04.09.2023, 20:12 ✶
Oczy mi się przymykały, kiedy otulałem ramionami Imogen w tej ciepłej wodzie, czując miękkość jej skóry, słuchając jej delikatnego głosu i wdychając te zapachy - wielobarwne, kwieciste, głównie różane. Mruknąłem z uznaniem na jej sukcesy zawodowe, zdając sobie sprawę z każdego jej mimowolnego odruchu, który budził mnie do życia i przede wszystkim do chęci baraszkowania. Moja dłoń mimowolnie znalazła drogę ku jej lewej piersi, którą delikatnie zacząłem masować.
- Narzuciła... - obruszyłem się, podnosząc gwałtownie głowę. W moim mniemaniu gazeta miała szczęście, że Imogen zdecydowała się dla nich pisać. Nie dość, że była czystej krwi, to miała za sobą wiele doświadczenia jako szlachetnie urodzenia. Wiedziała od podszewki, w jaki sposób godnie zajmować się domem, opiekować się dziećmi czy dyrygować skrzatami. Ba!, znajdowała jeszcze siłę by wieczorami - często też nocą - czekać na mnie, kiedy zasiadywałem się w gabinecie. - Bezczelna. Nie docenia, jaki skarb ma pod sobą, moja droga - odparłem do niej na pocieszenie, składając całusa tuż pod jej prawym uchem.
- Niestety, nie żyw nadziei w związku z ewentualnym małżeństwem Ulyssesa. Przyznam szczerze, że bliżej nam do trzeciego ślubu Vespery - odparłem, to drugie zdanie szepcząc jej do ucha. To wskazywało jednoznacznie na to, że to była tajemnica, której stałem się właścicielem. Właściwie, zastanawiało mnie, czy Vespera zdążyła się już podzielić z Imogen informacją o jej ciąży. Nie czułem się upoważniony do tego by robić to za nią, aczkolwiek zapewne zaraz, za drobną chwilę to zrobię, jeśli tylko Imogen pociągnie mnie za język. Jakby nie patrzeć, przyjaźniły się, więc nie uważałem tego za jakąś szczególną zdradę siostry bliźniaczki, szczególnie że niebawem wszyscy będą widzieć jej rosnący brzuch.
- Ulysses jest specyficzny, jak miałaś okazję się przekonać. Trochę dziwi mnie to, że Ojciec nie zaaranżował mu jeszcze żadnego małżeństwa. Nie wypada być tak długo kawalerem, szczególnie że jest dziedzicem rodu - pragnąłem zauważyć. Nieistotne, jakie obycie miał Ulysses, w jaki sposób podejmował decyzje, że był nad wyraz inteligentny. Żona to żona. Musiała być u jego boku prędzej czy później. Zdecydowanie lepiej prędzej, aniżeli później. Bycie w małżeństwie może nieco by go uziemiło, sprawiło, że byłby bardziej normalny, przestałby gonić za Merlin wie czym.
Cóż, przerwałem te rozmyślania, bo pewna kotka rozciągała się na mojej piersi. Musnąłem nosem jej rozpaloną szyję. Nie mogłem się powstrzymać, więc zacząłem ją obsypywać całusami. Wiedziałem, że Imogen to lubi. Robiła się jeszcze bardziej rozpalona, kochana, pożądana. Po tylu latach dosłownie bliskiej znajomości, chyba wiedzieliśmy o sobie wszystko. Niemal wszystko. Mój śmierciożerczy tatuaż zakrywało magiczne zaklęcie maskujące.
- Jesteś taka niesamowita, taka kusząca... - wymruczałem do jej szyi, gubiąc się z kolejnymi pocałunkami, wśród śladów po poprzednich. Skubnąłem jej skórę wargami, chcąc się nieco z nią podrażnić, dodać pikanterii, choć przecież jeszcze nie tak dawno, dosłownie chwilę temu myślałem coś... O czym ja myślałem? O tym, że... - Mam piękną, najpiękniejszą na świecie żonę - stwierdziłem z dumą, obejmując ją w pasie. Choć miałem ją za silną czarownicę, to kiedy tak ją obejmowałem, zdawałem sobie sprawę z tego, jaka była krucha, jaka drobna.
- Narzuciła... - obruszyłem się, podnosząc gwałtownie głowę. W moim mniemaniu gazeta miała szczęście, że Imogen zdecydowała się dla nich pisać. Nie dość, że była czystej krwi, to miała za sobą wiele doświadczenia jako szlachetnie urodzenia. Wiedziała od podszewki, w jaki sposób godnie zajmować się domem, opiekować się dziećmi czy dyrygować skrzatami. Ba!, znajdowała jeszcze siłę by wieczorami - często też nocą - czekać na mnie, kiedy zasiadywałem się w gabinecie. - Bezczelna. Nie docenia, jaki skarb ma pod sobą, moja droga - odparłem do niej na pocieszenie, składając całusa tuż pod jej prawym uchem.
- Niestety, nie żyw nadziei w związku z ewentualnym małżeństwem Ulyssesa. Przyznam szczerze, że bliżej nam do trzeciego ślubu Vespery - odparłem, to drugie zdanie szepcząc jej do ucha. To wskazywało jednoznacznie na to, że to była tajemnica, której stałem się właścicielem. Właściwie, zastanawiało mnie, czy Vespera zdążyła się już podzielić z Imogen informacją o jej ciąży. Nie czułem się upoważniony do tego by robić to za nią, aczkolwiek zapewne zaraz, za drobną chwilę to zrobię, jeśli tylko Imogen pociągnie mnie za język. Jakby nie patrzeć, przyjaźniły się, więc nie uważałem tego za jakąś szczególną zdradę siostry bliźniaczki, szczególnie że niebawem wszyscy będą widzieć jej rosnący brzuch.
- Ulysses jest specyficzny, jak miałaś okazję się przekonać. Trochę dziwi mnie to, że Ojciec nie zaaranżował mu jeszcze żadnego małżeństwa. Nie wypada być tak długo kawalerem, szczególnie że jest dziedzicem rodu - pragnąłem zauważyć. Nieistotne, jakie obycie miał Ulysses, w jaki sposób podejmował decyzje, że był nad wyraz inteligentny. Żona to żona. Musiała być u jego boku prędzej czy później. Zdecydowanie lepiej prędzej, aniżeli później. Bycie w małżeństwie może nieco by go uziemiło, sprawiło, że byłby bardziej normalny, przestałby gonić za Merlin wie czym.
Cóż, przerwałem te rozmyślania, bo pewna kotka rozciągała się na mojej piersi. Musnąłem nosem jej rozpaloną szyję. Nie mogłem się powstrzymać, więc zacząłem ją obsypywać całusami. Wiedziałem, że Imogen to lubi. Robiła się jeszcze bardziej rozpalona, kochana, pożądana. Po tylu latach dosłownie bliskiej znajomości, chyba wiedzieliśmy o sobie wszystko. Niemal wszystko. Mój śmierciożerczy tatuaż zakrywało magiczne zaklęcie maskujące.
- Jesteś taka niesamowita, taka kusząca... - wymruczałem do jej szyi, gubiąc się z kolejnymi pocałunkami, wśród śladów po poprzednich. Skubnąłem jej skórę wargami, chcąc się nieco z nią podrażnić, dodać pikanterii, choć przecież jeszcze nie tak dawno, dosłownie chwilę temu myślałem coś... O czym ja myślałem? O tym, że... - Mam piękną, najpiękniejszą na świecie żonę - stwierdziłem z dumą, obejmując ją w pasie. Choć miałem ją za silną czarownicę, to kiedy tak ją obejmowałem, zdawałem sobie sprawę z tego, jaka była krucha, jaka drobna.