Niepokazywanie czegoś nie oznaczało, że tego nie było. Potrafił zachowywać twarz, pokazywać innym to, co chciał aby widzieli. Pomimo tego, że wszystko to, co trafiło na listę rzeczy do zrobienia zamierzał spróbować zrealizować w ramach podjętego wyzwania, to nie znaczy, że to wszystko zakończy się powodzeniem. Zdawał sobie z tego sprawę.
— To mogłoby pomóc uporać Ci się z tym wszystkim, jak i napadami paniki... choć nie miałem na myśli Lecznicy Dusz. To państwowa klinika. Bardziej miałem na myśli prywatną praktykę. — Powiedział z cichym westchnięciem. Jego uwadze nie uszła ta dziwna mina, którą przybrał Laurent. Trochę speszona, trochę zmartwiona, trochę... wszystko. Lecznica Dusz wydawała się pierwszą myślą, jeśli chodziło o leczenie tego typu przypadłości, jednak jego zdaniem to było miejsce dla znacznie poważniejszych przypadków. W końcu to był czarodziejski odpowiednik mugolskich szpitali psychiatrycznych.
Jako osoba szeroko rozpoznawalna Philip nie mógł pozwolić sobie na nawet krótkotrwały pobyt w takich miejscach. Czarodziejskie media zawsze węszą za sensacją, a taką niewątpliwie byłby celebryta korzystający z usług takiego miejsca, jakim była Lecznica Dusz. Dlatego uczęszczanie na prywatne wizyty u specjalisty zajmującego się tym, co ciążyło na duszy stanowiło jedyną słuszną opcję.
— Jaki ten świat jest mały. Nie umawialiśmy się na wyłączność ani na wykluczanie potencjalnych kochanków. — Philip skwitował słowa Laurenta z wyraźnym przekąsem, ze wzruszeniem ramion. Lekkie zawahanie w głosie młodszego mężczyzny powiedziało mu więcej, niż chciał wiedzieć o relacji swojego byłego kochanka z jego kuzynem: to, że ze sobą sypiają. Wiedział na co dokładnie się umawiali i w tym zobowiązaniu nie było klauzuli o dochowywaniu wierności ani o wykluczaniu pewnych osób z puli potencjalnych kochanków, jednak tak... to było niepoprawne przez jego relację z Laurentem i pokrewieństwo z Kaydenem. Jeszcze to mu się nie zdarzyło i prawdę mówiąc, wolał o tym nie wiedzieć, że kuzyn obracał jego byłego już kochanka.
— To akurat prawda. — Mruknął w odpowiedzi. Sam by wielu rzeczy nie robił, gdyby nie tyle był świadom konsekwencji swoich czynów, co starał się je przewidzieć. A to było coś, czego praktycznie nie robił. — Mnie też to cieszy. — Dodał w oczekiwaniu aż Laurent pozbiera swoje rzeczy. Pozostawało już tylko podpisać te dokumenty.
— Chętnie skorzystam z Twojego zaproszenia. Wyślę do Ciebie list, jeśli będę chciał Cię odwiedzić. — Powiedział z lekkim uśmiechem.
Dopełnienie wszystkich formalności zajęło im chwilę, podczas których wypili po filiżance kawy. Następnie Philip pożegnał się i opuścił włości Laurenta kierując się tradycyjnie na świstoklik.