04.09.2023, 15:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2023, 23:49 przez Desmond Malfoy.)
Wzdrygnął się, gdy Severine przekroczyła barierę jego przestrzeni osobistej. Kobieta mogła poczuć, jak jego mięśnie sztywnieją pod wpływem jej dotyku. Wydał z siebie zduszone sapnięcie, starając się nie okazać tego, jak bardzo niekomfortowa była to dla niego sytuacja. Gdzieś pod bukietem drogich perfum prawniczki wyczuł w jej zapachu znajomą nutę, która w pierwszej chwili wywołała w nim cichą nostalgię, w drugiej - ukłucie wstydu. Cóż, Severine bez wątpienia była siostrą swojego brata.
- Dzi-dzień dobry - mruknął, pozwalając się pocałować.
Szybko przekroczył próg i z ulgą zdjął marynarkę, aby odwiesić ją w holu.
Zaskoczyły go następne słowa kobiety i potrzebował chwili, żeby je przetrawić. Czy on przechodził przez to wszystko tylko dlatego, że Severine chciała utrzeć nosa jakiejś przypadkowej mugolce? Sfrustrowała go myśl o tym i poczuł się wręcz poniżony. Jeszcze gdyby wykorzystała go w jakimś szczytnym celu, to byłby w stanie to przełknąć, lecz tutaj naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o odegranie się na czymś, co nawet nie miało na tyle rozwiniętego intelektu, żeby zasługiwać na miano człowieka. Powinien jednak spodziewać się po Severine podobnego zaangażowania płonne gierki towarzyskie, wszakże powszechnie wiadomym było, że kobiety po prostu nie mogą powstrzymać się od irracjonalnych działań prowokowanych przez histeryczne emocje, takie jak zazdrość i wstyd.
Przez dłuższą chwilę, tarł policzek chusteczką, którą podała mu prawniczka. Niezależnie od tego, jak mocno starał się usunąć ze swojej skóry ślad szminki, wciąż czuł na sobie jej gęste resztki.
- Dlaczego. Uh. Miałbym dotykać kobiety która. Nie jest moją. Żoną - odparł sucho, siadając na wskazanym przez Severine fotelu. Nie przestawał pocierać twarzy chusteczką, właściwie robił to tylko nachalniej. - Nie odurzam się. Ani. Nie. Potrzebuję pieniędzy mam ich wystarczająco zadziwia mnie jak. Bardzo. Niepochlebną opinię masz o mnie.
Milczał chwilę, patrząc, jak siostra Oleandra rozlewa wino. Upił niechętnie z wręczonego mu kieliszka i westchnął.
- Bardzo. Łagodny ten alkohol aż zapomniałem. Nie jestem przyzwyczajony czy masz coś mocniejszego - rzekł, następnie jednym sążnym łykiem zupełnie opróżnił cały kieliszek. - Moja sprawa to taka sprawa do opowiedzenia po kilku kolejkach ginu.
Właściwie wątpił, że kilka mu wystarczy. „Po co najmniej kilkunastu” brzmiało jednak dość niechlubnie, więc wolał to przemilczeć.
Spojrzał wtedy na wiszące nad kominkiem szable, którym przed momentem przyglądała się Severine. Wiedział, że subtelnie mu zagroziła, ale nieszczególnie się tym przejął. Myślami wciąż drążył temat swojego trudu i dyskomfortu, które przeżył na marne.
- Jeszcze jedno. Zanim zaczniemy - zagadnął raptownie, mrużąc oczy. - Jestem rozczarowany że to zrobiłaś. Nie powinnaś. Przecież to mugol. Jeśli. Cię drażni to można to zgnieść jak robaka.
Coś za coś, coś za coś, przysługa za przysługę. Spojrzał jej w oczy.
- Powiedz mi tylko słowo a cię wyręczę.
- Dzi-dzień dobry - mruknął, pozwalając się pocałować.
Szybko przekroczył próg i z ulgą zdjął marynarkę, aby odwiesić ją w holu.
Zaskoczyły go następne słowa kobiety i potrzebował chwili, żeby je przetrawić. Czy on przechodził przez to wszystko tylko dlatego, że Severine chciała utrzeć nosa jakiejś przypadkowej mugolce? Sfrustrowała go myśl o tym i poczuł się wręcz poniżony. Jeszcze gdyby wykorzystała go w jakimś szczytnym celu, to byłby w stanie to przełknąć, lecz tutaj naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o odegranie się na czymś, co nawet nie miało na tyle rozwiniętego intelektu, żeby zasługiwać na miano człowieka. Powinien jednak spodziewać się po Severine podobnego zaangażowania płonne gierki towarzyskie, wszakże powszechnie wiadomym było, że kobiety po prostu nie mogą powstrzymać się od irracjonalnych działań prowokowanych przez histeryczne emocje, takie jak zazdrość i wstyd.
Przez dłuższą chwilę, tarł policzek chusteczką, którą podała mu prawniczka. Niezależnie od tego, jak mocno starał się usunąć ze swojej skóry ślad szminki, wciąż czuł na sobie jej gęste resztki.
- Dlaczego. Uh. Miałbym dotykać kobiety która. Nie jest moją. Żoną - odparł sucho, siadając na wskazanym przez Severine fotelu. Nie przestawał pocierać twarzy chusteczką, właściwie robił to tylko nachalniej. - Nie odurzam się. Ani. Nie. Potrzebuję pieniędzy mam ich wystarczająco zadziwia mnie jak. Bardzo. Niepochlebną opinię masz o mnie.
Milczał chwilę, patrząc, jak siostra Oleandra rozlewa wino. Upił niechętnie z wręczonego mu kieliszka i westchnął.
- Bardzo. Łagodny ten alkohol aż zapomniałem. Nie jestem przyzwyczajony czy masz coś mocniejszego - rzekł, następnie jednym sążnym łykiem zupełnie opróżnił cały kieliszek. - Moja sprawa to taka sprawa do opowiedzenia po kilku kolejkach ginu.
Właściwie wątpił, że kilka mu wystarczy. „Po co najmniej kilkunastu” brzmiało jednak dość niechlubnie, więc wolał to przemilczeć.
Spojrzał wtedy na wiszące nad kominkiem szable, którym przed momentem przyglądała się Severine. Wiedział, że subtelnie mu zagroziła, ale nieszczególnie się tym przejął. Myślami wciąż drążył temat swojego trudu i dyskomfortu, które przeżył na marne.
- Jeszcze jedno. Zanim zaczniemy - zagadnął raptownie, mrużąc oczy. - Jestem rozczarowany że to zrobiłaś. Nie powinnaś. Przecież to mugol. Jeśli. Cię drażni to można to zgnieść jak robaka.
Coś za coś, coś za coś, przysługa za przysługę. Spojrzał jej w oczy.
- Powiedz mi tylko słowo a cię wyręczę.