07.09.2023, 20:48 ✶
Słynąłem z nieskromności, nieokiełznanej dumy rodowej, więc gdybym usłyszał choć odrobinę myśli Laurenta, że zjawiskowy zamek Prewettów mógłby być określony mianem sterty cegieł połączonej zaprawą, najpewniej bym padł na zawał trzykrotnie. Albo rozczuliłbym się, że najwyraźniej miał na myśli nie miejsce jako fizyczny budynek, nie czysty materializm, tylko osoby, które w nim przebywają, uczucia między nimi... Ach! Cóż, jeśli chodziło o moje dzieci i romanse, to miałem skłonności do romantyzmu, idealizmu i tych wszystkich optymistycznych perełek, za nic mając sobie realizm. Nie ukrywałem się z tym, ale również nadmiernie nie afiszowałem. Wolałem jednak być postrzegany jako nieprzejednany realista. Ale to na zewnątrz.
Kiedy tylko usłyszałem, że Lorek jest na podjeździe, czym prędzej zostawiłem swoje sprawy Winstonowi, który niegdyś był u nas lokajem, ale dzięki łebskiej głowie, wzbogacił się na zakładach i teraz, cóż, był mi przyjacielem, doradcą, kimś w rodzaju prawej ręki. W takich momentach cieszyłem się, że go mam. Poniekąd mogliśmy nazywać się wspólnikami, aczkolwiek nie łączył nas w żaden sposób majątek. Cóż, najważniejsze, że mogłem powierzyć tak ważne sprawy Winstonowi i nie martwić się, że coś mogłoby nie zostać dopatrzonym. Życzyłem mu powodzenia i czym prędzej zbiegłem po schodach by w połowie zwolnić nieco, odetchnąć kilka razy powoli, poprawić się przed przywitaniem syna i zachować klasę.
Widząc syna całego i zdrowego, i zgrabnego, i uśmiechniętego, sam uśmiechnąłem się od ucha do ucha, otwierając swoje ręce i serce na przywitanie.
- Lorek! Dzieciaku! - odparłem głośno, przestępując dużymi krokami ten niewielki skrawek ogromnego holu, który nas dzielił. Przytuliłem go do siebie. Schudł? A może nie? Zdawał się być bardziej mężczyzną. A może jednak schudł? Może nieodpowiednio się odżywiał? - Czy ty coś jadasz, mój drogi? Jesteś może głodny? Każę coś przygotować - zaproponowałem, odsuwając się by na niego spojrzeć. Już wołałem skrzata by wydać polecenie, a słowa Lorka byłem, o jakimś tam problemie, mając nadzieję, że się dzieciak opamięta.
Przemknąłem po nim czujnym spojrzeniem, doszukując się jakiś defektów w jego pozie, ale wszystkie członki zdawał się mieć na swoim miejscu. To dobrze. To bardzo dobrze.
- Chodźmy do stajni... Opowiadaj. Co u ciebie słychać? Jak było we Francji? - ponagliłem, pragnąc wchłonąć wszystkie informacje na raz. Aż żałowałem, że nie opanowałem legilimencji.
Kiedy tylko usłyszałem, że Lorek jest na podjeździe, czym prędzej zostawiłem swoje sprawy Winstonowi, który niegdyś był u nas lokajem, ale dzięki łebskiej głowie, wzbogacił się na zakładach i teraz, cóż, był mi przyjacielem, doradcą, kimś w rodzaju prawej ręki. W takich momentach cieszyłem się, że go mam. Poniekąd mogliśmy nazywać się wspólnikami, aczkolwiek nie łączył nas w żaden sposób majątek. Cóż, najważniejsze, że mogłem powierzyć tak ważne sprawy Winstonowi i nie martwić się, że coś mogłoby nie zostać dopatrzonym. Życzyłem mu powodzenia i czym prędzej zbiegłem po schodach by w połowie zwolnić nieco, odetchnąć kilka razy powoli, poprawić się przed przywitaniem syna i zachować klasę.
Widząc syna całego i zdrowego, i zgrabnego, i uśmiechniętego, sam uśmiechnąłem się od ucha do ucha, otwierając swoje ręce i serce na przywitanie.
- Lorek! Dzieciaku! - odparłem głośno, przestępując dużymi krokami ten niewielki skrawek ogromnego holu, który nas dzielił. Przytuliłem go do siebie. Schudł? A może nie? Zdawał się być bardziej mężczyzną. A może jednak schudł? Może nieodpowiednio się odżywiał? - Czy ty coś jadasz, mój drogi? Jesteś może głodny? Każę coś przygotować - zaproponowałem, odsuwając się by na niego spojrzeć. Już wołałem skrzata by wydać polecenie, a słowa Lorka byłem, o jakimś tam problemie, mając nadzieję, że się dzieciak opamięta.
Przemknąłem po nim czujnym spojrzeniem, doszukując się jakiś defektów w jego pozie, ale wszystkie członki zdawał się mieć na swoim miejscu. To dobrze. To bardzo dobrze.
- Chodźmy do stajni... Opowiadaj. Co u ciebie słychać? Jak było we Francji? - ponagliłem, pragnąc wchłonąć wszystkie informacje na raz. Aż żałowałem, że nie opanowałem legilimencji.