09.09.2023, 20:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2023, 20:27 przez Augustus Rookwood.)
Wywróciłem oczami, nawet nie się nie powstrzymywałem. Saurielowi było jedno w głowie i nawet się z tym nie krył. Jeśli tylko miał ku temu sposobność, to wtrącił swoje trzy grosze z podtesktem erotycznym i właściwie nie wiem, na co liczył? Że zarumienię się niczym dziewica konsekrowana? Może jeszcze lata temu, MOŻE i to prawdopodobnie totalnie niemożliwe, bo jako dzieciak byłem wybitnie porywczy i raczej sam skłonny do podobnych insynuacji. To ja byłem tym, co zawstydzał. Sic!, właśnie tak poznałem Avelinę, chcąc ją zdominować swoją osobowością. Opierała się. I tym samym rzuciła na mnie urok, taki urok, że nie mogłem się otrząsnąć do dziś. To ewidentnie musiał być jakiś urok, rodzaj białej magii, której nie byłem ewidentnie w stanie ogarnąć.
- Wiesz, jesteś tak boski, że dla ciebie zamierzałem zostać gejem - odparłem z ironią w głosie, choć kiwałem głową na potwierdzenie tych słów.
W międzyczasie też zacząłem się zastanawiać nad tą niemożnością Sauriela, nawet nie zdając sobie sprawy z tego jak wiele stracił, zostając zapewne wampirem. Cóż, w takim układzie siły, powinien raczej zostać himalajskim mnichem, a nie zaręczać się z panną Lestrange. Widać, że świat stawał na głowie, a pradawane zasady diabli brali. Nie moj interes, nie moja sprawa.
- Zastanawiam się, jak poradzę sobie z tą informacją... Myślę, że nie jestem w stanie - dodałem niby to poważnie, ale wzruszyłęm ramionami. Postanowiłem z kolei wznieść toast. - Za to, że nie będziesz obciążał świata swoimi potomkami. I też za to, że nie możesz ruchać mnie dupę - odparłem rozbawiony, nie uszczypliwie, tylko odczepnie, bo Sauriel śmieszkował na każdym kroku, a ja tylko w specjalnych momentach i oto właśnie na moment zawitał do nas ten ów moment.
Ponownie też wniosłem z nim toast za to, że mógł swobodnie pić bez kaca. Mnie niestety on czekał. Już po trzech szklankach whisky potrafiłem go mieć, choć to nie tyczyło się innych alkoholi. Whisky jakoś specyficznie oddziaływała na mój organizm, ale nie byłem w stanie sobie jej odmówić. Była zbyt szlachetnym alkoholem w naszych stronach. Dodawała jakieś trzydzieści punktów do klasy.
- Salut! - wniosłem, po czym postanowiłem podsuować nasze spotkanko. - Jak już wpadniesz odebrać te świecki, to nie martw się. Zmiotę twoje prochy osobiście - zaśmiałem, bo tak jakoś znowu mi wpadła do głowy ta myśl, że mółby zginąć, chcąc uwartować życie... Miało to w sobie jakiś czarny humor, do którego miałem słabość. Czarodziej może wychodził z kostnicy, ale kostnica z czarodzieja już nie.
- Wiesz, jesteś tak boski, że dla ciebie zamierzałem zostać gejem - odparłem z ironią w głosie, choć kiwałem głową na potwierdzenie tych słów.
W międzyczasie też zacząłem się zastanawiać nad tą niemożnością Sauriela, nawet nie zdając sobie sprawy z tego jak wiele stracił, zostając zapewne wampirem. Cóż, w takim układzie siły, powinien raczej zostać himalajskim mnichem, a nie zaręczać się z panną Lestrange. Widać, że świat stawał na głowie, a pradawane zasady diabli brali. Nie moj interes, nie moja sprawa.
- Zastanawiam się, jak poradzę sobie z tą informacją... Myślę, że nie jestem w stanie - dodałem niby to poważnie, ale wzruszyłęm ramionami. Postanowiłem z kolei wznieść toast. - Za to, że nie będziesz obciążał świata swoimi potomkami. I też za to, że nie możesz ruchać mnie dupę - odparłem rozbawiony, nie uszczypliwie, tylko odczepnie, bo Sauriel śmieszkował na każdym kroku, a ja tylko w specjalnych momentach i oto właśnie na moment zawitał do nas ten ów moment.
Ponownie też wniosłem z nim toast za to, że mógł swobodnie pić bez kaca. Mnie niestety on czekał. Już po trzech szklankach whisky potrafiłem go mieć, choć to nie tyczyło się innych alkoholi. Whisky jakoś specyficznie oddziaływała na mój organizm, ale nie byłem w stanie sobie jej odmówić. Była zbyt szlachetnym alkoholem w naszych stronach. Dodawała jakieś trzydzieści punktów do klasy.
- Salut! - wniosłem, po czym postanowiłem podsuować nasze spotkanko. - Jak już wpadniesz odebrać te świecki, to nie martw się. Zmiotę twoje prochy osobiście - zaśmiałem, bo tak jakoś znowu mi wpadła do głowy ta myśl, że mółby zginąć, chcąc uwartować życie... Miało to w sobie jakiś czarny humor, do którego miałem słabość. Czarodziej może wychodził z kostnicy, ale kostnica z czarodzieja już nie.