Wyrażenie-klucz: kto tego pragnie. Trzeba było najpierw pragnąć. Dostrzec wswoje błędy, zmienić się. A nie każdy tego chciał. Ludzie robili okropne rzeczy i na koniec dnia dochodzili do wniosku, że to nic złego – takich nie dało się uratować. Oni ratunku wcale nie chcieli.
Ze związanym mężczyzną sobie poradzi – z niezwiązanym też, ale skoro było ich więcej… Nie zamierzała małego jednorożca zostawiać samego sobie. Więc dobrze, ze Brenna skoczyła dalej w krzaki, w tym swoim nieidealnym kameleonie – gdyby nie powaga sytuacji, to by się pewnie roześmiała widząc to, ale w tym momencie nie było jej do śmiechu. Tym bardziej, że magia ją zawiodła. Ale nie zamierzała pozwolić by przez to mężczyzna miał jakąś dziwną przewagę.
– Poczekaj tu, zaraz do ciebie wrócę, maleńki. Nic ci nie będzie. Nie uciekaj, bo oni ciągle tam są – oględziny malca wyszły dobrze; nic mu nie było, nie był ranny. I całe szczęście. Zaklęcie tamtego mężczyzny jedynie go rzuciło na ziemię, to wszystko. Bo całe szczęście one były obok. Opatrzność jednak czuwała.
Podniosła się spokojnie, powoli, nie chcąc przestraszyć źrebaka, aby zbliżyć się do leżącego w krzakach mężczyzny. Skoro magią sobie nie poradziła, to nie zamierzała znowu marnować na to czasu – i po prostu wycelowawszy w mężczyznę – poprawiła więzy, by były ciaśniejsze i by zaraz czar Brenny nie przestał działać. A potem po prostu zabrała mu jego różdżkę, skoro i tak trudno mu było ją utrzymać przy tych więzach…
Zamierzała od razu wrócić do jednorożca… O ile do tego czasu nie pozbierał się i nie zaczął uciekać w las. Wtedy… Być może trzeba było ruszyć za nim i dopilnować, by nie natknął się na kolejnych kłusowników.
Zaklęcie Brenny, choć słabe – mimo wszystko się udało. Więzy oplotły mężczyznę, który siłował się z jednorożcem i na moment go zatrzymały. To wystarczyło – jeden kłusownik na ziemi, drugi obwiązany, i choć liny były słabe i zaraz miały puścić, to wystarczyły, by jednorożec wierzgnął, chcąc zrzucić z siebie liny i popchnął drugiego mężczyznę. Ten pierwszy, który już chwilę był na ziemi, szybciej połapał się co jest grane i wycelował w Brennę różdżką, chociaż musiał się przeturlać po ziemi, by uniknąć kopyt jednorożca. Zaklęcie jednak mu wyszło, i Longbottom mogła poczuć jak jakaś siła cisnęła ją na najbliższe drzewo, wyduszając powietrze z płuc.
Kształtowanie:
Sukces!
Sukces!
Rzut na npc: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...5#pid18735