Tak właśnie było: Sauriel poznał Victorię nieco zbyt późno… Może inaczej mógłby uniknąć swojego losu. Może pewne rzeczy potoczyłyby się inaczej… Niestety życie to nie bajka i było właśnie tak, że poznali się już po fakcie. Ale nawet teraz Victoria o niego walczyła. Pomalutku. O jego duszę i człowieczeństwo. Tylko czy to nie była walka z góry skazana na porażkę? Tego nie mogła wiedzieć, wierzyła za to, że każdemu należy się odrobina światła, zwłaszcza komuś, kto zmuszony jest żyć w ciągłym mroku; tak dosłownie, jak w przenośni.
Ścisnęło jej się serce widząc, że młody jednorożec nie ma nawet siły ustać na swoich nogach. Kolejny ogłuszacz z pewnością by go oszołomił na dłużej, na szczęście zdążyła. Je tarcza pochłonęła zaklęcie, jednorożec znowu zarżał, a Victoria na krótko rzuciła na niego okiem. Klęczała przed nim, kolana utytłane w ziemi, ale nie miało to teraz żadnego znaczenia.
– Leż, maleńki – powiedziała cicho i już ponownie skupiała się na kierunku, z którego wcześniej wystrzeliło zaklęcie. Zobaczyła go. Mężczyznę. Ubranego tak, by jak najbardziej zlać się z tłem jaki robiły krzewy i drzewa Zakazanego Lasu. Jego zawahanie się kosztowało go tyle, że Brenna w tym czasie zdołała wyczarować więzy, które oplotły go ciasno, aż wywalił się jak długi. Zanim to jednak nastąpiło, Victoria spróbowała wytrącić mu z dłoni różdżkę za pomocą Expelliarmusa.
I wtedy usłyszała inne rżenie i ludzkie głosy.
– Szlag. Bren. Leć. Ja tu zostanę i… - i zamierzała przypilnować by mężczyzna w średnim wieku jednak nie wyrwie się z więzów. I że małemu jednorożcowi nic nie jest. Zerknęła na niego jeszcze raz, chcąc się upewnić, że nie był ranny. Że zaklęcie, którym oberwał nic mu nie zrobiło. Że gdy upadł, to się na nic nie nadział… Obserwowała źrebaka, starając się nie zrobić niczego, co go jeszcze bardziej przestraszy. Chciała przypilnować, by nie wbiegł w las, skoro najwyraźniej kręcili się po nim ludzie mający naprawdę złe zamiary. Cholerny kłusownicy.
Translokacja:
Akcja nieudana
Akcja nieudana