04.09.2023, 19:26 ✶
Nie wierzyłem. Po prostu wzruszyła ramionami na moje pytanie. Wzruszyła ramionami! Miałem ochotę jej wlać w ten jędrny tyłek za to, jaka była niegrzeczna. Czyżby zapomniała, z kim miała do czynienia?! Cholera! Szczególnie że to nie było do niej podobne! Kompletnie się tego nie spodziewałem! Avelina Paxton, którą znałem, nie była w stanie czynić w swoim życiu tak irracjonalnych rzeczy, a jednak... Zbywała mnie i w dodatku ewidentnie kupiła bilety na ślepo. Jechaliśmy w pizdu.
Nie wierzyłem, w co daję się wciągnąć. Szedłem tuż za nią jak ten głupi, ale zapewne bardziej z tego względu, że nie zamierzałem puścić jej samej, puścić jej dłoni. Co to to nie! Ścisnąłem ją nawet nieco mocniej, byleby jej nie puścić. Choć to nie mieściło się w granicach zdrowego rozsądku, wręcz daleko od nich, jak najdalej.
Miała szczęście z tym, że moja dłoń spleciona z jej dłonią sprawiała, że czułem się nieco pewniej, cieplej, jakby na miejscu, choć właśnie pędziliśmy na odpowiedni peron, bo czas gonił. Resztę drogi pewnie biegliśmy, bo pociąg już czekał na stacji, kiedy znaleźliśmy odpowiednie miejsce na start naszej podróży. Nawet nie zdążyłem spojrzeć, gdzie zmierza, kiedy wpadliśmy na schody, drzwi już były zamykane. Ja tak nie podróżowałem, ja tak nie żyłem.
- Świetnie - odparłem nad wyraz ironicznie. Nie miałem w naturze by robić rzeczy na chybił trafił czy na ostatnią chwilę, czy i tak, i tak, i zdawało mi się, że Paxton też tak miała. Musiałem jednakże się mylić, bo ją ewidentnie bawił takich rozkład rzeczy. Odetchnąłem więc głęboko i poszedłem za nią by rozsiąść się w odpowiednim przedziale. Zająłem miejsce naprzeciwko Aveliny by również podziwiać widoki. Przy oknie też było lepsze światło do czytania.
Nie uszło mojej uwadze, że założyła nogę na nogę, jak gdyby umyślnie chciała mnie kusić. Założyłem, że sam sobie to dopowiadałem, gdyż Avelina jasno określiła, że nie interesuje ją nakłanianie mnie do zdradzenia żony. Częściowo byłem jej za to wdzięczny, częściowo żałowałem, że nie mogę zasnąć w jej objęciach i w nich się budzić. Ech, ale to były tylko marzenia ściętej głowy. Poza tym byłem na nią nieco zły. Gdybym wiedział, co sobie wymyśliła z tą podróżą, to zostałbym w domu albo pojechał sam.
- Możesz mi powiedzieć, co my najlepszego wyrabiamy? - zapytałem ją poniekąd przerażony, bo dziewczyna straciła na rozumie, skoro cieszyła się, że jedziemy do Manchesteru. I to z przesiadką w Sheffield. Kawał drogi. Na dodatek ostatecznie nie mieliśmy skończyć nad morzem, gdyż do morza z Manchesteru było jeszcze trochę... - Mieliśmy wylądować nad morzem, a w takim układzie spędzamy czas nad którąś z zasyfionych rzek Manchesteru albo w Manchesterze musimy zorganizować podróż do Liverpoolu, bo zdaje mi się, że z Manchesteru to właśnie tam będziemy mieć najszybszą drogę do morza... - stwierdziłem, zaczynając analizować sytuację, w której się znaleźliśmy. Było tyle wiosek niedaleko Londynu. Rybackich, nierybackich. Różnych! A my właśnie jechaliśmy przez całą Anglię żeby zobaczyć wodę! Nasze położenie wołało o pomstę do nieba.
- Chyba że wysiądziemy na najbliższej stacji i zawrócimy się w drugą stronę. Myślę, że to byłoby najbardziej rozważną opcją - odparłem, przyglądając się jej kolanom. Zamrugałem kilkakrotnie, kiedy do mnie to dotarło i uniosłem spojrzenie na twarz tej przebrzydłej dziewuchy. Dziś jej nie lubiliśmy. A fe! Robiła mi na przekór. Znowuż. Wstrętna, zarozumiała Krukonka.
Nie wierzyłem, w co daję się wciągnąć. Szedłem tuż za nią jak ten głupi, ale zapewne bardziej z tego względu, że nie zamierzałem puścić jej samej, puścić jej dłoni. Co to to nie! Ścisnąłem ją nawet nieco mocniej, byleby jej nie puścić. Choć to nie mieściło się w granicach zdrowego rozsądku, wręcz daleko od nich, jak najdalej.
Miała szczęście z tym, że moja dłoń spleciona z jej dłonią sprawiała, że czułem się nieco pewniej, cieplej, jakby na miejscu, choć właśnie pędziliśmy na odpowiedni peron, bo czas gonił. Resztę drogi pewnie biegliśmy, bo pociąg już czekał na stacji, kiedy znaleźliśmy odpowiednie miejsce na start naszej podróży. Nawet nie zdążyłem spojrzeć, gdzie zmierza, kiedy wpadliśmy na schody, drzwi już były zamykane. Ja tak nie podróżowałem, ja tak nie żyłem.
- Świetnie - odparłem nad wyraz ironicznie. Nie miałem w naturze by robić rzeczy na chybił trafił czy na ostatnią chwilę, czy i tak, i tak, i zdawało mi się, że Paxton też tak miała. Musiałem jednakże się mylić, bo ją ewidentnie bawił takich rozkład rzeczy. Odetchnąłem więc głęboko i poszedłem za nią by rozsiąść się w odpowiednim przedziale. Zająłem miejsce naprzeciwko Aveliny by również podziwiać widoki. Przy oknie też było lepsze światło do czytania.
Nie uszło mojej uwadze, że założyła nogę na nogę, jak gdyby umyślnie chciała mnie kusić. Założyłem, że sam sobie to dopowiadałem, gdyż Avelina jasno określiła, że nie interesuje ją nakłanianie mnie do zdradzenia żony. Częściowo byłem jej za to wdzięczny, częściowo żałowałem, że nie mogę zasnąć w jej objęciach i w nich się budzić. Ech, ale to były tylko marzenia ściętej głowy. Poza tym byłem na nią nieco zły. Gdybym wiedział, co sobie wymyśliła z tą podróżą, to zostałbym w domu albo pojechał sam.
- Możesz mi powiedzieć, co my najlepszego wyrabiamy? - zapytałem ją poniekąd przerażony, bo dziewczyna straciła na rozumie, skoro cieszyła się, że jedziemy do Manchesteru. I to z przesiadką w Sheffield. Kawał drogi. Na dodatek ostatecznie nie mieliśmy skończyć nad morzem, gdyż do morza z Manchesteru było jeszcze trochę... - Mieliśmy wylądować nad morzem, a w takim układzie spędzamy czas nad którąś z zasyfionych rzek Manchesteru albo w Manchesterze musimy zorganizować podróż do Liverpoolu, bo zdaje mi się, że z Manchesteru to właśnie tam będziemy mieć najszybszą drogę do morza... - stwierdziłem, zaczynając analizować sytuację, w której się znaleźliśmy. Było tyle wiosek niedaleko Londynu. Rybackich, nierybackich. Różnych! A my właśnie jechaliśmy przez całą Anglię żeby zobaczyć wodę! Nasze położenie wołało o pomstę do nieba.
- Chyba że wysiądziemy na najbliższej stacji i zawrócimy się w drugą stronę. Myślę, że to byłoby najbardziej rozważną opcją - odparłem, przyglądając się jej kolanom. Zamrugałem kilkakrotnie, kiedy do mnie to dotarło i uniosłem spojrzenie na twarz tej przebrzydłej dziewuchy. Dziś jej nie lubiliśmy. A fe! Robiła mi na przekór. Znowuż. Wstrętna, zarozumiała Krukonka.