Nawet nie liczyła na to, że wszystko związane z jej obecnym stanem rozwiąże się w miesiąc. Że to będzie takie proste i szybkie. Przygotowywała się na całe miesiące… jeśli nie lata – gdy po pierwszych tygodniach trafiła tylko i wyłącznie na ślepe zaułki. Nie było sensu się oszukiwać. Stali się sensacją przecież nie bez powodu: weszli do Limbo i z niego wrócili. Dostęp do niego mieli tylko nieliczni i to nie w taki sposób, jak oni… który człowiek mógł się "pochwalić" takim osiągnięciem?
- W żadnego psa. To najprawdziwszy wilk – poprawiła go spokojnie. Może taki mieszczuch jak Sauriel, który guzik znał się na roślinach, równie mało wyznawał się na zwierzętach? W końcu pies i wilk to były dwie zupełnie różne sprawy. Z Brenny był żaden pies; chyba że właśnie obraźliwie nawiązać do jej zawodu. Sauriel wybronił się więc bardzo kiepsko – wręcz podwójnie ją obraził. Ale Victoria już wiedziała, że niecelowo, więc jakiś uśmieszek błąkał się jej po ustach. Wręcz musiała je zacisnąć, żeby nie było widać jaka jest ubawiona.
Nie trzymała go mocno, więc dłoń mógł cofnąć bez oporów. Przez moment nic się nie działo, jakby Sauriel dostał jakiegoś zwarcia na wieść o tym, co usłyszała od babci. A potem wstał. I zaczął… nerwowo krążyć po jej pokoju, zupełnie tak, jak i ona miała w zwyczaju, kiedy bardzo bardzo intensywnie nad czymś myślała i jednocześnie zaczynała się denerwować w pewnym sensie. Nie przerywała mu tego. Po prostu wodziła za nim wzrokiem w zupełnej ciszy, pozwalając, by spokojnie potentegował sobie w głowie te wieści – chociaż była pewna, że to ciągle będzie za mało czasu. Ona sama ciągle tego sobie wszystkiego nie ułożyła, a miała na to cały dzień. A on? To mogło zupełnie wywrócić do góry nogami jego życie, światopogląd…
- Sauriel – powiedziała miękko. - Nie musisz podejmować decyzji teraz. Tym bardziej, że to jest takie mgliste… – ale było możliwe, o tym była przekonana. Czy było trudne? Co robiło z daną osobą? Jej babcia potrafiła się o nią dalej martwić… Patrzyła na niego przez moment w ciszy. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, namawiać. Wolność polegała na tym, że mógł podjąć decyzję całkowicie sam, nikt nie musiał tego robić za niego – w przeciwieństwie do tego, co już miało miejsce. - Ale gdybyś się zdecydował – przerwała ciszę po chwili. Mówiła miękko, cicho, jej głos stworzony był do szeptu, barwa jej głosu nie była przesadnie wysoka. - To pamiętaj, że tym razem nie będziesz z tym sam.