.
Zagryzła nerwowo wargę swoich pomalowanych na czerwono ust. Włosy miała niedbale spięte w koka nad karkiem, a ubrana była w wełniany, czerwony sweter z golfem pod szyję i ciepłe, sztruksowe spodnie, nogawki włożyła w ciężkie, zimowe buty, aby nie było jej zimno w łydki. Piło powoli swój ciepły trunek i zagryzała powoli tostem. Nie piła za często alkoholu, więc szybko zaczynał na nią działać. Kiedyś w szkole upiła się nawet kremowym piwem, a podobno to wyczyn.
– Straszne jak traktują teraz tego Ministra, prawda? – zagadnęła dziewczynę obok siebie. Czuła, że nie było to do niej podobne, ale grzaniec rozwiązał jej lekko ściśnięte gardło. Potrzebowała z kimś porozmawiać.