• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek

[Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#7
04.09.2023, 23:26  ✶  
Teoretycznie, jego słowa miały trochę sensu, ale z drugiej strony, to przecież Stanley był dla niego ważniejszy, niż nazwisko. Traktował go i jak brata, i jak przyjaciela, a nawet, jak ojca, którego przecież mu zastępował. Co on niby by bez niego zrobił?
- Pomściłbym, a potem do Ciebie dołączył. Wielkie mi halo Stasiek, naprawdę. Jak sobie niby wyobrażasz, że miałbym bez Ciebie funkcjonować? Jestem trudnym przypadkiem! Nawet Brenna mnie nie chce, a jest, jaka jest. - bezradnie rozłożył ręce, wzruszając jednocześnie ramionami. Anthony w przeciwieństwie do niego, miał trochę inne priorytety i wizje własnej śmierci, został przecież wrzucony w role dziedzica trochę na siłę. Niby dar od losu, ale nie był o tym przekonany — bo mógł dostać wille z basenem, a nie perspektywę niańczenia ich wszystkich, kiedy ledwo radził sobie ze sobą. Nie był odpowiedni, ale takie było życie — pewna w nim była jedynie śmierć i ewentualnie podatki, ale przy nim chłody komornik mógł trochę majstrować. - Lepiej niech ten Merlin Cię nie karze.
Dodał jeszcze, chociaż pewność w głosie starszego Borgina mu schlebiała. Wiedział, że w niego wierzy i to była jedna z głównych energii napędowych jego codzienności. Starał się, bo Stanley tego oczekiwał. - Jak już zostanę głową rodu, to będą spotkania w trzy pary oczu, nie dwie. Proste. Zmienię to, bo będę mógł.
Oznajmił błyskotliwie, jakby to miał być jego pierwszy dekret, gdy dostanie pierścień i gabinet, pełen rodzinnych tajemnic. Oczywiście, że próbował tupać nóżka, lubił, gdy wszystko było tak, jak chciał. Był uparty, niezależny i reagował emocjonalnie, podobnie, jak jego magia, której niewykorzystany potencjał doprowadzał czasem do pękania żarówek lub innych ekscesów. Tylko bunt mu został, bo przecież całe kurwa życie miał ułożone. Radził sobie, jak mógł. Anthony kochał Stanleya tak po prostu, nie określał tego, jak ważny był dla niego — po prostu tak było i tyle. Zawsze mieli przekładać rodzinę nad związki — zdaniem dziadka, więc tutaj w przypadku Tośka nie było żadnego problemu. Miłość romantyczna była przereklamowana, nie wierzył w jej istnienie, liczyło się tylko zaspokojenie potrzeb i łechtanie własnego ego, taki smutny był właśnie ten świat.
- Tego się właśnie obawiam, że mi coś sami wybierzecie. - zauważył zgodnie z prawdą, odchylając głowę do tyłu i spoglądając na sufit. Żonę chciał sobie sam wybrać, kiedyś w końcu jakąś odpowiednią dziewczynę do tej roli znajdzie, nie potrzebował pomocy. Teraz chciał się bawić, poznawać różne typy kobiet, zanim będzie musiał być — o zgrozo — mężem. Prychnął, przenosząc spojrzenie na brata. Nie lubił, gdy ktoś mówił lekceważąco o Brennie, która była jego jedyną, wielką miłością przez kilka długich lat. Nadal miał do niej słabość, dbał o nią na swój pokrętny sposób i nie pozwoliłby, aby coś się jej stało. - To wyjątkowa Gryfonka. Jest tam na pewno przez przypadek, powinna być w Slytherinie. Było, minęło, ale Brenna to Brenna. Nie chciałbym, żeby spotkało ją coś złego, niezależnie, jak jest narwana.
Wiedział, że nie popierała konserwatywności, nawet lubiła szlamy, ale jej jednej już dawno jej to wybaczył. A czy on był taki wyjątkowy? Z pewnością, miał wysokie mniemanie o sobie.
Uśmiechnął się na toast, wypijając niemalże wszystko po zetknięciu się szkła, bo to były ważne rzeczy — no, dziedzic trochę mniej. Paliło, policzki mu się zarumieniły, odrobinę się skrzywił, ale zniósł to, jak prawdziwy mężczyzna. Fakt, że Stasiek się kumplował z chłopakami, był cholernie wygodny, mogli pić i chodzić na kobiety razem. Dobrze było mieć skrzydłowych.
Wywrócił oczami. Polityka go średnio interesowała, chociaż wiedział, że będzie musiał to zmienić. Wszak głowa rodziny musi być rozeznana na tej piekielnie nudnej i obrzydliwej scenie. No bo jak brudas mógł być wielkim Ministrem Magii? Żart godny Irytka. Zapalił papierosa, zaciągnął się, rozsiadł i słuchał. - Fakty o starym dinozaurze? To już chyba trochę nieaktualne.
Zauważył zaskoczony, bo przecież Nobby stawał się brzydką opowieścią, plamą na historii magii i Wielkiej Brytanii. Patrzył na brata, gdy ten mówił, co jakiś czas wypuszczając dym spomiędzy warg lub strzepując żar do przygotowanej przez gosposie popielniczki. Rozumiał, ale nie umiał się tym aż tak przejąć, bo przecież nie interesował się polityką, nawet jeśli ta szlama nadawała się tylko do wycierania podłogi. - Dlaczego się go nie pozbyli wcześniej, skoro wadził osobom na tak ważnych stanowiskach? Wuj Edward to przecież nie da sobie tak o, za nos wodzić.
Zapytał rzeczowo, sugerując od razu jakieś unieszkodliwienie lub nawet utylizację. Musiał być niewygodny, przynosił wstyd, a gdy Stasiek wspomniał o Mistrzostwach piłki nożnej czy innego gówna, Antek parsknął śmiechem i pokręcił głową, wrzucając peta do brudnego naczynka na środku stołu — za trzy punkty. - Ma facet ambicje. Zdobył władzę nad światem Czarodziejów, co robi? Załatwia medal brudasom w jakimś sporcie, który nijak ma się do naszego Quidditcha. Nigdy nie zrozumiem myślenia takich ludzi.
Zsunął buty, bezczelnie wywalając się na kanapie. Wyprostował nogi, oparł wygodnie głowę na ręku, a drugą dłonią upił trochę alkoholu ze szklanki, chociaż na leżąco nie było to łatwe. Zakołysał płynem w szkle, pozwalając, aby obił się o ścianki.
- Pijawki są podobno pożyteczne Stasiu, on chyba nie. Jak Leacha nie będzie, wuja przyjmą znów do pracy, po tym, jak się zwolnił?
Zapytał z ciekawością, bo członek rodziny Borgin interesował go w tym wszystkim najbardziej. Jego kuzyn za to wydawał się bardzo zaangażowany w sprawy polityczne.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3539), Stanley Andrew Borgin (2338)




Wiadomości w tym wątku
[Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Anthony Ian Borgin - 15.08.2023, 21:14
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Stanley Andrew Borgin - 16.08.2023, 18:34
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Anthony Ian Borgin - 16.08.2023, 20:38
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Stanley Andrew Borgin - 19.08.2023, 22:12
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Anthony Ian Borgin - 20.08.2023, 18:23
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Stanley Andrew Borgin - 22.08.2023, 01:03
RE: [Luty 1970, Londyn - Rezydencja Borginów] Sprawy ważne i ważniejsze| Staś & Tosiek - przez Anthony Ian Borgin - 04.09.2023, 23:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa