Ze wszech miar… to nie było proste. Ta ich relacja. Wydawała się taką być, w końcu co tu było skomplikowanego – mieli robić to, co chcieli rodzice, a oni najwyraźniej mieli na to wszystko jakiś plan. Tylko już gdyby ich wymazać, to widać było te skomplikowane, oplatające ich nici. Tak, to był wampir. Ich wspólne życie nie mogło być normalne, ale z drugiej strony czarodzieje byli tak różni i tak dziwaczni, że wśród nich trudno było znaleźć kogoś wiodącego to życie "normalnie". I przy staraniu z obu stron… cóż, jakiś poziom normalności można było osiągnąć. Tak, to nie oni sami się zaręczyli, tylko ich do tego zmuszono w ten czy inny sposób. Ale do przywiązania czy innych uczuć… nikt ich przecież już nie zmuszał. No prawie. Było jeszcze to dziwne coś, które pozwalało wyczuć ich wzajemne zagrożenie… i że względem drugiej osoby robią coś, co niekoniecznie… niekoniecznie im się podobało. Tylko że to, że Sauriel był wampirem, zupełnie Victorii nie przeszkadzało. Ot, taki był po prostu fakt. Tak, potrzebowała trochę czasu, żeby tę myśl przeprocesować, przetrawić. I nadal jeszcze nie potrafiła określić jak czuje się z tym, że nie będą mogli mieć dzieci. Bo nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy sama by je chciała. Wbijano jej do głowy, że taki jest jej obowiązek, i takie są wobec niej oczekiwania… ale najwyraźniej się to zmieniło. A ona została z poczuciem, że sama nie wie tyle rzeczy o sobie samej.
- No może… poszukam jeszcze sama na własną rękę – nie chciała angażować w to matki. Chociaż może źle ją oceniała. Ostatecznie atakiem we śnie na córkę się przejęła i nie zostawiła sprawy samej sobie.
Misiek. Ależ to było do bólu słodkie, aż się do Sauriela uśmiechnęła, już całkowicie abstrahując od słów jakie powiedział później. Martwił się, widziała to. Zależało mu, czuła to. Mógł być nieokrzesanym gburem i rzucać te swoje świńskie żarty, ale w jakiś sposób była mi bliska i nie chciał, by stało jej się coś złego. I… to chyba było najbardziej czułe określenie, jakie do niej powiedział. Nie była tylko pewna na ile świadome.
- Przecież cały czas się tym zajmuję – cały miesiąc. Biblioteka, lekarze, Departament Tajemnic, kowen, seans… Szukała odpowiedzi gdzie mogła. Tylko pora była się pogodzić z tym, że mogła tych odpowiedzi nie znaleźć, bo zwyczajnie ich nie było, a to co się dowiedziała to już chyba wszystko ile mogła. Chyba będzie musiała się spotkać z pozostałą trójką… - Mmm, ale obraziłeś – dodała i uniosła wyżej brwi, odrobinę rozbawiona, że Sauriel tak się pogubił w swoich słowach że musiał dodać, że wcale nie próbuje jej obrazić. - Ma na imię Brenna – dodała dla przypomnienia. - Wiem. Dziękuję… myślę że najpewniejszym kierunkiem jest Cynthia. Ona studiowała w Ameryce, tam nie mają takiego zaściankowego podejścia do nekromancji – najłatwiej było wrzucić cały dział magii do wora o nazwie "zakazane", nie przejmując się tym, że istniały zaklęcia i metody niosące mnóstwo dobrego. Jak Patronus.
Uniosła rękę, by złapać za dłoń, którą Sauriel trzymał na jej policzku, a do której ona się przytuliła. Nie po to, by ją ściągnąć, a przytrzymać w miejscu. Ich kontakt fizyczny… prawie nigdy nie był tak bliski jak teraz. Tak, Sauriel nie wydawał się być nadmiernie podekscytowany czy zdziwiony… ale nie spodziewała się, że będzie. Po pierwsze już o tym rozmawiali, pierwsze emocje wylały się tam, teraz ledwie potwierdzała tę dość śmiałą myśl, która wtedy w niej zakiełkowała. Zastanawiała się, czy mu powiedzieć… ale nie było sensu tego ukrywać, bo Sauriel widział jej wspomnienie. Czuł je na własnej skórze. I nie był głupi, wręcz przeciwnie. Prędzej czy później pokojarzylby fakty i utwierdziłby w tym, może byłby zły, że nic sama nie powiedziała.
- Zapytałam o to, nawet dwa razy. Odpowiedź babci nie była zbyt długa, Laurent miał mało czasu i ona to chyba wyczuwała. Dla mnie to brzmiało jak zamysł, nie jak pełne rozwiązanie, może tego też dokładnie nie pamietała… – może to też jej zabrała. - Ale powiem ci co powiedziała. "Jesteśmy głodni, bo przestaliśmy żyć, musimy żywić się tymi, którzy żyją, żeby wciąż być na tym świecie, musimy kraść. Jeżeli ukradniemy wystarczająco, wrócimy do egzystencji, w której nie czujemy wiecznego głodu".